„Życie Warszawy” nr 4, 6 stycznia 1994 Niebo z Piekłem

Z PUBLIKACJI

SdRP chce być postrzegana jako nowoczesna socjaldemokracja oparta o wzorce zachodnie. Nagle okazało się, że nie gardzi towarzystwem biskupów i prymasa. Za późno to i za mało.

Warszawscy taksówkarze mają zazwyczaj doskonale rozeznanie nie tylko w sytuacji politycznej, ale i w jej tzw. społecznym odbiorze. Jeden z nich powiedział mi niedawno a propos opłatka „polskich elit” na Zamku Królewskim, w którym obok przywódców postkomunistycznej SLD i PSL wzięli udział także dostojnicy Kościoła z prymasom Polski, że „niebo łączy się z piekłem”. Normalni, niezaangażowani w politykę ludzie pragną sytuacji jasnych i klarownych, przejrzystych podziałów. Stąd połowa Polaków nie poszła we wrześniu do wyborów, a inni, liczniej niż się spodziewano oddali głosy na postkomunistyczny SLD i postzeteselowski PSL. Po prostu innych sił nie dane im było poznać. Mass media, w znacznej mierze zdominowane przez lewicowców różnych maści, przez cale minione cztery lata przedstawiały prawie wyłącznie swoich, czyli lewicę – od liberalnej począwszy na komunistycznej kończąc. Wyśmiewano, szkalowano, nie tylko w „Nie” i „Trybunie” ale i w telewizji i „Gazecie Wyborczej” prawicę, Kościół, wartości moralne i patriotyczne.

Jeden z seniorów katolicyzmu społecznego w Polsce powiedział niedawno, że Kościół, niewybrednie oskarżany o klerykalizację życia publicznego dał się przed wyborami zastraszyć i zamilkł. Taksówkarz opowiadał mi, że w warszawskim kościele pytał w konfesjonale jednego z biskupów za kim się opowiedzieć w wyborach. Usłyszał w odpowiedzi, że nawet komuniści w powojennej Polsce chrzcili dzieci i brali po cichu śluby kościelne.

Niewykluczone, iż takimi byli również obecni na zamkowym opłatku liderzy SLD. Jeżeli chodzi o dzisiejsze PSL to gdy było ono jeszcze Zjednoczonym Stronnictwem nie narzucało swoim członkom obowiązku kamuflowania religijności. Przeważająca cześć członków obecnego PSL, a zwłaszcza jego klienteli wyborczej, to ludzie wierzący, bliscy Kościołowi. Nie można tego jednak z pewnością powiedzieć o samym stronnictwie. Marzeniem ściętej głowy, bo już nawet nie Andrzeja Micewskiego, byłoby mieć nadzieje, że program tej partii może stać się niebawem bliski nauczaniu społecznemu Kościoła. Mimo, iż encykliki papieskie, zwłaszcza te Jana Pawła II, a z wcześniejszych Pawła VI, zawierają wiele niezwykle głębokich treści dotyczących wsi.

Opłatek na Zamku to fenomen budzący u wielu Polaków zdziwienie, a u niektórych wręcz protest. Współczesna Polska nie może bowiem być odbierana jako kontynuacja państwowości tworzonej z rozkazu Stalina, przez Bieruta i Osóbkę-Morawskiego.

SdRP chce z pewnością być postrzegana jako nowoczesna socjaldemokracja oparta o wzorce zachodnie. Nagle okazało się, że nie gardzi towarzystwem biskupów i prymasa. Za późno to i za mało. Aby polscy postkomuniści mogli rzeczywiście przedzierzgnąć się w europejskich socjaldemokratów, panowie Kwaśniewski, Miller, Cimoszewicz i ich koledzy musieliby spełnić szereg warunków.

Po pierwsze musieliby zerwać bezwarunkowo z całą swoją komunistyczną przeszłością. Mętne półprzeprosiny Aleksandra Kwaśniewskiego z pewnością sprawy nie załatwiają. Na pewno nie pomaga też pysznienie się swoimi stanowiskami sekretarskimi i nomenklaturowymi sprawowanymi w epoce PRL-u, ani wychwalanie rzekomych osiągnięć tamtych zmarnowanych czterdziestu lat.

Drugim warunkiem byłoby rzeczywiste, a nie tylko werbalne nawiązanie do programu i sposobu działania zachodnich socjaldemokracji. Wzory istnieją. Przed wojną PPS to byli ludzie czerpiący natchnienie z zachodniej myśli socjalistycznej, a kiedy trzeba było, jak chociażby w 1920 roku, stający w obronie podstawowych interesów narodu. KPP, PPR, PZPR socjalizm sprowadzało do ślepego posłuszeństwa Kremlowi. Niestety stare nawyki trudno wykorzenić.

Po trzecie SLD musi zerwać z obsesyjnym szukaniem wroga w Kościele i religii. Wojujący ateizm Urbana i towarzyszy musi zniknąć z polskiej sceny politycznej. Nie zapominajmy, że jego „Niezależna Inicjatywa Europejska” jest, podobnie zresztą jak Związek Komunistów „Proletariat”, częścią składową Sojuszu Lewicy Demokratycznej. To jest niewiarygodny wręcz anachronizm. W Niemczech na czele tamtejszej Socjaldemokracji (SPD) mógł stanąć bez problemów katolik Hans-Jochen Vogel. Tam bowiem partie zajmują się polityką, a nie ideologizowaniem zwalczania Kościoła katolickiego.

Wiele wody w Wiśle będzie musiało upłynąć zanim luminarze SLD zdobędą się na szczerą i pełną realizację któregokolwiek z tych warunków. Tymczasem pozostają formacją sztuczną, zakorzenioną w nienajchlubniejszej przeszłości. Wszelkie próby chrzczenia piekła odrobiną nieba skazane są na niepowodzenie.

RYSZARD BENDER,
historyk, profesor KUL,
członek Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji