„Życie Warszawy” nr 128, 3 czerwca 1987
Konferencja prasowa rzecznika rządu
– Po naradzie Doradczego Komitetu Politycznego
– Odpowiedź posłowi Ryszardowi Benderowi
– Badania ankietowe przed wizytą papieża

Z PUBLIKACJI

(P) (Obsługa własna). We wtorek, 2 bm., w warszawskim Centrum „Interpress” odbyła się kolejna, cotygodniowa konferencja rzecznika rzędu dla dziennikarzy zagranicznych i krajowych.

W konferencji wziął udział Henryk Jaroszek, wiceminister spraw zagranicznych, sekretarz generalny Doradczego Komitetu Politycznego Państw – Stron Układu Warszawskiego.

Na wstępie H. Jaroszek podzielił się kilkoma refleksjami na temat przebiegu i wyników obrad Doradczego Komitetu Politycznego, które niedawno odbyło się w Berlinie.

Narada DKP w Berlinie – powiedział – była doniosłym wydarzeniem w działalności państw sojuszniczych oraz w skali międzynarodowej. Jej rezultaty są potwierdzeniem pokojowej aktywności państw-stron Układu Warszawskiego. Przyjęte dokumenty koncentrują się na kluczowych kwestiach współczesności: zapobieżenia wojnie, umocnienia bezpieczeństwa, realizacji konkretnych kroków rozbrojeniowych, rozwoju wszechstronnej, równoprawnej współpracy międzynarodowej. Linia na odprężenie w stosunkach Wschód-Zachód, rozbrojenie i budowę zaufania została wzmocniona i skonkretyzowana.

Wiele uwagi poświęcono sprawie osłabienia konfrontacji militarnej i umocnienia bezpieczeństwa w poszczególnych rejonach Europy. W tym kontekście Doradczy Komitet Polityczny udzielił pełnego poparcia polskiemu planowi, zmniejszania zbrojeń i zwiększenia zaufania w Europie Środkowej, określanego już powszechnie jako „Plan Jaruzelskiego”.

Treści „Planu Jaruzelskiego” znalazły odzwierciedlenie także w innych częściach dokumentów narady, w tym w idei wycofania ze strefy bezpośredniej styczności dwóch sojuszów wojskowych najbardziej niebezpiecznych, ofensywnych rodzajów broni oraz rozrzedzenia w tej strefie sił zbrojnych i zbrojeń do minimalnego, uzgodnionego poziomu. Pełne poparcie dla „Planu Jaruzelskiego” zostało wyrażone w przemówieniach przewodniczących delegacji wszystkich bratnich państw uczestniczących w naradzie.

Narada – podkreślił min. Jaroszek – poświęciła wiele uwagi wsparciu procesu KBWE i rozwojowi wszechstronnej, równoprawnej współpracy. Wysunęła propozycję spotkania ministrów SZ państw KBWE w celu podjęcia decyzji o rozpoczęciu kompleksowych rokowań rozbrojeniowych w Europie (redukcje sił konwencjonalnych, taktyczne bronie jądrowe, zmniejszanie wydatków wojskowych oraz szeroki zestaw środków budowy zaufania w tej sferze). Przedstawiła elastyczną formułę co do forum takich rokowań – preferujemy drugi etap konferencji sztokholmskiej, ale dopuszczamy też „możliwość innych wariantów w ramach ogólnoeuropejskiego procesu”.

Potwierdzając koncepcję utworzenia powszechnego systemu pokoju i bezpieczeństwa międzynarodowego, zaproponowała jej uzupełnienie o współdziałanie w sferze ekologii.

Wspólnym mianownikiem wszystkich propozycji i idei zawartych w dokumentach narady jest ich konstruktywny, odprężeniowy ton. Są one ukierunkowane na dialog, współpracę, a przede wszystkim na niedopuszczenie do wojny, ograniczenie wyścigu zbrojeń, osiągnięcie konkretnych porozumień rozbrojeniowych. Mają przy tym te propozycje w pełni realistyczny charakter ukazują nie tylko cele, ale i sposoby ich urzeczywistnienia. Zmierzają do usunięcia wszelkich przeszkód utrudniających postęp w dialogu rozbrojeniowym. Dotyczy to np. gotowości do opracowania rozbudowanego, rygorystycznego i efektywnego systemu środków weryfikacji, łącznie z inspekcją na miejscu, na wszystkich etapach redukcji zbrojeń, zarówno jądrowych, jak i konwencjonalnych.

