„Głos” nr 12, 25 marca 2000
Trzy pytania do prof. Ryszarda Bendera
Z PUBLIKACJI
Rocznica zjazdu gnieźnieńskiego z 1000 roku przyczyniła się do spotkania w Gnieźnie prezydentów Polski i państw ościennych. Co można wskazać jako wspólne w obu zjazdach, co je różni?
Przed tysiącem lat przybył do Gniezna Cesarz Otton III. Obecnie zjawił się prezydent Niemiec Johannes Rau. I to właściwie koniec analogii. Cesarz Otton III był w Gnieźnie wyłącznie sam, ze swymi dostojnikami, bez władców innych państw sąsiadujących z Polską. Pragnął on widzieć się wyłącznie z Bolesławem Chrobrym, i z nim zamierzał rozpocząć budowę Europy ojczyzn. Po tysiącu lat w Gnieźnie pojawili się oprócz prezydenta Niemiec, prezydenci Litwy, Słowacji, Węgier. Z powodu choroby nie dotarł do Gniezna prezydent Czech, a katastrofa górnicza na Ukrainie spowodowała nieobecność jej prezydenta. Nie o Europie ojczyzn, opartej na wartościach katolickich i narodowych mówiono współcześnie w Gnieźnie. O zupełnie innej Europie rozprawiano. Mówiono o Unii Europejskiej, jakże już scentralizowanej i zbiurokratyzowanej, do której będziemy dopuszczeni, gdy to scentralizowanie jeszcze bardziej się ugruntuje. W debacie prezydenckiej dotyczącej, za wzorem Ottona III i Bolesława Chrobrego, jednoczenia Europy, sceptycyzm przejawił najdobitniej Arpad Goencz, prezydent Węgier. Prezydent Niemiec Johannes Rau, przedstawił inną wizję Europy niż przed tysiącem lat Otton III. Zjednoczona Europa, zdaniem prezydenta Niemiec, nie potrzebuje już chrześcijaństwa. Uważa on, że prawie żaden kraj w Europie nie jest już zwolennikiem wartości chrześcijańskich. A Polska? Szkoda, że Aleksander Kwaśniewski, który nazywa siebie prezydentem wszystkich Polaków, nie zdobył się na słowa riposty, nie powiedział. że Polska jest inna, że chrześcijańskie wartości wniesie do zjednoczonej Europy. Wcześniej w Gnieźnie przed debatą prezydencką, jedynie legat papieski, kardynał Angelo Sodano, przypomniał słowa Jana Pawła II wypowiedziane również w Gnieźnie w 1997 r. Stwierdził kardynał Sodano, że odrzucenie chrześcijaństwa byłoby dla Europy aktem samobójczym, nie sprzyjającym jej jedności. Powinni o tym pamiętać wszyscy, którzy na oślep wręcz dążą do jednoczenia Europy.
Sądy w Polsce już z rzadka pociągają do odpowiedzialności zbrodniarzy, którzy po 22 lipca 1944 roku więzili i mordowali Polaków z podziemia niepodległościowego, a także tych, którzy przeciwstawiali się propagandzie komunistycznej. Dlaczego tak się dzieje?
Pytanie to retoryczne. Powszechnie wiadomo, że najwięcej ludzi z dawnego komunistycznego systemu władzy pozostaje do dziś w sądownictwie. Tłumaczy się ten fakt nieusuwalnością sędziów ze względu na konieczność utrzymania niezawisłości sądów. Pokrętne to tłumaczenie. Sędziowie ci, niegdyś aktywiści PZPR, pozostają obecnie niezawisłymi wyłącznie wobec zmian, jakie nastąpiły w Polsce po 1989 roku. To oni wytwarzają swoisty styl działania w sądownictwie, który polega na unikaniu pociągania do odpowiedzialności zbrodniarzy z epoki bierutowsko-stalinowskiej. Właściwie poza Adamem Humerem nikogo z tego zbrodniczego klanu PRL nie pozwano do sądu. Wina to również prokuratury.
Ostatnio, jak doniosła prasa, dochodzi do sytuacji skrajnych. Sąd w Opolu rozpatrywał sprawę UB i SB, który znęcał się w 1953 r. podczas śledztwa, nad młodym wówczas chłopcem, dziś 72-letnim sędziwym mężczyzną. Torturował go UB-owiec za słuchanie Radia Wolna Europa. Za „przestępstwo” to sąd krzywoprzysiężny wymierzył mu rok więzienia. Wyrok skazany odpracował w kopalni węgla Knurów. Obecnie sąd w Opolu skazał sadystę UB-owca także na rok więzienia, ale w zawieszeniu na dwa lata. To się nazywa „sprawiedliwość” po polsku AD 2000.
W Lublinie, ale i w innych ośrodkach akademickich, nasiliła się plaga pisania prac dyplomowych na zamówienie, za opłatą. Jak reagują na to uczelnie, a zwłaszcza wymiar sprawiedliwości?
Uczelnie czynią wszystko, by temu zjawisku zapobiec. Nie jest to łatwe, zważywszy na propagowanie tego oszukańczego procederu w ogłoszeniach zamieszczanych w mediach. W prasie zgłaszane są oferty napisania rozpraw magisterskich, ale również doktorskich w cenie 15-20 zł za stronę, bądź 1500-2000 za całą pracę magisterską. Wszystko to dokonuje się jawnie, legalnie, w majestacie prawa. I to właśnie jest najgorsze. Za kuriozalne i niebezpieczne należy uznać oświadczenie rzecznika Prokuratury Lubelskiej sprzed kilku dni. Ogłosił on publicznie w mediach, że pisanie prac na zamówienie, za pieniądze, jest niemoralne, nie stanowi jednak przestępstwa. Jawi się więc pytanie: odkąd to plagiat, oszustwo – i to tak istotne, wprowadzające w błąd władze uczelni, nie jest przestępstwem? Źle się dzieje, gdy prokurator zmienia się w moralistę, zamiast wypełniać swój podstawowy obowiązek, jakim jest ściganie przestępstwa. A może wypowie się w tej kwestii Prokurator Generalny RP – dr Hanna Suchocka. Brak wypowiedzi, milczenie, będzie świadczyło, że i inne prokuratury rejonowe w Polsce powinny pójść w ślady prokuratury lubelskiej.