„Ład” nr 5, 8 marca 1981 W SEJMIE UBIEGŁEJ KADENCJI

Z PUBLIKACJI

Rozmowa z prof. Ryszardem Benderem

Maciej Łętowski: Panie pośle…

Ryszard Bender: Nie jestem posłem!

M.Ł.: Wiem dobrze, ale chcę pana sprowokować do mówienia o pańskim posłowaniu.

R.B.: Rok mija jak nim przestałem być. Posłowanie moje skończyło się z upływem VII kadencji Sejmu.

M.Ł.: Posłem pan profesor był, istotnie, jedną kadencję, ale w przekonaniu szerokiej opinii publicznej dał się pan poznać jako wybitny parlamentarzysta, co na przykład przeczytać można w nr. 93 „Chrześcijanina w Świecie” z września 1980 roku. Dlaczego więc nie ma pana profesora w Sejmie VIII, obecnej kadencji?

R.B.: Pozwoli pan, redaktorze, że kwestię tę wyjaśnimy (o ile można ją w pełni wyjaśnić?) pod koniec rozmowy. Zgoda?

M.Ł.: Zapewniam pana profesora, że nie zapomnę do niej powrócić i pytanie ponowię. Może, jednak już teraz powie pan coś o swojej działalności w Sejmie poprzedniej kadencji, gdzie był pan jednym z pięciu postów Koła Poselskiego „Znak”. Zacznijmy może od działalności pana profesora w komisjach sejmowych.

R.B.: Nie oponuję. W Sejmie VII kadencji uczestniczyłem w pracach dwu komisji: Komisji Nauki i Postępu Technicznego oraz w Komisji Kultury i Sztuki.

M.Ł.: Co może pan profesor powiedzieć o swym udziale w każdej z nich?

R.B.: Zacznijmy od pierwszej, Komisji Nauki i Postępu Technicznego. Przewodniczył jej, zawsze sprawnie, poseł Jerzy Nawrocki z PZPR, rektor Politechniki Śląskiej w Gliwicach. Na forum tej komisji referowałem kilkakrotnie, z urzędu, plan i budżet Urzędu Patentowego PRL. Na posiedzeniu dniu 23 XI 1976 roku podniosłem sprawę pogłębiającego się stale dystansu, jaki zaczyna oddzielać szkoły średnie od wyższych. Pęd za tak zwaną „sprawnością nauczania”, za jak najmniejszą liczbą ocen niedostatecznych i sztucznym zwiększaniem ocen lepszych, obniża poziom absolwentów szkół średnich, który nie zawsze da się wyrównać w toku studiów wyższych.

Poza tym w czasie wielu posiedzeń tej komisji zwracałem uwagę na konieczność rozwijania w uczelniach i placówkach PAN badań podstawowych, aby nie stały się one kopciuszkiem, co już grozi. Przede wszystkim jednak podkreślałem przy każdej okazji potrzebę odejścia od administracyjnych metod zarządzania nauką. Postulowałem przywrócenie wpływu samej korporacji akademickiej na sprawy wydziałów i uczelni. Kwestię tę najszerzej przedstawiłem w swoim przemówieniu sejmowym z 26 X 1978 roku, gdyż w Komisji Nauki i Postępu Technicznego, jak nadmieniłem w wywiadzie dla „Tygodnika Powszechnego” zamieszczonym w numerze 2 z 11 I 1981 roku, w dyskusjach parokrotnie zbliżaliśmy się do tego problemu, nigdy jednak nie konkretyzując go.

M.Ł.: To były wszystko ważne, istotne kwestie, z których przynajmniej część nie straciła swej aktualności do dziś. Ale w debatach nad nimi pojawiały się podobno również momenty humorystyczne?