Ustalenia przyjęte na naradzie otwierają nowy etap w doskonaleniu mechanizmów współdziałania w ramach Układu Warszawskiego. Wyrazem tego jest decyzja o utworzeniu wielostronnej grupy wzajemnej informacji bieżącej w składzie przedstawicieli wszystkich państw-stron Układu Warszawskiego. Pierwsze posiedzenie grupy odbędzie się wkrótce w Warszawie.

Istotna jest również decyzja o utworzeniu specjalnej komisji państw-stron UW do spraw rozbrojenia, w celu wymiany, poglądów i informacji na te tematy, w tym rozpatrywania inicjatyw państw sojuszniczych i wypracowywania wspólnych propozycji w tej dziedzinie.

Pragnę także poinformować – dodał H. Jaroszek – że w niedługim czasie odbędzie się w Warszawie spotkanie przewodniczących parlamentów państw-stron Układu Warszawskiego, które omówi sprawy udziału parlamentarzystów w działaniach na rzecz pokoju, odprężenia i bezpieczeństwa w Europie.

Następnie dziennikarze zadawali pytania rzecznikowi rządu:

(POLSKIE RADIO) – Na ostatnim posiedzeniu Sejmu zaatakował pana poseł Ryszard Bender. Powiedział on, że nie można stawiać ludziom zarzutu, że spotykają się z kimś, kto później okazuje się przestępcą. Czy miałby pan coś do powiedzenia na ten temat?

– Odpowiedzi rzeczowej udzielili posłom przedstawiciele Ministerstwa Spraw Wewnętrznych na posiedzeniu połączonych Komisji Spraw Wewnętrznych i Wymiaru Sprawiedliwości oraz Komisji Ustawodawczej.

Z całym szacunkiem należnym posłowi od urzędnika państwowego, poczynię więc tylko kilka uwag. Poseł Bender nazwał inkwizytorską działalność rzecznika rządu. Lękam się, czy poseł Bender, będący profesorem katolickiego uniwersytetu oraz prezesem Klubu Inteligencji Katolickiej ze złości na mnie nie popełnił aby ciężkiego grzechu. Inkwizycja była instytucją kościelną, inkwizytorzy – funkcjonariuszami Kościoła. Kościół katolicki nigdy się nie odciął od działalności inkwizytorskiej ani jej nie potępił. Lękam się więc, że stosowanie słowa „inkwizycja” jako inwektywy zainteresować może spowiednika profesora Bendera.

Ja traktuję zarzut, że prowadzę działalność inkwizytorską jako nieuzasadniony i obelżywy. Gdybym jednak pozwał posła Bendera do sądu o zniesławienie lub obrazę, postawiłbym sąd Polski Ludowej w ciężkim położeniu. Czyż wypadałoby mu bowiem potraktować jako obelgę przypisywanie rzecznikowi rządu inkwizytorskich znamion – skoro inkwizycją zajmowali się nawet uznawani nadal święci Kościoła katolickiego?

Poseł Bender ze swadą wołał, że dyskredytuję czworo naukowców, bo nie jest ich winą, że w dobrej wierze spotykali się z obcym dyplomatą, który dopiero później okazał się przestępcą, to jest szpiegiem.

Wielce szanowny poseł zajmował salę sejmową opowieścią o tym, że tylko przez przypadek i on sam nie spotkał się z amerykańskimi dyplomatami, czym mógłby się narazić na podobne zarzuty. Wreszcie pan poseł z Lublina pytał, czemu nie zakładani, że doc. Geremek, dr Onyszkiewicz czy prof. Szaniawski w trakcie spotkań ze szpiegami obcych wywiadów nie wychwalają Polski Ludowej i jej władz.

