„Gazeta Wyborcza”, kwiecień 1994
Kolejne starcie Bender – Urban. Goebbels brzmi dumnie

Z PUBLIKACJI

Niemal pięć godzin trwała w Sądzie Wojewódzkim w Lublinie kolejna rozprawa o zniesławienie, założona przez Jerzego Urbana Ryszardowi Benderowi. Mimo wcześniejszych zapowiedzi na rozprawę nie stawił się obrażony. Swoich sympatyków nie zawiódł Ryszard Bender. Sąd przesłuchał dwóch świadków Jerzego Ubrana i trzech obrony.

– Ale nas załatwił – skomentował jeden z tłumu oczekujących przed siedzibą Sądu Wojewódzkiego na redaktora naczelnego tygodnika „NIE”. Na Jerzego Urbana czekali przede wszystkim przedstawiciele warszawskiego stronnictwa Narodowego „Szczerbiec”. Mieli zamiar urządzić pikietę, uzbroili się w makiety i transparenty przeciwko czytaniu Urbanowego organu. Po kilkunastu minutach oczekiwania ruszyli do Sali, w której od 9.30 odbywała się rozprawa. Największa sala Sądu Wojewódzkiego nie była w stanie pomieścić wszystkich zainteresowanych. Sąd co chwilę upominał się o zamknięcie drzwi.

Pierwszym świadkiem, którego wczoraj przesłuchano był profesor Franciszek Ryszka, pracownik naukowy Uniwersytetu Warszawskiego. – Przez dwadzieścia lat zajmowałem się problematyką hitleryzmu, przede wszystkim zagadnieniami propagandy. I uważam, że nazwanie kogoś, a szczególnie Polaka „Goebbelsem” jest wyjątkowo obraźliwe. Podobnie uważa się w moim środowisku naukowym – mówił Ryszka. – Wstydu nie ma. To dyshonor dla posiej świętej ziemi. Nad grobem stał i takiej podłej rzeczy broni – skomentował zeznania profesora Ryszki jeden z sympatyków Ryszarda Bendera.

Wypowiedź pozwanego nie to, że mnie zbulwersowała, ona wzbudziła we mnie zachwyt – odpowiedział sądowi drugi z przesłuchiwanych – Eugeniusz Wiśniowski, profesor historii KUL. – Jeżeli to określenie miało być dla kogokolwiek obraźliwe, to jedynie dla samego Goebbelsa. Ale tak w ogóle, to genialne porównanie. Sam bym nie wpadł na taki pomysł – dodał. Na zdanie to sala zawyła z radości. Profesor dostał gromkie brawa. Sędzina prowadząca sprawę zagroziła, że – jeszcze raz – i rozprawa będzie odbywać się przy zamkniętych drzwiach.

– Jerzy Urban to ciekawy przypadek dla badań psychologicznych. U niego chorobliwie zatarła się różnica pomiędzy sacrum i profanum – mówił trzeci świadek, Bogdan Urbankiewicz, prezes Związku Literatów Polskich. – Jeżeli Jerzy Urban popełnił tyle przestępstw i zbrodni, o których była mowa, to dlaczego pan nie poinformował o tym do tej pory prokuratury – zapytał drugiego świadka obrony mecenas Jerzego Urbana. – Inni mnie już ubiegli – odpowiedział Urbankiewicz.

– Chociaż mam szczególny stosunek do zbrodni hitlerowskich, i uważam, że nie powinno się tak mówić, to jednak określenie Bendera nie zrobiło na mnie wrażenia – mówił Szymon Szurmiej, dyrektor Żydowskiego teatru w Warszawie.

– Uważam, że ta sprawa w ogóle nie powinna trafić do sądu. Przecież gdyby Urban poprosił, pan Zaorski dałby mu dziesięciominutowe okienko na wyspowiadanie – skomentował ostatni świadek obrony, generał Stanisław Skalski, pilot dywizjonu 303. – A czego ten Urban się obraził. Goebbels jaki był taki był, ale to była potęga. Urban powinien być dumny z takiego określenia – dodał Skalski.

Sąd po przesłuchaniu świadków postanowił sprawę odroczyć do 28 kwietnia. Obaj panowie, Jerzy Urban i Ryszard Bender, zostali zobowiązani do stawienia się na kolejną rozprawę.

Przypomnijmy, że Jerzy Urban obrażony jest na Ryszarda Bendera od kwietnia 1992 roku, gdy Bender nazwał Urbana w czasie emitowanego na żywo programu telewizyjnego zatytułowanego „Dekomunizacja po polsku” – „Goebbelsem stanu wojennego”.

Katarzyna Lewandowska