R.B.: O tak! Rzadko jednak, bo było to w swym składzie poważne grono. W czasie posiedzenia Komisji Nauki w dniu 8 VI 4978 roku ktoś zapytał, zaproponował nawet (kto, naprawdę nie pamiętam, Biuletyn KNiPT też nazwiska nie wymienia), ażeby specjalizacje I i II stopnia, obowiązujące w medycynie, uczynić obowiązkowymi również w innych specjalnościach. Zaczęto się nad tą propozycją zastanawiać, ale dano spokój, gdy zapytałem, czy ktoś z obecnych może wyobrazić sobie polonistę lub filologa klasycznego I i II stopnia.

M.Ł.: A jak przebiegały posiedzenia Komisji Kultury i Sztuki?

R.B.: Komisji tej, złożonej z różnych, często barwnych postaci: profesorów, literatów, aktorowi, artystów, przewodniczył – zawsze z subtelnym humorem i swoistą werwą, ale kiedy trzeba było także ze stanowczością – poseł Witold Lassota ze Stronnictwa Demokratycznego, redaktor naczelny „Ilustrowanego Kuriera Polskiego”, wydawanego w Bydgoszczy. Różne problemy pojawiały się w czasie obrad tej komisji. Rozległe jest przecież pojęcie kultury. Od samego początku większość posłów, wśród nich i ja, już 8 XII 1978 roku, podniosłem sprawę braku papieru dla potrzeb wydawniczych. Wskazywaliśmy na braki w dziedzinie fonografii, zacofanie w produkcji płyt itp. W dniu 9 VI 1978 roku poddałem krytyce politykę zakupu książek dla bibliotek wszelkiego typu z publicznymi włącznie. Z kolei w dniu 7 VI 1979 roku podniosłem problem braku w naszych krajowych zasobach bibliotecznych książek polskich i o Polsce, wydanych za granicą. Któż w kraju może delektować się twórczością Witolda Gombrowicza lub Czesława Miłosza, studiować prace historyczne Oskara Haleckiego, czy Mariana Kukiela? O tym do jakiego stopnia sytuacja na tym odcinku stała się wręcz groźna i alarmująca świadczy fakt, iż nawet Biblioteka Narodowa nie posiada, w jednym nawet egzemplarzu, wszystkich książek polskich i o Polsce, publikowanych poza krajem. Stąd – rzecz paradoksalna – opisy bibliograficzne tego piśmiennictwa niekiedy nie są przez Bibliotekę Narodową dokonywane z autopsji, lecz zapożyczane z innych bibliografii.

M.Ł.: Z powyższego wynika, iż w Sejmie poprzedniej kadencji posiedzenia komisji sejmowych były rzeczywiście żywsze, aniżeli obrady plenarne Sejmu. Opinia publiczna nie była o nich jednak w sposób wyczerpujący informowana. Dotąd mało kto wie o wystąpieniach pana profesora w czasie wspólnych posiedzeń, w dniach 4 i 10.01.980 roku, Komisji Kultury i Sztuki oraz Komisji Prac Ustawodawczych. O co dokładnie wtedy chodziło? Czy mógłby pan profesor ujawnić tę sprawę, przynajmniej jej istotę?

R.B.: Ależ oczywiście, o ile obecna, należy wierzyć, już liberalniejsza cenzura to przepuści. Dotąd echo tej sprawy znaleźć można było tylko w niektórych wydawnictwach tak zwanych pozaobiegowych, publikowanych przez nieoficjalne oficyny wydawnicze. Otóż wspomniane wyżej komisje wyłoniły podkomisję do sprawy ustawowego uregulowania symboli PRL. Przewodniczył jej poseł Ryszard Wojna.

