5 posiedzenie Senatu w dniu 15 stycznia 1992 r.
PRZEMÓWIENIA SENACKIE
Senator Ryszard Bender:
Panie Marszałku! Wysoka Izbo!
Przedstawione Senatowi prowizorium jest złe, wręcz straszne, zdajemy sobie z tego sprawę. Nie załatwia żadnej kwestii ani gospodarczej, ani społecznej. Ogromna luka finansowa, deficyt kilkunastu bilionów. Ale powiedzmy sobie szczerze: nie rząd pana premiera Olszewskiego za ten stan rzeczy odpowiada, ale dwaj demoniczni “panowie B”, którzy decydowali o polityce poprzedniego rządu. To oni doprowadzili naszą gospodarkę do ruiny, a w szczególności przemysł państwowy, który był głównym płatnikiem podatków. Dzisiaj ten przemysł ledwie „dyszy”, jest za bezcen wykupowany przez ośrodki zagraniczne po to, ażeby nie był dla nich konkurencyjny.
Co z tego wyniknie, jaka większa jeszcze bieda, nie trzeba udowadniać. Dobrze się stało, że expose w tej sprawie wygłosił pan minister Lutkowski, a nie pan wiceminister Misiąg. Muszę się tutaj podzielić z Wysoką Izbą… Przed tygodniem moi wyborcy pytali: dlaczego pan, senatorze, tak łagodnie odniósł się do wystąpienia pana wiceministra Misiąga dotyczącego spraw ekonomicznych, przecież w opinii publicznej, w opinii prasy jest on jednym z głównych architektów tamtej polityki gospodarczej, która doprowadziła do ruiny wiele gałęzi naszego przemysłu. Przecież środki masowego przekazu wiążą jego osobę z tymi różnymi aferami, które „wypompowały” od nas nasze niewielkie pieniądze, jakie mieliśmy. Przedstawiam to tak jak słyszałem – relata refero. W związku z tym odpowiadałem tak jak należało odpowiedzieć, nie wiem, czy zupełnie tak jak należało: pan minister Lutkowski powiedział, że zmuszony jest do identyfikowania się z tym, co otrzymał, z takim prowizorium, jakie zostało przedstawione, zmuszony jest uznać je za adekwatne.
No kto go zmusza? Zmusza go rzeczywistość. Ale ta rzeczywistość jest po to, ażeby ją przekształcać. W moim przekonaniu podpowiadają tak ci, którzy w tamtym zespole wraz z dwoma „panami B” kształtowali ten resort i jego finansową politykę. Tak długo, dopóki tych podpowiadaczy będzie wielu, i póki się ich nie wymieni na innych, nic z tego nie wyjdzie. Władysław Grabski po to, żeby poprowadzić należycie politykę musiał wymienić wszystkich i musiał szefem od oszczędzania mianować jednego z wojewodów, człowieka zupełnie z zewnątrz.
Tak samo jest u nas ze starym zespołem technicznym, bo on nadaje ton, a ministrowie z konieczności syntetyzują. Już zresztą pan minister Lutkowski wspomniał, że wcale jeszcze nie jest pewne, czy deficyt założony w tym trzymiesięcznym prowizorium później się nie zwiększy, czy w następnych kwartałach, a nawet w przyszłym roku nie czekają nas gorsze czasy. Przepraszam bardzo, jak to – ma być gorzej? Po to jest przecież rząd, po to są ministrowie, żeby tworzyli nam lepszą przyszłość, a nie twierdzili z góry i oczekiwali od nas zgody na to, że będzie coraz gorzej. To jest defetyzm, to już wzburza naród. Pamiętajmy, my tu obradujemy w pewnym intelektualnym luksusie, natomiast prości ludzie łapią nas za poły. Przecież chyba nie tylko mnie czy niektórych kolegów, ale i innych z państwa też.
Pan premier Olszewski słusznie powiedział, że trzeba podejść do tego z odwagą i nadzieją, ale jakaż to nadzieja, jeśli się powie, że ta przyszłość w ogóle nie będzie taka, jaką należałoby ją czynić, czyli lepsza.