Chociaż poseł – profesor Bender przypisuje mi wybujałą podejrzliwość, spieszę zapewnić, że jest on poza wszelkimi podejrzeniami, niezależnie od tego, z kim się spotykał lub mógł spotkać. Jeżeli bowiem poseł Bender przypuszcza, że zachodnie instytucje wywiadowcze zainteresowane są rozmowami, w których wysłuchiwałyby zachwytów nad socjalizmem, to jest człowiekiem tak prostodusznym, że po prostu nie nadaje się na politycznego informatora zachodnich rezydentur wywiadowczych.

Mówiłem dobitnie na którejś z poprzednich konferencji, że rząd nie ogłasza generalnej podejrzliwości wobec kontaktów polskich obywateli z przedstawicielami zachodnich rządów. Żałuję, że poseł Bender nie wziął pod uwagę moich rzeczywistych wypowiedzi. Toczy się jednak śledztwo w sprawie kontaktów z obcą rezydenturą wywiadowczą kilku osób, które tając konkretne spotkania, jednocześnie uprawiają jawnie kolaborację polityczną z nieprzyjaznymi Polsce siłami na Zachodzie. Mam tu na przykład – kontynuował rzecznik rządu -odbitkę rękopisu docenta Geremka. Rękopis ten znaleziony w ubiegłym roku w kryjówce podziemnej „Solidarności” zawiera sugestie pana Geremka, adresowane do Jerzego Milewskiego, kierującego powiązaną z wywiadem, placówką brukselską emigracyjnej „Solidarności”. Doc. Geremek zaleca, aby zwracać uwagę zachodnich sojuszników naszego podziemia na wzrost tendencji represyjnych w Polsce, na nikłe szanse działań władz polskich na rzecz reformy gospodarczej. Żąda też informacji o biegu poufnych rozmów EWG-RWPG. Pisze, jak przeszkodzić władzom polskim w normalizacji stosunków z Międzynarodową Organizacją Pracy. Czyż można więc się dziwić, że kiedy polityczni sojusznicy sił wrogich Polsce spotykają się z agentem wywiadu USA, nazywam te kontakty dwuznacznymi?

To, co powiedziałem, stanowi też po części odpowiedź na pytanie, zadane przez posła Ryszarda Bendera, dlaczego nie zakładam, cytuję „możliwości pozytywnego oddziaływania, eksportowania dobrego imienia Polski w rozmowach z dyplomatami zagranicznymi”?

Dlatego nie zakładam, że szpieg Mueller i jego koledzy z amerykańskiej rezydentury wywiadu nie odbywają pokątnych spotkań z osobami chwalącymi socjalizm. Jakoś nie są takimi kontaktami zainteresowani.

Nie przypuszczam, aby panowie Geremek, Onyszkiewicz czy Szaniawski spotykając się z Muellerem, sławili dobre imię swego państwa, gdyż intencja taka nie przyświeca im w wypowiedziach, przeznaczonych dla prasy zachodniej. Trudno zaś przypuszczać, aby szpiegodyplomatom szeptali na ucho słodkie słówka, a tylko publicznie zniesławiali stosunki, które w Polsce panują. Chyba poseł Bender nie wierzy w czyjekolwiek konspiracyjne popieranie polityki Sejmu, w którymi zasiada, i rządu, przez ten Sejm wyłonionego, przy równoczesnym jawnym a nawet hałaśliwym polityki tej zwalczaniu?

W maju br., w trakcie Tygodnia Kultury Chrześcijańskiej w Toruniu i w Gliwicach, doc. B. Geremek mówił: „Naród jest zniewolony, miliony ludzi żyją w nędzy”. W listopadzie ub. roku w wywiadzie dla prasy francuskiej B. Geremek oceniał obecną politykę władz jako kontynuację stanu wojennego i łamanie oporu. Twierdził, że władzom nie powiodło się prawie we wszystkich dziedzinach. „Na naszych oczach tracimy cywilizację” – oświadczył.