Przedstawione projekty wzbudziły szereg uwag i zgłoszone zostały poprawki, w większości uwzględnione. Ja sprzeciwiłem się propozycji, by tekst literacki hymnu narodowego Jeszcze Polska nie zginęła zawierał tylko trzy początkowe zwrotki i pozbawiony był czwartej, zaczynającej się od słów: Już tam ojciec do swej Basi… Nie widziałem najmniejszego powodu rezygnowania z… Basi. Sądziłem, że przekonałem ogół i przewodniczącego. Niestety, na posiedzeniu wspólnym wspomnianych komisji przedstawiono znowu projekt tekstu literackiego hymnu bez.. Basi. Musiałem więc zaprotestować i oświadczyć przewodniczącemu, że jeżeli tekst literacki zostanie ograniczony do trzech zwrotek i pozbawiony czwartej, tej z Basią, to ja sprawę tę wniosę pod obrady plenarne Sejmu. Ostatecznie prezydium komisji wprowadziło poprawkę, uwzględniającą czwartą zwrotkę w tekście literackim naszego hymnu. Znalazła się ona w ustawie sejmowej z 31.01.980 roku o godle, barwach i hymnie PRL.

M.Ł.: Panie profesorze, może teraz od komisji przejdziemy do obrad plenarnych Sejmu VII kadencji. Wspomniał pan profesor już o swym wystąpieniu z 26 X 1978 roku, poświęconemu między innymi sprawie samorządności uniwersyteckiej. Nie były panu obce również kwestie dotyczące problemów socjalnych w naszym kraju, w tym również osób duchownych.

R.B.: W przemówieniach wygłoszonych 31 III 1977 roku i 26 I 1978 roku apelowałem o objęcie ubezpieczeniem społecznym w Polsce także osób duchownych. W ostatnim z tych przemówień powiedziałem, iż należy włączyć do powszechnego systemu świadczeń socjalnych i ubezpieczeń społecznych, wynikających z zatrudnienia, osoby duchowne i zakonne zatrudnione w instytucjach kościelnych na zasadach umowy o pracę. Dodałem na koniec: Raz jeszcze pragnę podkreślić: duchowieństwo to krew z krwi i kość z kości naszego narodu, także tej chłopskiej i proletariackiej jego części. Osoby duchowne nie mogą pozostawać dłużej jako jedyna i ostatnia grupa w państwie poza naszym ustawodawstwem pracy i socjalnym. To też ludzie pracy; służą, i to dobrze służą narodowi.

M.Ł.: W swych µprzemówieniach sejmowych podnosił pan profesor również sprawy Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, między innymi domagał się pan przywrócenia Wydziałowi Nauk Humanistycznych KUL prawa nadawania stopni naukowych. Interweniował pan, gdy absolwenci KUL napotykali trudności przy ubieganiu się o pracę.

R.B.: Tak, sprawy KUL występowały prawie w każdym z moich przemówień. Uważałem to za swój naczelny obowiązek. Jestem przecież absolwentem i profesorem KUL.

M.Ł.: Żaden z posłów po wojnie sprawom KUL nie poświęcał w Sejmie tyle uwagi, co pan profesor.

R.B.: Być może, nie uświadamiałem sobie tego. Powtarzam, był to mój obowiązek, i cieszę się, że humanistyce KUL, gdy byłem jeszcze posłem, przywrócone zostały należne jej prawa.

M.Ł.: Panie profesorze, mówi się niekiedy, że przed ubiegłorocznymi wydarzeniami z lipca i sierpnia, ówczesny I sekretarz Edward Gierek, zdany na doradców, mógł nie mieć pełnego rozeznania w sytuacji ekonomicznej kraju i nie wiedzieć, że jeż jest tak źle i kraj popadł w „kryzys” gospodarczy.

R.B.: Nie mogę się zgodzić z takim przypuszczeniem. To przecież przewodniczący Koła Poselskiego „Znak” poseł Janusz Zabłocki użył takiego określenia w czasie debaty sejmowej już 17 XII 1976 roku, za co spotkał ślę z natychmiastową krytyką mówców ze wszystkich trzech klubów poselskich.

M.Ł.: Pan profesor wystąpił w Sejmie VII kadencji w podobny sposób.

