„Nasz Dziennik” nr 173, 26 lipca 2000
Władimir Putin do przyjęcia?
Minister Władysław Bartoszewski apologetą prezydenta Rosji.
Z PUBLIKACJI
Unia Wolności, której zwolennikiem pozostaje obecny minister spraw zagranicznych w gabinecie Jerzego Buzka – Władysław Bartoszewski – będąc w rządzie wyprzedawała za bezcen Polskę Zachodowi. Wcześniej podobnie czyniła PZPR, podporządkowując Polskę ekonomicznie i politycznie Związkowi Sowieckiemu. Te same tendencje przejawiał jej następca – SLD – gdy jeszcze niedawno przewodził koalicji rządowej w Polsce. W żaden jednak sposób nie można pojąć, że honoru Narodu Polskiego, godności Rzeczypospolitej względem obecnej Rosji, sukcesorki dawnego Związku Sowieckiego, nie broni minister spraw zagranicznych w rządzie AWS.
Czy postępuje tak dlatego, że bliski jest Unii Wolności? Tak kapitulancko, jak ten minister, nie zachowywał się jego przedwojenny poprzednik, minister Józef Beck. On nigdy, zarówno względem narodowo-socjalistycznych Niemiec, jak i Rosji Sowieckiej, nie przeinaczał faktów. Dostrzegał niebezpieczeństwo.
Obecny minister spraw zagranicznych Władysław Bartoszewski postępuje odmiennie. Oświadcza on oficjalnie: „To jest do przyjęcia…”, że 28 lipca br. otwarcie cmentarza polskich oficerów pomordowanych w 1940 roku w Katyniu z rozkazu Stalina, odbędzie się bez udziału Władimira Putina, że prezydent Rosji ten ważny dla obu krajów moment zignoruje. A przecież Władimir Putin jest sukcesorem władzy swego poprzednika, który mord w Katyniu zadekretował. Poza tym, Władimir Putin wywodzi się z KGB, którego poprzednikiem było NKWD, mordujące polskich oficerów: katolików, żydów, jak też protestantów i prawosławnych.
Nieobecność w Katyniu prezydenta Władimira Putina minister spraw zagranicznych RP ma śmiałość uznawać za właściwą. Staje się on tym samym nie tylko apologetą Putina, ale jednocześnie marginalizuje wagę zbrodni dokonanej przed 60 laty w lesie katyńskim. Jak może tak postępować, wypowiadać się minister rządu polskiego? Chyba że rzeczywiście Władysław Bartoszewski nadal uznaje większość Narodu Polskiego za ciemną, prowincjonalną masę, jak się przed kilku laty wyraził, będąc za granicą?
Przed kamerami telewizyjnymi minister Bartoszewski przewrotnie pytał: „A gdzie jest powiedziane, że musisz być w ogóle w Katyniu prezydencie? Gdzie to jest zakodowane?”.
Odpowiadam. Było i jest to stale zakodowane w umysłach, w sercach Polaków, że pełnej ekspiacji za mord katański dokonać może wyłącznie któryś z następców Stalina, gdy klęknie u grobu ofiar. Niegdyś, tego samego zdania był obecny minister Władysław Bartoszewski. Kiedy w sprawie Katynia oficjalnie milczano bądź kłamano, jako pierwszy, publicznie, w Sejmie, zażądałem 10 marca 1988 r. od władz państwowych powiedzenia prawdy o Katyniu. Władysław Bartoszewski, gratulując, mówił mi wówczas, iż doczekamy się, że sam Gorbaczow uklęknie w Katyniu. A Władimira Putina minister Bartoszewski od tego kroku uwalnia, udziela mu dyspensy? Jakim prawem?
Minister Władysław Bartoszewski nie smuci się, nie martwi, że przy otwarciu cmentarza w Katyniu z ramienia władz Rosji będzie jedynie wiceminister Wiktor Chrustienko. Fakt ten polski minister uważa nawet za postęp ze strony rosyjskiej. Dlaczego? Dlatego że przed pięciu laty, przy wmurowaniu kamienia węgielnego, był tam, w obecności prezydenta Lecha Wałęsy, tylko wiceminister rosyjski. Jakże przedziwne, naiwne to rozumowanie, szkodliwe dla Polski.
Na litość Boską! Czy taki postęp w stosunkach polsko-rosyjskich ma nas cieszyć? Ministra Bartoszewskiego być może to zadowala, Naród Polski – wątpię. Powiedzmy wprost, prezydent Putin przez zapowiedzianą w dniu 28 lipca br. swoją absencją w Katyniu wymierzył policzek nie tylko władzom państwowym w Polsce, wymierzył go nam wszystkim. Od czego jest dyplomacja? Czy nie można było wynegocjować z Rosją innego rozwiązania w sprawie otwarcia cmentarza katyńskiego? Przecież idzie o rzeczywiste pojednanie obu sąsiadujących, słowiańskich narodów.
Zwróćmy uwagę, że rozumieją to współcześnie, coraz głębiej, również Rosjanie. Nieobecność prezydenta Rosji w Katyniu niektórzy z nich, niektóre media rosyjskie uznają wręcz za „katyński grzech Putina”. A minister polskiego rządu twierdzi, że „to jest do przyjęcia…” I jest zapewne minister Bartoszewski przekonany, że nie ci Rosjanie, którzy wytykają Putinowi błąd, mają rację, że to on posiada słuszność.
Mam wątpliwości, czy tego ministra stać będzie na zmianę stanowiska, czy publicznie uzna, że palnął w swej wypowiedzi głupstwo, usprawiedliwiając nieobecność Władimira Putina w Katyniu. Znam go dobrze, byłem jego szefem, gdy w latach 1974-1985 został przydzielony przez Radę Wydziału Nauk Humanistycznych do mojej katedry KUL jako starszy wykładowca. Jest pan minister Bartoszewski w każdej sytuacji zbyt pewny siebie. Trudno mu będzie uznać własny błąd? Ale… wszystko jest przecież możliwe.
prof. Ryszard Bender