Prof. Klemens Szaniawski w cytowanej przez „Wolną Europę” wypowiedzi dla nielegalnego „Tygodnika Mazowsze” mówił np. w lipcu 1985 roku: „Nie zmienił się system, w jakim żyjemy. Jest nadal oparty na przemocy, wykluczający udział społeczeństwa polskiego w rządzeniu krajem”. W innym nielegalnym czasopiśmie – „Kos” podpis prof. Szaniawskiego widnieje pod apelem, w którym czytamy: „Obecna, represyjna polityka władz prowadzi do likwidacji wszelkich przejawów samodzielności na uczelniach”. O „prawdziwości” tej tezy świadczy, notabene, uchwała Senatu Uniwersytetu Warszawskiego, w którym Klemens Szaniawski jest profesorem, ostro potępiająca wypowiedź rzecznika rządu.

W ubiegłorocznym wywiadzie dla prasy szwedzkiej, nadanym przez RWE, Janusz Onyszkiewicz mówił: „Można przypuszczać, że około 80 proc. obecnych członków związków zawodowych zastało w ten czy inny sposób zmuszonych do wstąpienia w owe szeregi”. W marcu zaś w wywiadzie dla „Głosu Ameryki” wyraził lekceważenie dla nowo powstałej Rady Konsultacyjnej. A w kwietniu obecnego roku, przed wizytą francuskiego ministra spraw zagranicznych w Polsce, dr Onyszkiewicz powiedział dla francuskiej gazety „Le Figaro”: „Złożyć wizytę polskiemu rządowi nie oznacza, że składa się wizytę w Polsce”. Tak więc niektóre osoby starają się deprecjonować nawet proces normalizacji stosunków swego kraju z Zachodem.

Oto odpowiedź posłowi Benderowi, dlaczego naiwnością z mojej strony byłoby zakładanie, że prof. K. Szaniawski, doc. B. Geremek czy Janusz Onyszkiewicz eksponują dobre imię Polski w rozmowach z dyplomatami zachodnimi. Mam liczne wady jako człowiek i urzędnik, ale naiwności wśród nich nie ma. Specjalnością grupy politycznej, do której osoby te należą, jest oczernianie obrazu swego kraju, zohydzanie Zachodowi przemian i reform, które się w Polsce dokonują. Aktywnie przeciwdziałają oni temu, aby ktokolwiek na Zachodzie uwierzył, że w Polsce może dziać się cokolwiek dobrego.

W swym sejmowym przemówieniu poseł Ryszard Bender przyganił nie tylko mnie, ale także prezesowi Polskiej Agencji Prasowej Bogdanowi Jachaczowi. Chodziło o to, te PAP nie nadał należnego rozgłosu temu, że poseł Bender, bawiąc na urlopie w Zakopanem, spotkał się tam z wypoczywającym również w Tatrach pewnym obywatelem z Gdańska. Poza tym PAP zgrzeszył tym, że w ogóle nie oddaje posłowi Benderowi należnych honorów, nie odnotowując, kto go przyjął, czy z kim się poseł spotkał.

W moim rozumowaniu okolicznością łagodzącą dla Polskiej Agencji Prasowej jest to, że marny ponad 400 posłów na Sejm, a każdy jeździ na urlop i z kimś zdarza mu się spotkać. W samym Sejmie odzywały się zaś głosy krytyczne pod adresem prasy, że za dużo w niej wiadomości czysto ceremonialnych o wręcz dworskim charakterze, służących do robienia przyjemności tym tylko, o których się pisze. Czyżby więc po prostu zazdrość leżała u podłoża gniewu na mnie posła Ryszarda Bendera? Byłażby to pretensja o to, że rzecznik rządu nadał rozgłos spotkaniom profesorów Szaniawskiego i Sokołowskiej, docenta Geremka i dr Onyszkiewicza z pewnym amerykańskim niby-dyplomatą, a spotkania pana Bendera przeoczył?

(PAP) – Jak pan ocenia wypowiedz ministra Bangemanna z RFN, który po wizycie w Polsce zasugerował, aby polskie zadłużenie wobec państw zachodnich ponownie restrukturalizować przy zastosowaniu aktualnych, niższych rynkowych stop oprocentowania? Stwierdził on także, że rząd RFN podejmie tego typu działania w Klubie Paryskim.

