„Głos Polski” nr 38, 21 – 27 września 1999
Radio potrzebne narodowi
Z PUBLIKACJI
Z Profesorem RYSZARDEM BENDEREM, byłym Przewodniczącym Kraj. Rady Radiofonii i TV, członkiem Sekretariatu Komitetu Obrony Radia Maryja, rozmawia Stanisław Siekanowicz
– Panie Profesorze, dlaczego ważne jest w tej chwili występowanie w obronie Radia Maryja?
– Są trzy ogólnopolskie radia, które mają status nadawcy prywatnego: RMF, Zet i Radio Maryja – jedyne radio katolickie ogólnopolskie. Wszystkie trzy rozgłośnie uzyskały koncesje w 1994 r., które ja podpisałem jako ówczesny przewodniczący Krajowej Rady Radiofonii i TV. Wśród tych trzech, Radio Maryja to było jedyne radio – zarazem katolickie i narodowe. I polskie – dlatego, że inne ulegały tak różnym kosmopolitycznym i internacjonalnym zainfekowaniom, że tru¬no nazwać je w pełni polskimi.
One się tego lękają i nawet świadomie przeciwstawiają polskości.
– To trudno je nazwać polskimi…
– Na pewno polskie w tym sensie, że działają w Polsce, ale kropka na tym.
– O częstotliwościach dla tych trzech stacji decydowała i decyduje owa Krajowa Rada Radiofonii i TV…
– Gdy ustawa o radiofonii i telewizji została uchwalona przez Sejm w 1993 r., to był problem z podziałem częstotliwości poza radiem i TV publiczną (czyli Polskim Radiem i TV). Działały już trzy radia prywatne o ambicjach ogólnopolskich: Radio Zet p. Wojciechowskiego…
– Zdaje się zbliżone do Gazety Wyborczej?
– Tak. Następne było RMF, powiązane m.in. ze środowiskiem Tygodnika Powszechnego (i Unii Wolności – przyp. red.), a także Radio Eska, które przestało być już wówczas radiem solidarnościowym i stało się jakoby pluralistyczne, ale faktycznie zostało przejęte przez kręgi lewicowe. Oprócz tych trzech stacji o koncesją ogólnopolską wystąpił O. Jan Mikrut w imieniu redemptorystów. Właściwie redemptoryści występowali o zgodę na 107 nadajników, bo nie mieli śmiałości czy wiary w to, że mogą aspirować do całkowicie ogólnopolskiej rozgłośni.
Po długich targach wewnątrz Rady, w związku z próbą przeforsowania libertyńskiej telewizji „Canal+” przez część członków doszło do ugody. Tamci powiedzieli „zgoda, bo któż będzie słuchał klepania tych paciorków”, nie wiedząc, że radio stanie się tym czym jest. Udało mi się doprowadzić do tego, że głosowali dla świętego spokoju, licząc na batalię o telewizję.
– Wszyscy głosowali za koncesją dla Radia Maryja?
– Wszyscy, włącznie z Markiem Siwcem. W swojej książce „Walka o media. Kulisy Krajowej Rady” napisałem jak mówiłem na posiedzeniu: „Marek. Wyżej ręka, wyżej ręka…” i wreszcie podniósł wyżej.
– I radio otrzymało koncesję.
– Taką samą jak dwa laickie – Zet i RMF – tzn. przyjęliśmy, że 80 proc. Powierzchni kraju oznacza koncesję ogólnopolską.
Potem zrezygnowałem ze swojej funkcji, bo nie udało mi się przeprowadzić koncesji dla telewizji katolickiej, o którą występowali Franciszkanie.
– Chodziło o Niepokalanów, kontynuację dzieła św. Maksymiliana Kolbe…
– Tak. Uważałem, że osiągnąłem maksimum, a reszta jest niemożliwa, gdyż mogą mnie wciągnąć w jakieś układy. Odszedłem, a moimi następcami na krótko byli panowie Zaorski i Jurek, po czym przez prawie cztery lata Radzie przewodniczył Bolesław Sulik – człowiek nie tyle o liberalnych, co wręcz libertyńskich poglądach. Człowiek, który nie był entuzjastą tego radia. B. Sulik nadawał częstotliwości tym dwóm laickim rozgłośniom, którym ja przyznałem koncesje na równi z Radiem Maryja. Czyniąc to byłem przekonany, że decyzja Rady będzie dotrzymana – każdemu po te 80 proc. Niestety, pan Sulik nadzielał hojnie te dwie radiostacje i inne – regionalne, ponadregionalne, jak powiązana z Gazetą Wyborczą i Polityką Top FM. A dla Radia Maryja brakował fal. Mało tego, niektóre częstotliwości przyznane już Radiu Maryja, przekazywano szybko innym, zanim O. Tadeusz Rydzyk zdążył uruchomić nadajnik. Na przykład w Koszalinie częstotliwość Radia Maryja ma w swojej gestii Radio Zet, a niedawno także i w Łosicach – stacja dużej mocy.
