„Głos” nr 20, 30 stycznia – 1 lutego 1998
Kwaśniewski kontra Piotrowski

Z PUBLIKACJI

Cenzura „poprawności politycznej” działa coraz skuteczniej i sięga wciąż dalej; mnoży się też liczba cenzorów, jętych szałem ujednolicenia poglądów. Cenzorski miecz Damoklesa wisi nad naszymi głowami coraz niżej – zagraża autorom publikacji i wypowiedzi, pracownikom nauki, wydawcom, niepokornym recenzentom i bibliografom. Prasa, radio i telewizja tropią oraz sekują „niepoprawnych”, dobijając ich cytowanymi obficie wywodami świeckich i duchownych stróży „jedności” słowa i myśli. Przy tych metodach groźni skądinąd komuniści wydają się nieudolnymi, prymitywnymi fuszerami: prześladując ludzi, podnosili ich często w opinii publicznej. Obecnym prześladowcom chodzi o moralne ukamienowanie atakowanych, odebranie im prawa do obrony i normalnej egzystencji.

Nie ma prawie dnia, aby na komendę z „Gazety Wyborczej” nie wszczynano nagonki na kogoś, kto mówi czy myśli inaczej, niż to stanowi różowo-czerwona wykładnia. Funkcjonariusze nowej cenzury napadają na przemian: to swe „święte oburzenie” wyraża „postępowy” hierarcha, to znów ruszają do boju stowarzyszenia, rady i związki, skupiające „ideowo pewnych” osobników, czekających tylko pod telefonem, aby na wezwanie tego czy owego „światłego” koryfeusza cenzury przyłączyć się do gróźb i potępień.

W „Tygodniku Powszechnym” z 6 lutego abp Józef Życiński skrytykował surowo „zmilitaryzowanych chrześcijan”, ośmielających się przejawiać „mentalność plemienną”, czyli broniących racji i tradycji narodowych. Ponoć nie podejmują oni „wyzwań, które stają przed kontynentem”; przejawiają frustrację, „epatują agresją i pesymizmem”, „lekceważą dramatyzm sytuacji innych wspólnot” (?). Metropolita lubelski zupełnie przy tym nie dostrzega, że sam przemawia jak typowy „militarysta”, w dodatku wyjątkowo agresywny. Używa nie przystających do jego kościelnej godności wyrażeń, a przy tym powołuje się bezpodstawnie na Ojca Świętego, posługując się jego autorytetem we własnym, na wskroś politycznym wystąpieniu, co jest rzeczą wyjątkowo niewłaściwą.

Z trybuny „Gazety Wyborczej” odezwał się też 9 lutego niefortunny jezuita, ks. Stanisław Musiał, żądając, aby Kościół przyłączył się do ofensywy komunistów, socjalistów i demoliberałów przeciw Austrii, uruchomionej, bo obywatele tego państwa mieli dość lewicowych i pseudoprawicowych polityków, głosując w wyborach „nie tak, jak trzeba”. Tego by jeszcze brakowało, aby po niefortunnym poparciu antychrześcijańskiej i antymoralnej Unii Europejskiej, przedstawiciele hierarchii kościelnej włączyli się do inspirowanych przez wrogów autentycznej demokracji antyaustriackich manifestów i rozruchów. Zresztą pomogłoby to jeszcze bardziej partii Haidera, wokół której Austriacy coraz bardziej się umacniają, widząc, co się święci.

Przedmiotem gremialnej napaści, fałszywych oskarżeń i typowej „myśliwskiej” nagonki stał się prof. Ryszard Bender, ponieważ odważył się powiedzieć prawdę o sprawie dr Dariusza Ratajczaka, zakłamanej do granic możliwości. Sygnał do akcji antyprofesorskiej dał abp Życiński, udzielając „Gazecie” z 3 lutego wywiadu, z powołaniem się na oświadczenie „Rady Naukowej przy wielkim Kanclerzu KUL”; czyli przy nim samym. Arcybiskup zawyrokował: Współudział w głoszeniu fałszu (?) jest niemoralny (…) profesor katolickiego uniwersytetu współdziałający w rozmywaniu prawdy oddziałuje szczególnie demoralizująco (..) Treść wywiadu została urozmaicona „powołaniem się na płacz sierot oświęcimskich”, jakby to akurat prof. Bender był zań odpowiedzialny. Szkoda, że ks. Arcybiskup nie raczy się zastanowić nad aspektem moralnym swojego postępowania i własnych słów. A wystąpienie „Wielkiej Rady” sam przecież spowodował. Wkrótce potem znalazł się kolejny „pogromca” – krakowski liberał prof. Andrzej Zoll: ten już wezwał bezpośrednio KUL do surowych sankcji wobec prof. Bendera.

Sprawcy nagonki przypisali też prof. Benderowi zacytowane przez niego krytyczne fragmenty istotnie skandalicznej publikacji J. Stadnickiego w „Zeszytach Historycznych” (nr 128) Jerzego Giedroycia – Stadnicki uznał Oświęcim za miejsce przeżycia z przyzwoitym wyżywieniem (!). Prof. Bender wyjaśnił tę manipulację w „Myśli Polskiej” (nr 8). Trzeba powiedzieć, iż rzeczywistym powodem napaści na profesora nie były jakieś jego „kłamstwa”, ale fakt, że wraz z innym historykiem Peterem Rainą, zakwestionował podstawy oskarżeń i prześladowań dra Ratajczaka; występuje też w Radiu Maryja, a ponadto był założycielem Komitetu, dopominającego się o umożliwienie rozgłośni dalszej emisji. Ks. abp Józef Życiński jawi się jako eksponowany „spiritus movens” całej tej brzydkiej historii – najdalszej od prawdy, choć posługującej się nią obłudnie jako fałszywym motywem. Wiernych sojuszników, tj. „Gazety Wyborczej”, Andrzeja Zolla i wszystkich, którzy idąc za „owczym pędem” przyłączyli się (ze strachu?) do napaści, można tylko ks. Arcybiskupowi powinszować, tak jak i kolejnej aktywizacji w gronie cenzorskiego, potakującego bractwa.

Zbigniew Żmigrodzki