Wypowiedzi przywódcy zachodnioniemieckich liberałów i ministra gospodarki RFN pana Bangemanna, oceniamy jako przejaw realizmu w ocenie sytuacji ekonomicznej Polski w jej stosunkach z zachodnimi partnerami. Stanowią te wypowiedzi istotny krok naprzód w naszym dialogu z RFN. Zarysowane przez ministra Bangemanna rozwiązania wydają się nam korzystne dla obu stron.

Waga wypowiedzi min. Bangemanna polega na tym, że wyraził on w sprawie zadłużenia Polski i rozwoju związków gospodarczych z Zachodem stanowisko naszego największego na Zachodzie partnera handlowego, jakim jest Republika Federalna Niemiec. Liczymy na to, że sprzyjające rozwiązaniu problemu polskiego zadłużenia i rozwojowi współpracy gospodarczej z Zachodem stanowisko rządu RFN będzie podtrzymane przez innych zachodnich partnerów.

(„NEW YORK TIMES”) – Chciałem wrócić do sprawy a poprzedniej konferencji. Powiedział pan na niej, że w Waszyngtonie odmawia się wstępu do Departamentu Stanu korespondentom polskim i z innych krajów socjalistycznych. Zwrócił się pan do nas, zachodnich dziennikarzy, żebyśmy wyrazili niezadowolenie z tego powodu. Powiedziałem wówczas i podtrzymuję to także teraz, że jest bardzo niedobrze, gdy odmawia się dziennikarzom dostępu do źródeł informacji i że zawsze wtedy trzeba publicznie przeciwko temu protestować. Ale teraz dowiedziałem się, że cała zmiana polega na tym, że dotychczas dziennikarz polski czy z innego kraju socjalistycznego mógł po prostu wejść do Departamentu Stanu, chodzić korytarzami, udać się na konferencję prasową bez uprzedniego ogłoszenia chęci uczestniczenia w niej. Obecnie trzeba wcześniej zgłosić taki zamiar, nie można przyjść z ulicy bez uprzedzenia, no i jeszcze dodany jest ktoś towarzyszący do chodzenia po korytarzach. Chciałem powiedzieć, że tak samo jest w wielu krajach, także w Polsce, np. w MSZ, też nie mogę tam pójść bez uprzedniego zapowiedzenia się. Może to nie jest przyjemne, ale jednak nie jest to odmawianie dostępu do informacji.

Niej mówiłem, że polskim korespondentom odmawia się dostępu do Departamentu Stanu. Powiedziałem dokładnie, jakie zmiany o charakterze dyskryminacyjnym wprowadziły władze amerykańskie. Odebrano polskim dziennikarzom stałe karty akredytacyjne, stanowiące podstawowy dokument dziennikarski, umożliwiający kontakty z wszelkimi urzędami amerykańskimi. Powiedziałem też, że zróżnicowano status i warunki pracy dziennikarzy, w zależności od tego, z jakiego kraju pochodzą. Mówiłem, że zasady bezpieczeństwa istnieją różne -w różnych krajach, że nasi dziennikarze z natury rzeczy im się podporządkowują. Sprzeciw budzi co innego, a mianowicie to, że te przepisy nie są jednakowe dla wszystkich dziennikarzy, że różnicuje się je w zależności od kraju pochodzenia korespondenta.

Po tej mojej bardzo konkretnej wypowiedzi przedstawiciel „New York Times” pan Michael Kaufman w słowach, które zostały opublikowane w polskich środkach masowego przekazu, wyraził swój negatywny stosunek do tych zarządzeń władz amerykańskich. Dzisiejsza deklaracja świadczy, że w znacznym stopniu wycofuje się z zajętego wówczas stanowiska, co odnotowuję publicznie, nie wątpiąc ani przez chwilę, że czyni to spontanicznie i z własnej inicjatywy, jak to przystoi wolnemu, niezależnemu od swojego rządu, dziennikarzowi.

Chcę przy okazji poinformować, że polska ambasada w Waszyngtonie wystąpiła z protestem w tej sprawie wobec Departamentu Stanu.