– Jest też problem z mocą nadajników?
– Jest problem. Te laickie stacje uzyskują dużą moc, kilka megawatów, a Radio Maryja kilkadziesiąt kilowatów.
– Czy Rada również ustala limit mocy?
– Ustala i częstotliwość i moc, na podstawie wolnych dla danego obszaru częstotliwości udostępnionych Radzie po negocjacji z Agencją Telekomunikacyjną i Ministerstwem Łączności.
– Jaką powierzchnię faktycznie pokrywa Radio Maryja w tej chwili?
– Od długiego czasu tylko 54,8 proc. Powierzchni kraju. Gdy tamte mają już ponad 80 proc., a ludnościowo jeszcze więcej. Mija pięć lat od tej koncesji, która ja przyznałem w przekonaniu, że to będzie sprawiedliwe – dwie laickie rozgłośnie ogólnopolskie i jedna katolicka – i z tego nici wyszły jak dotychczas. O. Tadeusz cierpiał jak mógł cierpieć, prosił, pytał – z pewnym kompleksem obywateli drugiej kategorii, który wynieśliśmy z okresu minionego. Nic to nie dawało.
– Teraz zbliża się jeszcze moment gorszy…
– Otóż to. Na podstawie umów europejskich, o których wiadomo było od dawna, znika tzw. dolne pasmo UKF (FM) i w jego miejsce zostanie pasmo górne, takie jak np. w Kanadzie (od 88 do 108 FM). W związku z tym zamilknie 15 ważnych nadajników.
– O dużej mocy?
– Nie. O. Rydzyk miał małe moce. Ale chodzi o duże ośrodki, takie jak Lublin, Radom, Elbląg, Zamość, Łomża. One znikną już z dniem 1 stycznia 2000 roku.
– Czyli już niebawem…
– Zasięg spadnie poniżej połowy powierzchni kraju, a ludnościowo do 40 proc. Gdy tamci potentaci mają wszystko. Gdzież tu jest sprawiedliwość?
– A przecież chodzi o radio ważne dla narodu.
– To jest radio katolickie, motywacyjne, bez reklam…
– Czyli w pewnym sensie pełni rolę również nadawcy publicznego, co chyba nie jest bez znaczenia wobec faktu, że publiczne Polskie radio dalej opanowane jest w dużym stopniu przez postkomunistów.
– Tak jest! Te treści, te wartości narodowe, prezentuje w tej chwili tylko Radio Maryja. Poza tym nie jest ono uzależnione od gustów tych, którzy dają najlepiej płatne reklamy.
– Na przykład od koncernów międzynarodowych, opanowujących polski rynek, które mogłyby mieć wpływ na linię radia…
– Właśnie Ojciec Święty powiedział w Toruniu, że to radio jest formacyjnym, modlitewnym radiem, które Polsce jest potrzebne. Wrogowie tego radia myśleli, że Ojciec Święty nic nie powie w czasie swojej pielgrzymki. A powiedzmy sobie, że są to ludzie, którzy entuzjastami Radia Maryja nie są… również w kręgach kościelnych, a nawet – co prawda nieliczni – w kręgu hierarchicznym.
– Większość popiera?
– Większość hierarchii i duchowieństwa jest z tym radiem związana, bo rozumie jego wagę. Bez niego bylibyśmy niemową, byśmy byli sierotami. Zdani na te okruchy ze stołu radia publicznego.
I gdybyśmy nie tak dawno właśnie zastanowili się nad tym – to było bodajże 8 lipca – będąc z p. Szafrańcem, którego kadencja akurat skończyła się w Krajowej Radzie, oraz z O. Dyrektorem, pomyśleliśmy „niech powstanie Komitet Obrony Radia Maryja”.
– Jaka jest działalność tego Komitetu?
– Utworzyliśmy wkrótce sekretariat, a za Komitet uważamy wszystkich, którzy przystąpią z poparciem – chociaż to może być językoznawczo dziwne, bo za komitet zwykle uważa się jakieś niewielkie gremium. A Sekretariat tworzą: posłanka Anna Sobecka. Dr Jan Szafraniec i mówiący te słowa.
Wystąpiliśmy z apelem: „zgłaszajcie się, podajcie nazwisko, zawód, adres i podpis”. Myśleliśmy, że znajdziemy klika, może kilkanaście tysięcy.
– A jaki był odzew?
– 5 milionów osób! Odzew był ogromny i jest do dnia dzisiejszego, za co chcę podziękować, korzystając z okazji, osobom z zagranicy. Tutaj z kontynentu amerykańskiego mamy ponad 100 tys. Zgłoszeń. Z Kanady samej jest kilkanaście tysięcy.
