„Życie Warszawy” nr 255, 31 października – 1 listopada 1993
Widmo krąży po Europie

Z PUBLIKACJI

Nowa ekipa władzy powinna zerwać ze wszelkimi reminiscencjami komunizmu, PZPR-owskiej przeszłości i przekonać o tym naród.

W Czechach Vaclava Havla, dawna siostrzyca PZPR, partia komunistyczna, uznana została za organizacje zbrodniczą. Na Węgrzech postkomuniści podzielili się na tych, którzy zachowali resentyment do dawnej komunistycznej partii oraz tych, którzy jej system władzy potępili i jako rzeczywiści, a nie przefarbowani socjaldemokraci, włączyli się w życie polityczne kraju. W Rosji dawną KPZR nie tylko rozwiązano ale też publicznie potępiono. W czasie ostatnich wydarzeń w Moskwie prezydent Jelcyn i jego dawne KPZR-owskie otoczenie przejawiło wręcz… antykomunizm. Odpowiedzialnością za pucz Chasbułatowa i Ruckoja obarczono „komunistów i nacjonalistów”. Parafrazując słynny manifest z 1848 r. należałoby dziś powiedzieć: Widmo antykomunizmu krąży po Europie!

A u nas w Polsce w tej materii cisza. PZPR-u władze państwowe, ani postkomuniści nie potępili. Co więcej, SDRP w dalszym ciągu uważa się za sukcesorkę tej partii z epoki Bieruta i Stalina. W łonie Sojuszu Lewicy Demokratycznej – zwycięskiej koalicji w wyborach 19.09 br. – są organizacje, które określają siebie oficjalnie jako komunistyczne. Jawić się więc musi wcale nie retoryczne pytanie, czy nasi SLD-owcy nie zamierzają w ogóle włączyć się w nurt antykomunizmu, który, nie wyłączając Moskwy, krąży po Europie? O ile tak, to czy nie marzą czasami, przynajmniej w swej części, irracjonalnie i anachronicznie, o przywróceniu i zakonserwowaniu za wzorem Fidela Castro i Kim Ir Sena, „prawdziwego” socjalizmu? Tragiczny byłby renesans takiej rzeczywistości dla Polski, dla Europy również.

W środku jej pojawiłby się bowiem polityczny i ideologiczny skansen.

Niedobrze, że różne znaki na ziemi wskazują, że w tym utopijnym na pozór przypuszczeniu tkwi źdźbło prawdy. Rezultat niedzieli wyborczej 19.09 br. Skłonił niektórych przywódców SLD do odsłonięcia oblicza. Pysznią się teraz ostentacyjnie swą dawną PZPR-owską przeszłością, stanowiskami partyjnymi w PRL. Zapominają, że zwycięstwo wyborcze zawdzięczają pokrętnej ordynacji wyborczej i przejściowej koniunkturze, spowodowanej ciężką sytuacją materialną ludności, którą wraz z poprzednimi ekipami rządowymi spowodowali. Począwszy od Mazowieckiego, kolejne gabinety, przez cztery lata, pozwalały w Polsce na buszowanie dzikie go, drapieżnego kapitalizmu, rodem z XIX w. Nie zapominajmy, że ten anachroniczny „kapitalizm”, za przyzwoleniem UD i liberałów, rozwijali i rozwijają nadal ludzie z dawnej PZPR. To oni, począwszy od 1989 r. stali się w III Rzeczypospolitej posesjonatami, doprowadziwszy do pauperyzacji szerokie rzesze ludności. Jednocześnie ci sami, dawni towarzysze, mając w swym roku mass media stawali się kontestatorami, łzy krokodyle wylewając nad coraz bardziej powszechną biedą w kraju, którą sami spowodowali. W wyborczej propagandzie ludzie dawnej PZPR głosili i dziś powtarzają, że zapewnią obywatelom dostatek. Pamiętamy z przeszłości, że gdy partia mówi, to…. mówi!

Czy III Rzeczpospolita po 19.09 br. stanie się PRL-rem bis? Czas to pokaże. Jakie więc wyjście dla Polski? Przede wszystkim nowa ekipa władzy powinna zerwać ze wszelkimi reminiscencjami komunizmu, PZPR-owskiej przeszłości i przekonać o tym naród. Antykomunizm głoszony już w Moskwie, nie może się kończyć u naszych wschodnich granic.

W byłym ZSRR wydarzenia układają się w swoistą mozaikę. Z jednej strony widoczny odwrót od komunizmu, antykomunizm, z drugiej renesans aspiracji mocarstwowych nowej Rosji. Przykładem – cofnięcie przez prezydenta Jelcyna desinteressment w sprawie powiązania Polski z NATO. Dla obecnej ekipy władzy z SLD na czele, rzeczywistym sprawdzianem supremacji intere¬su narodowego nad internacjonalnym, byłoby wyraźne opowiedzenie się za przystąpieniem Polski do NATO. Przywódcy SLD powinni to uczynić nie lękając się posądzenia ich, jak niegdyś Gomułki, o nowe „odchylenie” nacjonalistyczno-prawicowe. Dołączenie Polski do NATO powinno SLD wraz z PSL uznać za sprawę bezdyskusyjną, ze względu chociażby na doświadczenia z przeszłości, kiedy to PZPR akceptowała breżniewowską tezę o tzw. ograniczonej suwerenności również naszego kraju.

Bez przyjęcia Polski do NATO bezpieczeństwo pozostałych państw europejskich, takie ten pakt tworzących, po rozpadzie ZSRR może okazać się wcale nie tak pewne. Wydobywanie się krajów Europy środkowej i wschodniej oraz tzw. Wspólnoty Niepodległych Państw z dawnego komunistycznego imperium, zaognić może sytuację międzynarodową w stopniu trudnym do przewidzenia. Bez parasola ochronnego NATO zakotłować się może w naszej części Europy niczym w Jugosławii.

Zagrożenia to dostrzega Belweder oraz pozaparlamentarna opozycja prawicowa. Dołączenie części środowisk parlamentarnych jest wręcz nieodzowne dla skrócenia drogi do NATO. Tego wymaga nasz narodowy interes. Zresztą nie tylko nasz, również Węgier, Słowacji, Czech. Tej kwestii poświęcona była wizyta w Polsce prezydenta Czech Vaclava Havla. Zwierać szeregi należy szybko, gdyż maniakalne żądanie restrukturalizacji NATO zamknąć nam może drogę do tego paktu. Najwidoczniej obecną większość parlamentarną i rządową głoszoną przez nie, nie tak dawno, „przyjaźń” polsko-radziecka niewiele nauczyła. Wniosków z przeszłości wyciągnąć nie chcą . Dla Polski może to okazać się znowu tragiczne. Oby tak sio nie stało …

RYSZARD BENDER
historyk, profesor Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego
członek Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji