„Przegląd Katolicki” nr 5, 26 lutego 1989
Koniec pewnego monopolu

Z PUBLIKACJI

„Szkoła społeczna nie powinna rozwijać się w opozycji do szkoły istniejącej”. „Bez reformy wychowania nie da się nic zmienić w systemie kształcenia”. „Konieczna jest zmiana filozofii finansowania oświaty – trzeba finansować nie szkołę, lecz ucznia”. „Jeżeli ktoś nie korzysta z oświaty państwowej, powinien wystąpić o zwrot płaconych na ten cel podatków”.

Tych kilka głosów z dyskusji w czasie zjazdu założycielskiego Społecznego Towarzystwa Oświatowego uzmysławia, ile problemów – dotyczących zarówno funkcjonowania całego szkolnictwa, jak i samych tylko szkół społecznych – czeka na rozwiązanie. W ciągu minionego roku uspołecznienie oświaty stało się niespodziewanie tematem numer jeden publikacji poświęconych problematyce szkolnictwa. Sytuacja STO narzucała jednak raczej formułowanie problemów niż opracowywanie rozwiązań, cała bowiem działalność Towarzystwa z oczywistych względów koncentrowała się na doprowadzeniu do rejestracji. Teraz, gdy po przeszło rocznych zabiegach STO ma wreszcie otwartą możliwość działania, nadchodzi czas praktycznego sprawdzenia głoszonych idei i koncepcji.

W historii korowodów STO z administracją najbardziej – poza charakterystycznym faktem, iż pod decyzją o rejestracji widnieje podpis tego samego dyrektora Wydziału Społeczno-Administracyjnego Urzędu Stołecznego, który dziewięć miesięcy wcześniej podpisał pierwszą decyzję odmowną – uderza to, że z powodu nacisków Ministerstwa Edukacji Narodowej kolejne odmowy były z góry przesądzone: nie przeprowadzono nawet z założycielami rozmów wyjaśniających na temat celów i form działalności Towarzystwa. Sytuacja zmieniła się dopiero jesienią: poproszono ich wówczas do MSW i Ministerstwa Edukacji Narodowej. Pewne poparcie uzyskało Towarzystwo ze strony Narodowego Czynu Pomocy Szkole. Sprawa wychowania dzieci – stwierdzili przedstawiciele NCPS – jest zbyt poważna, by można ją było pozostawić w rękach urzędników. Trudno odmówić im racji. Natomiast od samego początku z poparciem dla STO wystąpiły niektóre organizacje, na przykład Polskie Towarzystwo Psychologiczne oraz osobistości tak znaczące jak profesorzy: Anna Przecławska, Ryszard Bender, Aleksander Gieysztor, Klemens Szaniawski i Jan Szczepański – za co podziękowano im na zjeździe.

Zainteresowanie tylu kompetentnych osób i instytucji, a także istna lawina polemik prasowych najdowodniej świadczą, iż twórcy STO trafili w sedno – i to nie poruszając wcale podstawowej w nauczaniu kwestii programów, lecz ograniczając się do organizacji pracy szkoły. Okazało się, że dla niemałej liczby rodziców „szkoła bezpieczna” stanowi bardzo cenioną wartość, godną starań, zabiegów i nawet wyrzeczeń. Trudno też przecenić fakt, iż dzięki STO właśnie wielu spośród nich uświadomiło sobie, że mogą „robić swoje”, zamiast bezsilnie cierpieć z powodu frustracji doznawanych przez dzieci. Założyciele STO wyzwolili aktywność społeczną w prawdziwym znaczeniu tego słowa, przyczynili się też do ujawnienia podobnych koncepcji oświatowych w różnych częściach Polski. Wśród zarejestrowanych do tej pory stowarzyszeń – są to: Małopolskie Towarzystwo Oświatowe, Wrocławskie Stowarzyszenie Edukacyjne oraz Akcja na Rzecz Przywrócenia Dzieciom Dzieciństwa z Zielonej Góry – STO jest jedynym o charakterze ogólnopolskim, przy czym od początku obstawało mimo sugestii, by swą działalność zechciało ograniczyć do terenu Warszawy. Wśród 231 uczestników zjazdu założycielskiego STO dominują ludzie młodzi, siłą rzeczy najbardziej zainteresowani stanem i rozwojem szkolnictwa. Zabierający głos przedstawiają się: są matematycy, pedagodzy, plastycy, lekarze, inżynierowie, dziennikarze. Dyskusja i pytania skierowane do kandydatów na prezesa (było ich dwóch: Wojciech Starzyński, dr weterynarii, tymczasowy przewodniczący STO, oraz Edward Wieczorek, nauczyciel z zawodu, ale obecnie pracownik ZEC) ujawniły problemy i oczekiwania związane z uspołecznieniem oświaty. Jaki – pada na przykład pytanie – jest stosunek STO do szkól środowiskowych czy też prowadzonych przez mniejszości narodowe? „Szkoły – odpowiada Wojciech Starzyński – powinny być takie, jakich życzą sobie grupy społeczne. Mogą być katolickie, muzułmańskie i inne. Pozytywnie odnosimy się do idei zróżnicowania, aczkolwiek sądzimy, że zwłaszcza w szkołach podstawowych nie powinno być żadnej ideologii”. „To pytanie – stwierdza natomiast Edward Wieczorek – powinno być skierowane nie do S TO, lecz do ministerstwa, ponieważ kwestia szkolnictwa mniejszości narodowych wymaga ogólnego rozwiązania. Poza tym osobiście sądzę, że szkoły, do tej pory bez wyjątku socjalistyczne, nie powinny mieć żadnej ideologii”.

