„Ład” nr 28, 15 lipca 1990
W obronie pluralizmu
Z PUBLIKACJI
Poniżej publikujemy wystąpienia Olgierda Baehra, prezesa KIK w Poznaniu oraz Ryszarda Bendera, prezesa KIK w Lublinie wygłoszone na posiedzeniu Komitetu Obywatelskiego przy przewodniczącym „Solidarności” 24 czerwca br.
—————
Olgierd Baehr
W tej samej sali zebraliśmy się dokładnie rok temu. W jakże innych warunkach obradowaliśmy wówczas. Przeżywaliśmy wszyscy ogromny sukces zwycięstwa z 4 czerwca. W międzyczasie rozpadła się PZPR, partia, która tyle krzywd i zła wyrządziła naszemu narodowi i krajowi. Wydarzyło się wiele ważnych spraw zarówno u nas, w krajach Europy Środkowej, jak i w ZSRR. Ale czy na dzisiejsze zebranie przybyliśmy pełni satysfakcji i spokoju o losy naszego kraju? Wprost przeciwnie. Wielu z nas ogarnia niepokój widząc co się w Polsce dzieje, a dzieje się źle. Opóźniają się procesy prywatyzacji (podczas gdy spółki nomenklaturowe jeszcze za czasów Rakowskiego powstawały błyskawicznie), blokuje się rozwój partii politycznych, prawie wszędzie w dalszym ciągu panuje nomenklatura, której nie zlikwiduje samorząd terytorialny, ponieważ nie wykracza on poza gminy. Nic więc dziwnego, że widząc to wszystko i zdając sobie dobrze sprawę z tego, do czego to zmierza, p. Lech Wałęsa rąbnął pięścią w stół domagając się radykalnych zmian w naszym życiu politycznym, społecznym i ekonomicznym.
Nie będę już wracał do problemu wyborów samorządowych, o czym mówiłem obszernie na zebraniu komitetu 31 marca, gdy porównywałem wybory z PRON-em. Nie sposób jest wymienić wszystkie ważne a nie rozwiązane, względnie wyraźnie blokowane problemy, które mnie niepokoją, ograniczę się więc tylko do kilku przypadków. W tak ważnych resortach jak MON czy MSW przeprowadzono jedynie niewielkie zmiany personalne. Likwidacja monopolu RSW „Prasa” nastąpiła jedynie w teorii. W zdecydowanej większości prasa znajduje się w rękach dawnej nomenklatury. Czy otrzymało chociażby jeden dziennik z rozbitego monopolu do swojej dyspozycji Zjednoczenie Chrześcijańsko-Narodowe prof. W. Chrzanowskiego? Oczywiście, że nie, bo to nie laicka lewica. A sprawa rozliczenia tych wszystkich, który przez 45 lat deptali godność naszego narodu, prześladowali i poniewierali nim. Czy spadł włos z głowy tych, których obciążają zbrodnie, którzy łamali kręgosłupy swoich rodaków, którzy indoktrynowali naród, który doprowadzili do katastrofy ekonomicznej? Rząd jakby przeskoczył przez to morze nieprawności i krzywd nagromadzonych przez ostatnie 45 lat. To wszystko musi niepokoić naród, musi wywoływać rozgoryczenie. Nie wierzy się w reformy, czego wyrazem jest udział w wyborach tylko 42 proc. uprawnionych. Przewidywałem to, mówiąc 31 marca, że obawiam się, iż frekwencja będzie niższa niż w ostatnich (bojkotowanych zresztą) wyborach do rad narodowych. Ta niska jak na Polskę frekwencja wywołała rzecz jasna fatalny oddźwięk ze granicą. Czy w tej sytuacji otrzymamy pomoc finansową z zagranicy, na której tak bardzo nam zależy – zobaczymy.
