„Nasz Dziennik” nr 60, 11 – 12 marca 2000
Ktoś musiał powiedzieć: Katyń

Z PUBLIKACJI

Rozmowa z prof. dr hab. Ryszardem Benderem, profesorem historii KUL

Panie Profesorze, w procesie ujawniania prawdy o mordzie katyńskim odegrał Pan historyczną rolę. Jako pierwszy publicznie, z trybuny sejmowej odważył się Pan postawić problem zbrodni katyńskiej i wskazać w tym kontekście na ZSRS. Czy mógłby Pan przypomnieć okoliczności tego mało dziś znanego wydarzenia?

– Zbrodnia katyńska przez dziesięciolecia była jednym z tzw. tematów tabu. Z jednej strony objęta była całkowitym embargiem w polskiej prasie i w życiu publicznym. Z drugiej strony temat Katynia był bardzo niewygodny dla krajów zachodnich, które oportunistycznie godziły się na nieobciążanie tą zbrodnią ZSRS. Postanowiłem powiedzieć o tym. Wybrałem termin 10 marca 1988 r., gdy w Sejmie odbywała się debata nad polityką zagraniczną rządu. Nikt z nas wówczas w parlamencie nie wiedział, że kilka dni wcześniej minęła 48. rocznica wydania wyroku na 22 tysiące Polaków.

Skąd wzięło się Pana zainteresowanie tą właśnie sprawą?

– Jest to dla Polski jeden z kluczowych problemów politycznych, narodowych, a także historycznych. Orientowałem się trochę w sprawie zbrodni katyńskiej dzięki kontaktom z pierwszym w zasadzie badaczem tej sprawy prof. Januszem Zawodnym ze Stanów Zjednoczonych. Ponadto jeden z moich studentów-seminarzystów Tadeusz Madata był sądzony i skazany za przechowywanie materiałów o zbrodni katyńskiej. Bronił go zresztą mój przyjaciel, śp. mec. Władysław Siła-Nowicki. Trzeba przyznać, że nawet dziś, mimo przekazania przez Jelcyna części materiałów, wszystkie okoliczności tej zbrodni tak naprawdę nie są znane. Sowieci zastanawiali się, czy wymordować polskich jeńców, czy deportować głęboko na Syberię. Wiele wskazuje na to, że o wymordowaniu zadecydował Beria, a dopiero później sygnowali tę decyzję Stalin, Woroszyłow, Mołotow i Mikojan.

Jak przebiegało Pana wystąpienie sejmowe?

– Cóż, zgłosiłem się, udzielono mi głosu i powiedziałem: „W tej Wysokiej Izbie musi zostać wypowiedziane słowo Katyń. Tego wymaga honor Narodu Polskiego, jego męczeńskie dzieje w latach ostatniej wojny. Wypowiadam je w przekonaniu, że kompetentne czynniki rządowe zadbają, ażeby jak najszybciej wszelkie okoliczności dotyczące Katynia zostały dogłębnie, z troską o prawdę wyjaśnione. Wyjaśnić należy również cały splot spraw związanych z paktem Ribbentrop – Mołotow z 23 sierpnia 1939 r. i z jego tragicznymi dla Polski następstwami, z 17 września 1939 r., z wywózkami na Sybir wielotysięcznej rzeszy Polaków ciągnącymi się aż po 1941 rok”.

Jak zareagował Sejm?