R.B.: Niezupełnie, w przemówieniu swym z 8 II 1979 roku, bo o nie zapewne panu chodzi, nie wypowiedziałem słowa „kryzys”. Ukazałem natomiast tragizm sytuacji ekonomicznej kraju, apelując do rządu, do ówczesnego I sekretarza Edwarda Gierka, o jak najszybsze wyprowadzenie kraju z zaistniałej sytuacji. W związku ze stosowanym wówczas przerzucaniem kłopotów ekonomicznych na karb zimy i innych pór roku, powiedziałem: Za znaczny chaos gospodarczy zaistniały na przełomie ubiegłego roku przeciętny obywatel czyni odpowiedzialnym, jeśli nie rząd to poszczególne ministerstwa. Nie zimę, opady śniegu i inne przeciwności atmosferyczne.

M.Ł.: W tym samym przemówieniu zwrócił pan profesor uwagę na sprawę inflacji, problem wówczas tabu.

R.B.: Rzeczywiście, powiedziałem wtedy: Sprawa kolejna – inflacja. Pieniądz traci coraz szybciej wartość – z tego zdajemy sobie sprawę. Powstaje drugi pieniądz, waluta wymienialna – tak się ją określa. Coraz powszechniej jest ona w użyciu. Za złotówki coraz częściej kupuje się jakościowo mniej wartościowe artykuły. Niech wreszcie pojawi się nowy Grabski, Władysław Grabski i nada nową rangę naszemu złotemu, tak jak kiedyś przed laty.

M.Ł.: Jak się odnieśli posłowie do pańskiego wystąpienia ?

R.B.: Prywatnie – ciepło, liczni uśmiechali się życzliwie do mnie, w kuluarach niektórzy ściskali dłoń, mówili – dobrze, to było potrzebne. Oficjalnie jeden tylko z posłów zaatakował mnie z trybuny sejmowej, twierdząc, że nie miałem racji. Był to poseł Henryk Świderski. Z reguły po każdym z moich przemówień pojawiał się na mównicy jakiś poseł i grzmiał, że się mylę.

M.Ł.: Ci, o śledzili obrady z galerii sejmowej twierdzą, że nie pozostawiał pan tych wystąpień bez odpowiedzi i ripostował wprost z ławy sejmowej, czego nikt wówczas poza panem nie czynił.

R.B.: A dlaczego miałbym milczeć? Przecież to parlament!

M.Ł.: W przemówieniu, przy którym ciągle jesteśmy, wymienił pan po raz pierwszy po wojnie w Izbie Sejmowej nazwisko Romana Dmowskiego, twórcy ruchu narodowego w Polsce.

R.B.: Nie badałem od strony historycznej tej sprawy. Czy po raz pierwszy? Być może, że po raz pierwszy. Zacytowałem jego słowa opublikowane w 1904 roku na łamach „Przeglądu Wszechpolskiego”, które do dziś nie straciły na swej aktualności. Zauważył wówczas Dmowski: Opinia narodu, jeżeli nie ma być czysto formalną i fikcyjną, nie może się unosić w powietrzu, nie może być myślą od ciała oderwaną, ale musi tkwić korzeniami swymi w samem społeczeństwie, być duchowym wyrazem jego istotnych funkcji i życia.

M.Ł.: Czy możemy obecnie wrócić do pytania postawionego na wstępie rozmowy? Dlaczego nie zasiada pan profesor w Sejmie obecnie?

R.B.: Po prostu nie kandydowałem.

M.Ł.: Co się na to złożyło?

R.B.: Odpowiem, cytując uchwałę Rady Społecznej przy ODiSS z 13 II 1980 roku, opublikowaną w Biuletynie Informacyjnym Katolicko-Społecznego Koła „Znak”: Komitet Rady Społecznej wyraża ubolewanie, że wysunięta przez Radę Społeczną kandydatura prof. Ryszarda Bendera nie została zaakceptowana przez władze polityczne.

M.Ł.: Dziękuję bardzo panu profesorowi za rozmowę. Nie wątpię, że zainteresuje ona czytelników.

R.B.: Być może.