(„TIME MAGAZIN”) – W ubiegłym tygodniu „Przegląd Tygodniowy” opublikował list otwarty do premiera, podpisany przez 13 naukowców i działaczy gospodarczych. Chciałbym poprosić o skomentowanie tego listu.

List ten zawiera bardzo ważne treści i bardzo ostre zarzuty. Jest z dużą uwagą studiowany. Dopiero za jakiś czas będę mógł się wypowiedzieć na temat stosunku rządu do wysuniętych w liście zarzutów i propozycji.

(„WASHINGTON POST”) – Jakie jest stanowisko rządu w sprawie oświadczenia podpisanego przez Lecha Wałęsę i 60 innych osób – robotników i intelektualistów?

Środowisko polityczne, którego przedstawiciele przeważają wśród sygnatariuszy oświadczenia, specjalizuje się w redagowaniu i podpisywaniu różnych dokumentów – to pojednawczych, to wojowniczych. Jest to dla nich forma istnienia. Do redagowania tekstów nie potrzeba bowiem poparcia społecznego, wpływów. Wystarczy papier, ołówek i korespondenci zachodni, którzy każdy kolejny tekst rozreklamują jako znaczące wydarzenie polityczne. Gdy spojrzeć wstecz na te różne odezwy, oświadczenia i apele, jedno jest niewątpliwe – bieg życia w Polsce przekreślił je wszystkie i zdezaktualizował. Bieg życia i ewolucja nastrojów społecznych to najlepszy weryfikator takich tekstów.

Nie widzę potrzeby, aby rzecznik rządu komentował każde oświadczenie grupy obywateli, jakie się pojawia. Podpisanie kolejnego tekstu przez ludzi w większości stale zajmujących się takimi działaniami, stanowi przykład istnienia u nas wolności poglądów i swobody wypowiadania się. W tym tekście to tylko zwraca uwagę, że jest to jedna z prób nadużycia wizyty papieskiej, wprowadzenia zgrzytów w proces przygotowań tej wizyty.

Zarówno społeczeństwo, jak władze państwowe, z całą powagą przygotowują się do papieskiej wizyty, czyniąc wszystko, aby przebiegała z powagą i godnie. Są jednak siły i wewnętrzne, i zewnętrzne, które chcą zakłócić wizytę papieża, podważyć jej powagę, jej religijny oraz państwowy charakter. Siłom tym zależy na tym, żeby Polska nie była w świecie szanowana, a takie na tym, aby przeciwstawić się procesowi porozumienia narodowego. Niektóre treści tego ostatniego oświadczenia idą po podobnej linii.

O ile wiem, o zamiarach zakłócenia wizyty oraz przeciwdziałaniu im wyprawie się powtórnie w tym tygodniu szef sztabu operacji zabezpieczenia wizyty papieża, wiceminister spraw wewnętrznych generał Pudysz. Rząd wymagać będzie od organów porządku zdecydowanych przeciwdziałań wszelkim próbom zakłócania ładu i powagi wizyty papieskiej. Tego od władz państwowych oczekuje przeważająca większość społeczeństwa.

Jak wykazują aktualne badania CBOS, 87,5 proc. dorosłych Polaków przewiduje, że skutkiem wizyty będzie umocnienie pozycji Polski na arenie międzynarodowej, a prawie 82 proc. – że spowoduje ona poprawę kontaktów państwo – Kościół. 70 proc. tych, którzy sami określają siebie jako wierzący i regularnie praktykujący, oczekuje od wizyty papieża zmniejszenia konfliktów wewnętrznych.

Według równoległych – badań OBOP, 76 proc. dorosłych -Polaków oczekuje od wizyty poprawy stosunków państwo-Kościół, 57 proc. – pogłębienia się porozumienia Polaków o różnych światopoglądach. Ponad jedna trzecia przewiduje, że w wyniku wizyty zwiększy się zaufanie do władz państwowych.

Nadzieje tych, którzy pragną nadużyć wizyty papieża dla swoich grupowych celów politycznych, są więc sprzeczne z oczekiwaniami przytłaczającej większości.

B. Dr.