W związku z tym chcemy wystąpić w taki organiczny sposób, najpierw do instytucji, która przydziela częstotliwości, czyli do Krajowej Rady Radia i Telewizji. Obecnie wszystko jest w gestii przewodniczącego, który decyduje o wykonaniu tego, co zostało uchwalone 5 lat temu. Bolesław Sulik nie zrealizował tego przez cztery lata.
– A Juliusz Braun? Jak oceniać postawę nowego przewodniczącego?
– On jest zakładnikiem SLD i PSL, bo te kręgi go wybrały. Ja rozumiem, że gdyby on zrobił cos takiego, co nie będzie odpowiadało gustom tych, którzy go wywindowali, to może natychmiast spaść ze swego stanowiska. W związku z tym na spotkaniu naszego Komitetu z panem Braunem 1 września ja mu to powiedziałem – i „Nasz Dziennik” to odnotował – że jest zakładnikiem w ręku członków Rady z SLD i PSL, ale też dodałem, że on nie potrzebuje odwoływać się do członków Rady, bo w tej chwili ma władzę w swoim ręku i powinien zaryzykować dla dobra Narodu i Kościoła. Tym bardziej ze względu na jego powiązania rodzinne. Jego stryj to współtwórca Stronnictwa Pracy (chrześcijańsko-demokratycznego0, jego ojciec był również czynnym działaczem tego stronnictwa.
Rozmowa z nim nic nie pomogła.
– To poszliście wyżej?
– Do premiera Jerzego Buzka. Pan premier stwierdził, że on nie może nic „narzucać”, a przecież ustawa o radiofonii mówi, że premier współtworzy politykę w tej sprawie wraz z przewodniczącym Rady.
A pan Braun po prostu w łagodnych, okrągłych słowach powiedział, że on będzie robił co może, aby taka dysproporcja znikła. Ale co i kiedy – to uchylał się od konkretów.
– Od Annasza do Kajfasza.
– Dokładnie. Nie ma możliwości efektywnego zrobienia czegokolwiek. Czas biegnie. Dolne częstotliwości wnet odpadną. Dlatego zwrócimy się do Parlamentu. Już zresztą około 130 posłów zgłosiło wniosek o pociągnięcie do odpowiedzialności przed Trybunałem Stanu pana Bolesław Sulika, za torpedowanie wykonania przyznanej koncesji.
Na 7 października w Warszawie zapowiedzieliśmy manifestację – czy raczej nazywamy to – zgromadzeniem modlitewnym – najpierw pod Pomnikiem Nieznanego Żołnierza, skąd chcemy przejść pod Parlament, gdzie będziemy tłumnie modlić się od dary Ducha Świętego dla parlamentarzystów – o mądrość i odwagę, by stanęli w obronie ważnej sprawy dla narodu. Bo Radio Maryja przecież uczy spokoju, rozwagi, moralności chrześcijańskiej, miłości do Ojczyzny – w odróżnieniu od tamtych dwóch (i innych) rozgłośni, które promują agresję, przemoc, nieład i brak odpowiedzialności wśród młodzieży. Nawet dla uzupełnienia w te treści chrześcijańskie i narodowe Radio Maryja byłoby potrzebne.
– Jaki jest cel wizyty Państwa na tym kontynencie, bo oprócz Pana Profesora są tu jeszcze pani poseł Sobecka i pan dr Szafraniec, którzy równolegle odwiedzają Polonię amerykańską?
– Przyjechaliśmy tutaj m.in. po to, aby podziękować Polonii w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie za poparcie, za przysłanie w ciągu sześciu tygodni ok. 100 tys. Deklaracji do Komitetu.
Państwo tu na emigracji jesteście niejako sumieniem dla nas w Kraju, bo wiemy, że żyjecie w warunkach wolności nie tak manipulowanej – choć wiemy, że też oczywiście, ale nie tak jak u nas w Kraju. My w Polsce patrzymy na Zachód tak jak kiedyś Wokulski na Francję i Napoleona. Jest jeszcze dzisiaj wiele sentymentów do Ameryki i Kanady jako tego obszaru wolności – również religijnej – i w związku z tym, że tak liczny jest stad odzew, a także i dlatego, iż wiemy jak Radio Maryja tutaj jest słuchane i wspierane, postanowiliśmy przybyć całym Sekretariatem Komitetu.
Pragnę przekazać wyrazy uszanowania i wdzięczności działaczom Polonii – Kongresu Polonii Kanadyjskiej, Związku Narodowego Polskiego, innych organizacji, działającym tu kombatantom i fundacjom.
– Dziękuję za rozmowę.