„Nasz Dziennik” nr 65, 17 marca 2000
Słowo do Pana Profesora Andrzeja Zolla
Z PUBLIKACJI
„Być członkiem społeczności uniwersyteckiej, to zobowiązuje!”
Słowo do Pana Profesora Andrzeja Zolla
Minęło już kilka dni od czasu, kiedy po raz pierwszy przeczytałem artykuł (felieton) opublikowany przez Pana w comiesięcznym dodatku do „Gościa Niedzielnego” („Azymut” z 5 marca 2000 r., a w nim artykuł pt. „Sygnał ostrzegawczy”). Od początku wiedziałem, że poznawszy jego treść, nie mogę milczeć. Poszukiwałem jedynie najwłaściwszej formy wypowiedzi. Najpierw zamierzałem wysłać do Pana list i w nim ukazać szkody wyrządzone tym artykułem, tak ludziom, jak i instytucjom. Miał być pisany z nadzieją, że zechce Pan w odpowiedni sposób naprawić owe krzywdy. Z każdym dniem jednak okazywało się, że grono osób „zadziwionych postawą Autora” powiększało się. Zdziwienie było spowodowane tym, że oskarżenia budowane na nieposzanowaniu prawdy mogły wyjść spod pióra człowieka uniwersytetu, działającego w dziedzinie prawa i znacząco uczestniczącego w kształtowaniu i interpretowaniu tego prawa. Sprawa przestawała mieć wymiar „między profesorami”. Wymagała publicznego zabrania głosu na publiczne przecież wyrządzenie krzywdy. I chociaż moją wypowiedź kieruję do druku, to jednocześnie przesyłam ją Panu. W tej przesyłce umieszczam również załącznik, w którym przedstawiłem ocenę krytykowanego przez Pana Radia Maryja, biorąc za podstawę tej oceny wskazówki dla działających w środkach społecznego przekazu zawarte w instrukcji duszpasterskiej „Aetatis novae”. O wynikach tego porównania powinien Pan wiedzieć, aby wyraźnie ujrzeć krzywdę wyrządzoną przez Pana Radiu Maryja.
Po tym wprowadzeniu przejdźmy do sprawy, która jest bezpośrednią przyczyną mego wystąpienia. Chodzi mi o tę część Pana artykułu, w której dołączył Pan do chóru piętnujących prof. Ryszarda Bendera za kłamstwo oświęcimskie. W swym wystąpieniu oskarżycielskim – nie starając się zbadać prawdziwości zarzutów – zażądał Pan usunięcia prof. R. Brandera z uczelni („Uważam, że na katolickiej uczelni nie powinno być miejsca dla takich osób” – napisał Pan w swoim artykule). W kilkunastu zdaniach tej części artykułu zdołał Pan nie tylko zamieścić oskarżenie i rozstrzygnąć o winie oskarżonych („wypowiedzi Bendera i towarzyszy (…) uznać można bez wątpienia za karane u nas tzw. kłamstwo oświęcimskie”), ale również lekką ręką dołączyć Radio Maryja do grona napiętnowanych („Autorytet Kościoła [w Radio Maryja – dod. JK] wykorzystywany jest do działań antychrześcijańskich, sprzecznych z nauką Kościoła i europejską kulturą” – stwierdził Pan bez cienia wątpliwości w swoim artykule). Co więcej, oskarżył Pan KUL (uczelnię, w której jest zatrudniony prof. R. Bender) oraz Kościół w Polsce („Uważam, że Kościół w Polsce powinien na to stanowczo zareagować” – napisał Pan w swoim artykule) o bezczynności i braku odpowiednich (czyli zgodnych z Pana sugestiami) decyzji.
Jeśli taki artykuł, taki „sygnał ostrzegawczy” wyszedłby spod pióra drugorzędnego dziennikarza, to można by tylko z politowaniem pokiwać głową nad jego warsztatem zawodowym. Ale musi budzić niepokój to, iż takie zdania firmuje swoim nazwiskiem człowiek nauki, profesor, którego postępowanie powinno świadczyć o naukowej dociekliwości, wnikliwości w stawianiu pytań i uczciwości w szukaniu na nie odpowiedzi.
Słyszałem ową audycję w Radiu Maryja. Oprócz prof. R. Bendera, w „Rozmowach niedokończonych” brali również udział: Peter Raina – znany historyk, autor wielu źródłowych opracowań historycznych, oraz Dariusz Ratajczak – historyk z Opola, autor broszury pt. „Tematy niebezpieczne”, która była przyczyną wcześniejszej nagonki prasowej na niego i skierowania sprawy do sądu. Audycja odbyła się już po decyzji sądu i odstąpieniu od karania autora broszury za popełnienie zarzucanego mu kłamstwa oświęcimskiego. Tak wprowadzenie do rozmów ze słuchaczami, jak i same rozmowy były bardzo ciekawe. Przebywający w studiu wyjaśniali problemy objęte tematem rozmów. Niekiedy wymagało to sięgnięcia do materiałów źródłowych, do porównań z innymi publikacjami.
Pamiętam, jak zdziwiłem się reakcją jednego z dziennikarzy który w swoim artykule zarzucił po raz pierwszy prof. R. Benderowi popełnienie przestępstwa zakwalifikowanego jako kłamstwo oświęcimskie. Dowodem miały być tu słowa oskarżonego przywołane w artykule owego dziennikarza.
Reakcja prof. Bendera była natychmiastowa. Przekazał do publikacji oświadczenie przypominające (bo to było powiedziane podczas audycji) pochodzenie cytowanych stów. Były one zaczerpnięte ze wspomnień Jerzego Stadnickiego opublikowanych w „Zeszytach Historycznych”, redagowanych przez Jerzego Giedroycia w Paryżu. Wydawało się, że manipulacja dziennikarza wyszła na jaw. Oskarżony sam się obronił. Wykazał, że zarzucany mu pogląd był cytatem podanym w kontekście omawiania tematu: kiedy i kogo pociąga się do odpowiedzialności za popełnienie przestępstwa kwalifikowanego jako kłamstwo oświęcimskie. Wydawało się…
A tu, po prawie dwóch miesiącach od owego czasu Pan, człowiek nauki, bierze na swój warsztat tylko część z tego, o czym wówczas mówiono i pisano. Bez odpowiedniej staranności w badaniu źródeł, bez właściwej dociekliwości i wnikliwości w stawianiu pytań, a nawet uczciwości w szukaniu odpowiedzi na te pytania sformułował Pan oskarżenia i zażądał realizacji wyroków.
Piszę do Pana o tym wszystkim, bo bardzo mi zależy – a mam nadzieję, iż Panu również na tym zalety – aby „środowiska akademickie odzyskały swój tradycyjny autorytet moralny, aby stawały się na nowo sumieniem Narodu”. O to prosił nas wszystkich Jan Paweł II, kierując te słowa do rektorów polskich uniwersytetów przybyłych do Watykanu 4 stycznia 1996 r., a potem, w 1997 r., w kolegiacie św. Anny w Krakowie, podczas kolejnej pielgrzymki do Polski dokładnie przypomniał nam, czego od nas, ludzi uniwersytetów oczekuje człowiek współczesny: „Potrzebuje waszej naukowej dociekliwości, waszej wnikliwości w stawianiu pytań i uczciwości w szukaniu na nie odpowiedzi”.
Uprzejmie proszę, aby nie odebrał Pan mego głosu jako pouczania. Piszę bowiem w nadziei, iż dając świadectwo o prawdzie, mogę jednocześnie prosić Pana o naprawienie krzywd wywołanych Jego artykułem.
Z poważaniem
prof. Janusz Kawecki