„Gazeta Wyborcza” nr 56, 7 marca 1991
MAGIEL POLSKI

Z PUBLIKACJI

Ryszard Bander zaatakował na ostatnim posiedzeniu Komitetu Obywatelskiego Bronisława Geremka za PZPR-owską przeszłość. Odpowiedziała mu w liście otwartym Józefa Hennelowa („Gazeta” nr 42), przestrzegając przed sprowadzeniem polskiego życia politycznego do poziomu „magla”. Zareagowali na to Ryszard Bender oraz Stefan Kurowski i Jerzy Mikke. Publikujemy oba listy do Józefy Hennelowej oraz komentarz. Na tym sprawę zamykamy.

—————
Szanowna Pani Redaktor

Czytam w liście otwartym, skierowanym do mnie, z niedowierzaniem, że uznaje Pani za inwektywę moje przypuszczenie wysunięte w trakcie obrad Krajowego Komitetu Obywatelskiego w dniu 17 lutego br., iż „przeszłość pezetpeerowska może sprzyja” w przedłużaniu przez prof. Bronisława Geremka prac nad ordynacją wyborczą. Pytam, a czy może powodować sytuację odwrotną? Wątpi w to chyba i Pani?

Jako posłanki, nie muszę Pani Redaktor informować, że lewica postkomunistyczna dąży w Sejmie do przeciągnięcia wyborów w możliwie odległą przyszłość. Komisja, którą poseł Geremek kieruje, nie śpieszy się z przygotowaniem ordynacji. To, obiektywnie patrząc, sprzyja manipulacjom lewicy. Nie zaprzeczy Pani, poseł Geremek jest człowiekiem lewicy, niegdyś komunistycznej, dziś innej. Centrystą bądź prawicowcem trudno go nazwać. Niedostrzeganie wzajemnych uwarunkowań w sprawie ordynacji uznać należy, najogólniej mówiąc, za naiwność polityczną. A na tę nie stać nas w obliczu usztywniania się sił postkomunistycznych w Sejmie i w kraju, w związku z odwrotem od pieriestrojki w ZSRR. Sprawa senatora Zbigniewa Romaszewskiego, triumfalizm arogancki lewicy sejmowej wywodzącej się z PZPR, która wybrała na prezesa NIK posłankę Ziółkowską, stanowi wymowną ilustrację.

W przeciwieństwie do Pani ja nie wiem, kto z „czerwona legitymacją” byłej PZPR pozostaje jeszcze w Komitecie Obywatelskim. Proszę wskazać. Najwięcej tych ludzi odeszło wraz z Pani przyjaciółmi 24 czerwca 1990 r. Radzi mi Pani Poseł wziąć do ręki życiorysy osób „wszystkich siedzących” obok mnie w Krajowym Komitecie Obywatelskim. Rozumiem, że suponuje Pani, iż wszyscy oni to ludzie o ciemnej przeszłości. Protestuję przeciw takiej zbiorowej ocenie, insynuacji. Nie, proszę Pani, w zdecydowanej większości są to ludzie ze wspaniałymi życiorysami: Wiesław Chrzanowski, Józef Teliga, Zdzisław Szpakowski, Wojciech Ziembiński, Jan Zamoyski – oni i inni też, walczyli zbrojnie z władzą komunistyczną, siedzieli w więzieniach PRL za czasów Bieruta i Stalina, wtedy gdy chwałę tych ostatnich głosił Bronisław Geremek, a Wiktor Woroszylski publikował wiersze o Feliksie Dzierżyńskim.

Ostatnia uwaga. Kiedy w epoce PRL posłowałem, podobnie jak Pani kolega redakcyjny prof. Stanisław Stomma, obaj, każdy w swoim czasie, grzmociliśmy ile się dało w system komunistyczny i w PZPR. A Bronisław Geremek, będąc w partii, zanim „przejrzał”, w Uniwersytecie Warszawskim i poza nim, piał panegiryki o PRL i komunistycznym raju, wychwalał „chorążego pokoju” Józefa Wissarionowicza. Podobnie jak Stomma nie muszę się wstydzić moich mów sejmowych z okresu PRL. Tego nie powie Bronisław Geremek o swoich wystąpieniach publicznych w czasach tzw. kultu jednostki. Na bohatera Pani Redaktor go nie wykreuje, mimo te trzęsie on dziś życiem politycznym Polski, w niejednym ze szkodą dla narodu.

Z wyrazami szacunku
Ryszard BENDER
Lublin, 20 lutego 1991 r.

