„Nasz Dziennik” nr 199, 26 – 27 sierpnia 2000
Ks. Stanisław Musiał gani Kościół polski

Z PUBLIKACJI

W „Arce Noego”, którą redaguje w „Gazecie Wybornej” Jan Turnau, ukazał się w numerze z 5-6 sierpnia br. artykuł ks. Stanisława Musiała pt.: „Droga krzyżowa Żydów sandomierskich”. Kapłan ten, jezuita, domaga się od polskich władz kościelnych usunięcia z dwóch kościołów w Sandomierzu historycznych malowideł ukazujących przypisywane przed wiekami tutejszym Żydom mordy rytualne na dzieciach chrześcijańskich. Dziwić musi ta niezwykła propozycja katolickiego księdza i zakonnika.

Jezuici na całym świecie, również w Polsce, to kapłani głęboko wykształceni. Szereg wcześniejszych wynurzeń ks. Stanisława Musiała, postulujących m.in. usunięcie krzyża Jana Pawia II ze Żwirowiska w Oświęcimiu, jak też wspomniana wyżej wypowiedź, przeczy tej tezie. Oznacza, że i w środowisku jezuitów natkniemy się na przykre wyjątki. Ten dotyczący ks. Musiała świadczy o niebywałej ignorancji, zwłaszcza pozateologicznej tego kapłana. Jak może człowiek o zdrowych zmysłach, tym bardziej duchowny, w miarę wykształcony, domagać się od jakiejkolwiek instytucji w Polsce, a od Kościoła w szczególności, poczynań szkodliwych dla kultury polskiej i światowej. Przecież malowidła w katedrze sandomierskiej i w kościele św. Pawła stanowią dzieło sztuki i są świadectwem mentalności chrześcijan w Polsce w XVII i XVIII wieku. Tak w tamtym czasie, czy tego chcemy czy nie, kształtowały się w sferze religijnej stosunki polsko-żydowskie. Dziś dostrzegamy ten tragiczny dla narodu żydowskiego absurd. Jednak mimo malowideł sandomierskich sytuacja i relacje z Żydami w Rzeczypospolitej były generalnie o niebo lepsze niż w innych krajach Europy, łącznie z Niemcami i Rosją, co potwierdzają również historycy żydowscy. „Znaj proporcję mocium panie” – należałoby powiedzieć za Fredrą księdzu Musiałowi.

Nie zgadza się ten kapłan na ewentualne opatrzenie obrazów w katedrze sandomierskiej i w kościele św. Pawła „nobliwym napisem czy komentarzem” i pozostawienie ich na dotychczasowym miejscu. Stwierdza z nieukrywaną wręcz nieomylnością: „Te obrazy w tym miejscu zawsze będą uwłaczać naszej ludzkiej godności”. Ks. Stanisław Musiał żąda więc usunięcia ze świątyń sandomierskich historycznych malowideł i zdeponowania ich w specjalnie utworzonym w Sandomierzu „muzeum antysemityzmu polskiego”, zapewne z udziałem lokalnego Kościoła.

Żądanie swoje ks. Musiał przekształca w dyktat, gdy pisze w „Gazecie Wyborczej”: „Oczekuję od Kościoła, do którego mam łaskę należeć, przeprosin za ten grzech”. Czyj grzech, nas współczesnych? My dziś już wiemy, że Żydzi nie mordowali rytualnie dzieci. Mieszczanie jednak i duchowni sandomierscy błędnie, ale przed wiekami, byli o tym przekonani, sądzili, że czynią dobrze fundując malowidła. Myśleli oni podobnie jak Kmicic, gdy palili wsie protestanckie na Mazurach. Czy i za Kmicica mamy przepraszać luteran wschodnioniemieckich, zamieszkujących obecnie Republikę Federalną Niemiec? Trudno przewidzieć, czy ks. Musiał nie zaproponuje z czasem, by usuwać z „Potopu” Sienkiewicza strony opisujące Kmicicowe wyczyny. Jest to możliwe. Niewykluczone też, że ks. Musiał zażąda niebawem od Kościoła, od Episkopatu Polski usunięcia ze świątyń w Polsce obrazów ukazujących, jak Żydzi domagają się (motywy zaczerpnięte z Pisma Św.) ukrzyżowania Chrystusa. Możliwe również, że kapłan ten, wzorem Andrzeja Niemojewskiego i jego przedwojennej „Myśli Niepodległej”, zaapeluje do postępowego duchowieństwa katolickiego, „aby w kościołach nie czytano, według niego zapewne obscenicznych, stów Ewangelii św. Jana (16, 54), w której czytamy, że Chrystus mówił do Żydów: „Kto pożywa Ciało moje i pije moją Krew, ma życie wieczne …”. Takim postulatem ks. Musiał też może współcześnie przypodobać się Żydom.

Pomysł ks. Musiała, aby usunąć ze świątyń sandomierskich malowidła i przenieść je do tworzonego w tym mieście, z udziałem miejscowego Kościoła, „muzeum antysemityzmu”, to nie tylko przejaw obrazoburczych obsesji tego kapłana. To groźny pomysł. Prowadzi on do degradacji kultury w Polsce. Musimy sobie zdać sprawę, że gdyby doszłoby do demontażu historycznych malowideł w obu kościołach sandomierskich, byłaby to niepowetowana strata i okaleczenie obu tych świątyń. Wiązałoby się to z kompromitacją Kościoła w Polsce. Te same osoby z kręgów libertyńskich i liberalnych, którym ks. Musiał pragnie się przypodobać swoją propozycją, po latach wytkną Kościołowi szkodliwą decyzję – o ile taka zostanie podjęta – dla kultury polskiej i ogólnoludzkiej.

Nie zapominajmy, że do dziś ludzie kultury i tzw. postępu mają pretensje do Kościoła powszechnego za „niszczenie”, purytańskie deformowanie – w imię moralności chrześcijańskiej – starożytnej kultury, antycznych rzeź© eksponujących nagość.

Nie kto inny, jak Tadeusz Boy-Żeleński domagał się od Piusa Xl przeprosin świata kultury za „zniszczenia”, jakich dokonał Kościół w dziedzinie sztuki. Wymieniał papiery, biskupów, opatów, najbardziej „zasłużonych” w niszczeniu, bądź usuwaniu niemoralnych posągów antycznych z budowli starożytnych, zamienianych na kościoły, przenoszenia ich do muzeów. Jeżeli ordynariusz sandomierski ks. bp prof. dr hab. Wacław Świerzawski, przyciśnięty żądaniem ks. Musiała, postąpi podobnie z malowidłami w swych świątyniach, niebawem, a po latach z całą pewnością koła tzw. postępowe wytkną to jemu i Kościołowi. Niewykluczone, że nazwą takie działanie wręcz… barbarzyństwem kulturalnym. Takie będą konsekwencje dla Kościoła denuncjacji ks. Musiała dokonywanej wobec świata i środowisk żydowskich. Denuncjacja to całkowicie zbyteczna. Historycy polscy i żydowscy od dawna wiedzieli i wiedzą o malowidłach w Sandomierzu. Politowania godny ksiądz Musiał!

prof. Ryszard Bender