Wspominałem przed chwilą laicką lewicę. Na chwilę przy niej się zatrzymam. „Okrągły stół” i jego konsekwencje umożliwiły jej przy współudziale niewielkiej grupki lewicy katolickiej zdobycie decydującej roli politycznej w kraju. Jak też niedopuszczenie do rozwoju pluralizmu politycznego. Cel jej jest jasny. Wyeliminowanie z życia publicznego prawicy. Metody przez nią stosowane nie są nowatorskie. Znamy je dobrze z rządów poprzednich ekip. Szkalowanie, oskarżanie o nacjonalizm, antysemityzm, ciemnogród – to niektóre tylko z rozpowszechnianych inwektyw. Wzmogły się one, gdy w Grecji, na Węgrzech i w NRD zwyciężyła w wyborach prawica. Lewica wie, że naród polski ma dość 45. lat rządów lewicowych w Polsce i ich straszliwych skutków. Dlatego boi się pluralizmu politycznego. Dlatego też lansuje się przede wszystkim na łamach „Gazety Wyborczej” najpierw ideę wielkiej partii „Solidarność”, mówi się o zmierzchu znaczenia partii politycznych, które winny być zastąpione przez wielkie ruchy społeczne. Wszystko, byle nie partie polityczne. Szereg panów posłów i senatorów z OKP dobrze sobie zdaje sprawę z tego, że jeżeli rozwinie się w Polsce rzeczywista demokracja, rzeczywisty pluralizm, to wielu z nich nie znajdzie się po wyborach przy ulicy Wiejskiej. Dlatego też widzimy ten zaciekły atak na partie polityczne, a szczególnie na partie prawicowe. Partie te są rzeczywiście obecnie słabe, ale czy mogą być silne, jeżeli robi się wszystko, aby zablokować ich rozwój, aby je oszkalować. Czy mogą się one normalnie rozwijać, przedstawiać swoje programy, zyskiwać członków i sympatyków nie mając środków finansowych, lokali, dostępu do codziennej prasy czy telewizji. A czy one otrzymały choć jeden dolar ze środków przeznaczonych na rozwój demokracji w Polsce? Odnośnie do Tv, to nie dalej jak przed kilkoma dniami pan przewodniczący Wałęsa oraz przewodniczący PSL i SD wyrażali zaniepokojenie jej tendencyjnością i uniemożliwieniem dostępu do niej niektórym środowiskom. Ja Tv scharakteryzuję znacznie ostrzej. Z dostępem do niej jest gorzej, niż to było w ubiegłym roku przed wyborami, gdy u władzy była PZPR. Na kilka dni przed wyborami w ramach Bloku Chrześcijańskiej Prawicy miałem wystąpienie w Tv poznańskiej. Owszem wystąpiłem w niej, ale Tv nadała moją wypowiedź po północy, gdy wszyscy już spali. Chyba to nie wymaga komentarza.
Partie, jak to powiedziałem przed chwilą, są obecnie zbyt słabe, aby mogły przezwyciężyć istniejący system. Może natomiast to uczynić pan Lech Wałęsa. Naród wie ile on zrobił dla kraju. Jest on przede wszystkim Polakiem (a nie przede wszystkim Europejczykiem, jak potrafią siebie przedstawiać niektórzy członkowie OKP). Jest on polskim patriotą. Prestiż jego i popularność w kraju są bardzo duże, mimo że stale jest ostatnio (na razie jeszcze w sposób zakamuflowany) atakowany czy ośmieszany zarówno w kraju, jak i za granicą. Czy ostatnie tworzenie związku Komitetów Obywatelskich jest ruchem prowałęsowskim? Mam co do tego wątpliwości. Czy ten Związek Komitetów nie przypomina niesławnego sanacyjnego BBWR (niejednokrotnie atakowanego przez tych, którzy go obecnie tworzą) z tą tylko różnicą, że rząd obecny został utworzony przez Sejm, który w 2/3 składa się z członków byłej PZPR i jej przybudówek. Przez cały okres powojenny naród polski walczył i dzięki temu miał największe osiągnięcia w dziedzinie wolności czy też kultury w ramach bloku. A jak to wygląda dzisiaj? To pytanie pozostawię bez odpowiedzi.
Nie można jednak zapominać, że niezadowolenie w kraju wzrasta. Społeczeństwo w dalszym ciągu nie wierzy w realne zmiany, nie pracuje, nie wierzy w inną przyszłość. Dlatego też w dalszym ciągu trwa masowa emigracja przede wszystkim młodzieży, co dla naszego kraju jest po prostu tragedią.
Przed kilku tygodniami mieliśmy groźny strajk kolejarzy, „wygaszony” dzięki autorytetowi pana przewodniczącego Wałęsy. Ale czy strajki, i to na większą skalę, się nie powtórzą? (P. Miodowicz nie śpi). Dlatego koniecznością staje się przyśpieszenie procesów demokratyzacyjnych, przyspieszenie rozwijania się pluralizmu politycznego. I tutaj oczy narodu są skierowane na Pana, Panie Przewodniczący.
Biorąc pod uwagę niezwykle ważny fakt, że wybory do Sejmu i Senatu odbędą się w I połowie przyszłego roku uważam, że:
1. należy niezwłocznie umożliwić działalność partiom politycznym przez dostarczenie im możliwości dostępu do środków masowego przekazu, lokali oraz środków finansowych
2. Konstytucja RP winna być opracowana i uchwalona dopiero przez nowy Sejm, wybrany w autentycznie wolnych wyborach.
—————
Ryszard Bender
Za Sienkiewiczem należałoby zawołać: Larum grają! – Panie Lechu Wałęsa, panie Tadeuszu Mazowiecki, Ojczyzna w niebezpieczeństwie. Nasze granice zachodnie znowu nie schodzą z porządku obrad gremiów międzynarodowych. Nowa defilada przyjaźni sowiecko-niemieckiej miała ostatnio miejsce w Brześciu nad Bugiem, a my tutaj wzajemnie gubimy się w detalach, w sprawach wewnętrznych, które wyolbrzymiamy, kierujemy przeciwko sobie, zamiast wziąć się za ręce i współdziałać w interesie narodu i państwa. Panie przewodniczący Wałęsa, panie premierze Mazowiecki! Obowiązkiem względem narodu jest wasza współpraca, wasze współdziałanie. Tadeusz Mazowiecki nie może być biczem na Lecha Wałęsę. Za tym stoją ciemne siły. Lech Wałęsa stale podkreśla, że nigdy przeciwko premierowi Mazowieckiemu nie wystąpi. Bardzo byłoby to cieszące, gdyby podobne oświadczenia miały miejsce również z drugiej strony. Znam Tadeusza Mazowieckiego dłużej niż Lecha Wałęsę. U niego na łamach „Więzi” publikowałem w 1967 roku pierwszy u nas w kraju artykuł o złowieszczym pakcie Ribbentrop-Mołotow z 23 sierpnia 1939 roku. Od Tadeusza Mazowieckiego otrzymałem pierwsze gratulacje po moim przemówieniu katyńskim w Sejmie w dniu 10 marca 1988 roku. Stąd mój apel do niego.