—————
Kurowski i Mikke do Hennelowej

W „liście otwartym” do Ryszarda Bendera skarciła Pani lubelskiego historyka za złe obyczaje polemiczne, ponieważ na ostatnim posiedzeniu Krajowego Komitetu Obywatelskiego oskarżył on posła Geremka, przewodniczącego Komisji Konstytucyjnej, o „opóźnianie prac nad ordynacją wyborczą”.

Zdaniem Pani, uczynił to nie posiadając „uzasadnień rzeczowych”, posługując się „inwektywami” w rodzaju: „jego (Geremka) przeszłość PZPR-owska może sprzyja przeciąganiu prac nad ordynacją, ale niech nie działa wbrew interesom narodu”. Piętnując powyższe metody Pani Posłanka przypomniała prof. Benderowi dwukrotną kadencję poselską „i za Gierka i za Jaruzelskiego”, kwestionując więc jego prawo moralne do oceny przeszłości innych działaczy politycznych. Stosowanie podwójnej miary może zamienić „nasze życie publiczne w magiel” – tym stwierdzeniem kończy Pani swój list.

Zgodzilibyśmy się w pełni z powyższą opinią, gdyby Pani pouczając p. Bendera o tym, co jest inwektywą a co nie jest, s a m a w tym liście nie zademonstrowała podobnych metod polemicznych. Oto próbka:

„Proszę o wzięcie do ręki życiorysów wszystkich siedzących kolo Pana na sali Komitetu jego działaczy, wszystkich członków Porozumienia Centrum, do którego Pan należy. Proszę o równie publiczne napiętnowanie tych, którzy aż do 1980 czy 1981 roku także tę samą czerwoną legitymację nosili, a bywało, że nie została ona nawet i wtedy podarta i ciśnięta pod nogi tylko złożona w depozycie”.

Analiza tych dwóch wtrąconych aluzyjnie zdań wskazuje niedwuznacznie na Pani intencje:

Zdanie pierwsze ma zachęcić czytelnika „Gazety Wyborczej” (bo przecież nie p. Bendera) do zainteresowania się „życiorysami wszystkich członków Komitetu”, a zwłaszcza wszystkich członków Porozumienia Centrum, uczestniczących w tym gremium.

Zdanie drugie sugeruje, te wśród tego grona znajduje się wcale niemała liczba osób, które do 1980/81 r. należeli do partii, a wśród nich – byli rzekomo i tacy, którzy po 13 grudnia 1981 r. pozostawali w dalszych kontaktach z PZPR.

Z obu tych konstatacji wynika jasno, że Pani Posłanka nie ograniczyła się do bezpośredniej polemiki z prof. Benderem lecz podjęła próbę publicznego zdyskredytowania obecnego składu osobowego Krajowego Komitetu Obywatelskiego, a szczególnie działaczy Porozumienia Centrum.

Jako członkowie obu tych środowisk, zwracamy się do Autorki wprost:

Dobrze wiemy, że wśród ponad stuosobowego składu KKO znajduje się kilka osób, które do r. 1981 należały bądź do partii bądź do „sojuszniczych” – jak wówczas mawiano stronnictw i organizacji. Nie powinno to Pani dziwić, ponieważ przed rokiem, gdy w Komitecie zasiadali przede wszystkim Jej przyjaciele polityczni, liczba działaczy posiadających w przeszłości „czerwone legitymacje” była nieporównywalnie większa.

Ale Pani „List otwarty” próbuje na czytelnikach „Gazety Wyborczej” wywrzeć nieodparte wrażenie, że większość z nas stanowią ludzie o wątpliwej przeszłości, nie zasługujący na zaufanie. Sugestia, aby przejrzeć „życiorysy WSZYSTKICH” nie pozostawia w tej mierze cienia wątpliwości.

Nie czujemy się upoważnieni do zabierania głosu w imieniu całego Komitetu lub Porozumienia Centrum, nie domagamy się więc od Pani publicznego przeproszenia wszystkich członków tego gremium, których te podejrzenia nie dotyczą, czyli przytłaczającej większości.

Jednak w swoim imieniu mamy prawo stwierdzić, że Posłanka Hennelowa, sztandarowa publicystka „Tygodnika Powszechnego”, ogłaszając podobne insynuacje przyczynia się również do tego, iż – mówiąc Jej językiem – „mamy magiel, a nie życie publiczne”.

A na dowód tego, że bywa Pani nie zawsze wiarygodna, informujemy, że prof. Bender nie jest członkiem Porozumienia Centrum.

Stefan Kurowski i Jerzy Mikke