„Kurier Lubelski” nr 13, 17 stycznia 2000
Oświęcim do dyskusji
Z PUBLIKACJI
Rozmowa z prof. Ryszardem Benderem, historykiem z KUL
– Dość niespodziewanie włączył się Pan do drażliwej dyskusji o hitlerowskim obozie w Oświęcimiu i Brzezince. Wywołana została ona głośną książką Dariusza Ratajczaka, której autor krytykowany jest za kwestionowanie faktu masowej zagłady Żydów. Stanął Pan po jego stronie.
– Nie można powiedzieć, że do dyskusji włączyłem się niespodziewanie. Wraz z dr. Peterem Rainą, Hindusem z urodzenia, a Polakiem z wyboru, autorem wielu znakomitych dzieł z najnowszej historii Polski, zgodziłem się być ekspertem bądź świadkiem w procesie, jaki o tzw. kłamstwo oświęcimskie wytoczyła dr. Ratajczakowi prokuratura w Opolu. Sąd odrzucił wniosek o nasze uczestnictwo w procesie, który dotyczy wydanej w ubiegłym roku książki pt. „Tematy niebezpieczne”. Praca ta zawiera szereg drobnych szkiców na różne tematy, np. konfliktu w północnej Irlandii czy powiązań Michała Roli-Żymierskiego z gestapo na polecenie władz sowieckich.
– Jednak najgorętsze spory wywołał artykuł o Oświęcimiu.
– Autor traktuje o tym zaledwie na pięciu stronach. Nie referuje tam własnych poglądów i nie pisze, wbrew temu co wmawiane co jest opinii społecznej przez liczne media, że w Auschwitz nie było komór gazowych. Imputują mu to ludzie, którzy nie czytali książki.
– A Pan Profesor ją czytał?
– Oczywiście, mam nawet jej dwa wydania. W artykule przedstawione zostały wyłącznie poszerzające naszą wiedzę opinie zachodnich badaczy, nieznanych lub mało znanych w Polsce. Chodzi np. o Davida Irvinga, który podobnie jak wielu innych historyków spoza Polski podważa wiele dotychczasowych ustaleń dotyczących niemieckich obozów w Auschwitz i Birkenau. Zresztą obecnie już nawet w wydawnictwach firmowanych przez instytut Yad Vashem w Jerozolimie przyjmuje się, że we wspomnianych obozach zginęło ok. 1 mln 100 tys. więźniów, a nie kilka milionów, jak uważano wcześniej. Nie podlega także podważeniu stanowisko, że przez początkowe blisko dwa lata w Auschwitz i Birkenau nie było Żydów. Pierwsi więźniowie byli Polakami. Dopiero później doszły inne narodowości.
– To, co mówi Pan Profesor nie oznacza jednak, że Oświęcim nie był obozem masowej zagłady Żydów?
– Nie twierdziłem tak. Występując w Radiu Maryja wraz z dr. Ratajczakiem i dr. Rainą użyłem oficjalnego określenia Konzentrationslager, czyli obóz pracy. Jest to nazwa powszechnie stosowana, zarówno w Polsce, jak i na świecie, również w Izraelu. Obóz zagłady, a więc Vernichtungslager, oznaczał coś zupełnie innego. Odnosił się do Sobiboru, Treblinki i Bełżca, gdzie dokonywano eksterminacji Żydów. Nie oznacza to oczywiście, że w Auschwitz i Birkenau nie dokonywano zagłady poprzez niewolniczą pracę oraz bezpośrednio. Dymiły tam krematoria, spalano zwłoki, mordowano lub gazowano Polaków, Żydów, Cyganów oraz ludzi ponad 50 innych narodowości.
– Gdzie w takim razie, według Pana Profesora, leży istota obecnego sporu o prawdę oświęcimską?
– Wiedza tym różni się od dogmatów, że ulega zmianom i weryfikacji. Chodzi o to, żeby jej poszukiwać korzystając z pełnej swobody wyrażania poglądów. Dążenia do wiedzy nie wolno ograniczać administracyjnie, a taką próbę podjęta prokuratura w Opolu. I temu głównie się przeciwstawiam.
– Dziękuję za rozmowę.
Grzegorz Wójcikowski