Wałęsa nie chce destabilizacji kraju. On czuje lepiej niż wielu z nas, że Polacy oczekują zmian, a komuna trzyma się w rządzie mocniej niż u naszych sąsiadów, których dopiero „jesień narodów” wyrwała ze stagnacji politycznej. Ludzie dawnego systemu nadal z rządu nie odchodzą. Oni silną, administracyjną dłonią trzymają kolej; echo tego to Słupsk. Oni silną, administracyjną dłonią trzymają rolnictwo; echem – Mława.
Nie ministrowie sprawy te załatwiają, załatwia je Wałęsa, ale to nie jest przecież normalna sytuacja. Lech Wałęsa pracował, strajki wyeliminował, a zamiast podziękowania od rządu słyszy się, że on z siekierą występuje. Kierowane są do niego pretensje, że on nadmiernie poszerza Komitet Obywatelski o osoby spoza orientacji dotychczas go kształtującej. Powiecie państwo, że nie ma liczących się, silnych ugrupowań politycznych w Polsce, po co więc ich przedstawicieli dokooptowywać do Komitetu? Nie ma, bo nie ułatwiono im egzystencji. Mało tego, dawna PZPR i jej satelici, różne postkomunistyczne socjaldemokracje mają stan posiadania nawet poszerzony. W telewizji, radiu mają możliwości wypowiadania się, o innych ugrupowaniach politycznych cisza.
Dość przepychań, walki wewnętrznej. Sąsiedzi się tylko z tego cieszą. W ich interesie jest Polska słaba, skłócona. Erozja tajnych układów podjętych w Magdalence jest już oczywista. Zróbcie, panowie, „okrągły stół”, nowy „okrągły stół” już nie z komunistami, ale z orientacjami, które w większości nie są reprezentowane w powstałym z kontraktu parlamencie: PSL-owskimi, chadeckimi, narodowymi, liberalnymi, PPS-owskimi. Niech rząd, niech Mazowiecki i Wałęsa ten nowy „okrągły stół” zmontują.
Nawiązuję teraz do pana Wiktora Woroszylskiego, który nie merytorycznie, ale ad personam kilka słów zechciał powiedzieć: że skoro Bender tutaj zabiera głos, to ten Komitet nie jest reprezentatywny. Powiedzmy wyraźnie. Jest, a raczej był reprezentatywny, przed jego poszerzeniem przez Wałęsę, jedynie dla lewicy. O tym świadczy obecność pana Woroszylskiego i szeregu bliskich mu osób.
W związku z tym uważam, że zwyczajna sprawiedliwość nakazywała Lechowi Wałęsie dopuszczenie do Komitetu Obywatelskiego przy jego osobie także innych osób. Naród polski to nie tylko lewica laicka bądź chrześcijańska, to również prawica. Ona też ma prawo do udziału w życiu publicznym nawet jeśli skrajnej prawicy nie lubimy.
A ten polityk Bender nie musi się wstydzić swoich wypowiedzi w Sejmie. Zresztą, posłem w Sejmie PRL (taki tylko istniał) był również przez dwie kadencje obecny premier Tadeusz Mazowiecki. On, jak pisze Stefan Kisielewski w „Abecadle”: zawsze wierzgał, jak przeciwko socjalizmowi się coś mówiło. Żadnej innej mojej wypowiedzi, poza atakami na ówczesną ekipę władzy, na socjalizm, pan nie znajdzie, panie Woroszylski. Ja się nie wstydzę swoich słów, m.in. obrony PEN-Clubu, którego zapewne pan jest członkiem. Natomiast Wiktor Woroszylski powinien wstydzić się wszystkich swoich wypowiedzi literackich z okresu swego lizusostwa dla systemu bierutowskiego i stalinowskiego w Polsce. Pan nas wszystkich, młodzież ówczesną, deprawował, panie Woroszylski. Musieliśmy w szkołach deklamować pańskie utwory. Na kolanach powinien pan dziś przepraszać naród, nas wszystkich.
O nowy „okrągły stół”, już nie z komunistami, a z opozycją pozaparlamentarną, z ludźmi różnych orientacji, z szerokimi kręgami narodu apeluję. Ratujmy Polskę, by Warszawa nie stała się w najbliższej przyszłości Bukaresztem a Polska Rumunią. Cierpliwość narodu jest już na wyczerpaniu. Wybuch w każdej chwili możliwy.