– Ta wypowiedź wywołała powszechną konsternację. Ciekawe, że prowadzący posiedzenie wicemarszałek Rakowski nie zarządził przerwy, jak to wielokrotnie robiono po moich wystąpieniach, tylko pozwolił na ripostę ze strony posła ZSL Witolda Lipskiego. Ten zaczął oponować przeciwko rozpatrywaniu w Sejmie sprawy katyńskiej, jako nie mieszczącej się w porządku obrad. O dziwo, Rakowski nie podzielił tego poglądu. Dopiero po normalnej przerwie zabrał głos nie przewidziany wcześniej w dyskusji poseł prof. Jarema Maciszewski, członek najwyższych władz PZPR. Zarzucił mi podawanie półprawd. Mówił, że to nie jest sprawa, w której można publicznie operować hipotezami. Podkreślił, że ten temat nie schodzi z łamów prasy emigracyjnej i polskojęzycznych radiostacji, a ja jestem ich tubą. Zarzucił mi, że moje wystąpienie nie pomaga w dochodzeniu do prawdy, lecz wprowadza wątek polityczny i atmosferę jątrzenia. Niestety, nie dopuszczono mnie do wygłoszenia repliki.

Co nastąpiło po zamknięciu posiedzenia sejmowego, czy w tzw. kuluarach spotkał się Pan z jakimiś wyrazami solidarności?

– Dla zdecydowanej większości postów stałem się przysłowiowym powietrzem. Czasami tylko ktoś przechodząc porozumiewawczo mrugnął okiem. Wyłamało się z tego dwóch posłów ZSL z których jeden poradził, abym tego dnia nie nocował u siebie. Początkowo zlekceważyłem to ostrzeżenie, zareagowałem śmiechem, gdyż wiedziałem, że jeśli już coś ma się ze mną stać, to nie w tym dniu, ani w tym miejscu. Ale wieczorem, gdy zostałem sam w pokoju hotelowym, przestało mi być do śmiechu. Wziąłem jedno relanium, drugie, zabarykadowałem drzwi… Pamiętam jeszcze taką sytuację, która teraz wydaje się zabawna. Otóż usiadłem przy stoliku w ówczesnej ciasnej jadalni sejmowej. Po pewnym czasie sala się zapełniła. Patrzę, posłowie stoją w oczekiwaniu na wolne miejsce, a ja siedzę przy stoliku sam. Dopiero, gdy Barcikowski głośna pozdrowił mnie słowami „czołem pośle”, zaczęto się dosiadać.

Czy były jakieś komentarze prasowe?

– Pozytywny byt tylko jeden. „Przekrój” napisał, że moje wystąpienie to wydarzenie całego powojnia. W zdecydowanej większości gazet cytowano opinię prof. Marciszewskiego. Oczywiście, moje wystąpienie odnotowała szeroko prasa zagraniczna.

A reakcje społeczne?

– Otrzymałem mnóstwo listów nie tylko z gratulacjami, ale i z materiałami na temat Katynia. Do dziś przechowuję ich ponad 300. Wszystkim, którzy do mnie napisali, podziękowałem listownie. Przesłane mi informacje próbowałem jakoś rozpowszechnić, co ciekawsze materiały przesłałem do kilku pism, ale nie zostały one opublikowane.

Czy utrzymuje Pan kontakty z organizacjami zajmującymi się dziś zbrodnią katyńską?

– Niestety, jakoś o mnie zapomniano, nikt się do mnie nie zwracał. Ale gdyby organizacje katyńskie wyraziły zainteresowanie, to jestem gotów udostępnić im posiadane przez mnie materiały.

Panie Profesorze, na koniec pytanie osobiste. Wielokrotnie już publicznie wyrażał Pan poglądy niepopularne w kręgach lewicy, wywołujące kontrowersje, ostre reakcje, a nawet całe kampanie medialne skierowane przeciwko Pana osobie. Proszę powiedzieć, dlaczego Pan to robi i czy warto mówić to, co się myśli?

– Kierowałem się zawsze prawdą i polską rangą stanu. Tym, którzy się wahają, powiem, że trzeba walczyć z własnym oportunizmem i strachem. Na kłamstwie, półprawdach, przemilczaniu niewygodnych tematów niczego trwałego nie zbudujemy. Dotyczy to zarówno naszych stosunków międzynarodowych, jak i wewnętrznych, a także – życia osobistego. Dlatego niczego co powiedziałem, nie żałuję.

Dziękuję za rozmowę.

Adam Kruczek