Podwyżki cen energii elektrycznej, gazu i innych nośników energii, to jest pozorne tylko wspomaganie budżetu. Bo przecież ceny wzrosną i fiskus na tym straci, gdyż ta podwyżka zostanie skonsumowana. A oprócz tego spowoduje pauperyzację, zubożenie ludności.
Moi wyborcy w województwie łomżyńskim podeszli do mnie, kiedy wychodziłem przed tygodniem z katedry, i mówią: panie profesorze, w Sejmie PRL pan nie tylko występował o prawdę na temat Katynia, pan nie tylko występował o relegalizację „Solidarności”, pan wnosił interpelacje w sprawie podwyżek cen. Niechże pan się odważy to zrobić. Czy pan się odważy? Odważam się i mówię, że podwyżka cen energii jest błędem. Jest tylko pozornie korzystna. Mówili do mnie te straszne rzeczy… Pamiętajmy, przecież mamy tutaj cały spadek po komunie, resentymenty… przecież zanim to co się stało… Powiedziano mi w ten sposób: „wtedy odważono się wycofać z podwyżek, czy teraz się odważą?” Tego nie mogę powiedzieć.
Mogę natomiast zaapelować o „przemeblowanie” prowizorium. Przecież nie ma rzeczy doskonałych. Tak samo to prowizorium nie jest idealne. Można byłoby opinii publicznej wykazać, że musi ono mieć jakiś mankament, który nowy rząd by zmienił. Jeśli nie można zrobić lepszego prowizorium na 3 miesiące, zróbmy je na miesiąc. Przecież wiemy, że po pierwszej wojnie światowej były miesięczne prowizoria. A tak co uzyskujemy? Każdy narzeka – MON, MSW, MSZ – na sprawy wschodnie brakuje pieniędzy. Pamiętajmy, otwiera się wyjątkowa okazja: możliwość dotarcia do Polaków, którzy przeszli przez sowieckie łagry, stworzenia tam polskich placówek. Nie mamy za co. Zarzuca się rządowi, że nie dba o to. Teraz będzie się to zarzucać i ministerstwu, co nie jest w pełni zasadne.
Szkolnictwo. Ktoś mówił, że zagrozi nam analfabetyzm. Nie chodzi nawet o analfabetyzm. Jest źle ze szkołami. Pan minister Stelmachowski próbuje, jak to się mówi, wypędzać diabła drzwiami, a wpuszczać oknem. Proponuje, żeby różnicować nauczycielom pensje. Neofilogowie będą mieli inne pensje, pozostali jeszcze inne – to jest absurd. Przepraszam bardzo, nie tędy droga.
Co się dzieje w szpitalach, o tym mówiliśmy poprzednio.
Emerytury zostały obniżone, i to właśnie nie te najwyższe, tylko te średnie, mniej więcej półtoramilionowe. Nie można… Nie wiem czy 10 minut minęło?
Skąd brać na to wszystko? Sądzę, że nie od najuboższych, natomiast od tych, którzy mają pieniądze. Wszyscy wiedzą, że jest dużo, bardzo dużo ludzi bogatych. Nie ściąga się z banków, nie ściąga się z różnych spółek, które pieniądze wywożą na Zachód. Ściąga się od ludzi, którzy dają niewiele. Na przykład do mnie przyszli ze skargami, że za zamianę mieszkania trzeba płacić ogromne sumy i wykazywać skąd ma się pieniądze. Spółki wywożą, ale od spółek, od banków pieniędzy się nie ściąga. Władysław Grabski ściągał przede wszystkim, i wyraźnie to zaznaczał w aktach, jeśli ktoś chciałby do nich zajrzeć, najpierw od ziemian, następnie z przemysłu prywatnego i państwowego. Państwowy jest już dzisiaj rachityczny, prywatny również, ale idźmy tą drogą; następnie dopiero od ludzi, od tych najuboższych. W ten sposób reformę Grabskiego zaakceptowało społeczeństwo, nie tylko izby parlamentu.
Boję się, że my zaakceptujemy to i musimy, bo nie mamy wyjścia, ale czy naród zaakceptuje, czy kiedyś nam nie wytknie tego, co zrobiliśmy. My musimy być odpowiedzialni. Daj Boże, żeby naród nie wytknął nam tego błędu. Dziękuję.