Najwięcej bodaj miejsca w dyskusji zajęły sprawy finansowania szkół. Od momentu powstania STO właśnie opłaty za naukę budziły najwięcej emocji i sprzeciwów wśród rzeczników bezwzględnej równości szans, którzy odwoływali się nawet do konstytucyjnego zapisu o prawie do bezpłatnej nauki, traktując je jako przymus dla wszystkich, a nie – co słusznie zauważyło STO – jako zobowiązanie instytucji państwowych. Na tę sprawę można jednak spojrzeć z innej strony. Płacąc podatki wszyscy przecież finansujemy oświatę. Zatem ci, którzy nie korzystają z bezpłatnego szkolnictwa państwowego, powinni mieć możność odzyskania tych pieniędzy – argumentował jeden z dyskutantów. Inny proponował zmianę zasad finansowania oświaty – przesunięcie dotacji ze szkoły na każdego ucznia.

W planach STO, obok udzielania porad i prowadzenia swego rodzaju „banku informacji” o rodzicach zainteresowanych założeniem szkoły, kandydatach na nauczycieli, wolnych lokalach, mieści się również między innymi dofinansowywanie szkół społecznych oraz fundowanie stypendiów uczniom z mniej zamożnych rodzin. Najpierw jednak trzeba zdobyć środki, a to wymaga czasu. STO liczy na dotacje, również od osób prywatnych, ale przede wszystkim planuje stworzenie fundacji i prowadzenie działalności gospodarczej. Jakiej – za wcześnie mówić. Na razie zbiera się propozycje i chętnych. Gotowość współpracy i pomocy wyraziły Warszawskie Towarzystwo Gospodarcze i Krakowskie Towarzystwo Przemysłowe.

„Fakt rejestracji, choć jest to formalność, od strony faktycznej wiele zmienia w życiu Towarzystwa – podkreśla jego sekretarz generalny, Andrzej Witwicki. – W ciągu paru miesięcy zaczną zapewne powstawać szkoły, przedszkola, świetlice. Działania te, podejmowane w różnych warunkach, mogą służyć jako wzór do naśladowania. I my właśnie zamierzamy zajmować się propagowaniem tych wzorów”.

Źródeł inspiracji jest na razie zaledwie kilka LOS – Liceum Ogólnokształcące Społeczne imienia Juliana Ursyna Niemcewicza, powstające we współpracy z Uniwersytetem Warszawskim, szkoła podstawowa w Podkowie Leśnej, licea w Milanówku i Nowym Sączu, szkoła elementarna z klasami I-III w Krakowie. Wniosek jej założycieli o zgodę na otwarcie został przez MEN odrzucony, co stało się powodem złożenia skarg do Naczelnego Sądu Administracyjnego. Terminu rozprawy w tej bez wątpienia precedensowej sprawie jeszcze nie wyznaczono.

Joanna Lachowicz