34 posiedzenie Senatu w dniu 20 lutego 1993 r.
PRZEMÓWIENIA SENACKIE
Senator Ryszard Bender:
Piwo de Warka, ora pro nobis! Ci członkowie Wysokiej Izby, którzy wytrwali i nie opuścili jej jeszcze, chyba znają anegdotę, właściwie prawdziwą. Wiecie państwo, że jeden z nuncjuszy, który został później papieżem – wyleciało mi w tej chwili imię z pamięci – będąc w agonii wypowiedział słowa: „piwo de Warka”. Zebrani kardynałowie sądzili, że nowego świętego wzywa, odpowiedzieli: ora pro nobis. On, mimo agonii, dostrzegł krotochwilność, śmieszność sytuacji. Wybuchnął śmiechem, wrzód pękł i piwo z Warki go uratowało.
Proszę państwa, brzmi to anegdotycznie, mogło zdarzyć się raz. Piwo nie jest uniwersalnym lekiem, przynajmniej lekarze na to nie wskazują. W okresie saskim, gdy jeszcze aqua vitae – okowita, wódka, nie rozpanoszyła się tak jak dzisiaj, piwo i miód dokonały wystarczających spustoszeń. Do dzisiaj pozostało echo powiedzenia, że w okresie saskim, „za króla Sasa pij i popuszczaj pasa”. Piwo to też alkohol. Więcej wypitego piwa daje taki sam skutek. Ta sama ilość alkoholu jest wchłaniana przez organizm. Nie możemy dopuścić, żeby jakość została, powiedzmy, „rozwodniona” w ilości.
Drodzy państwo, gdy piwo zostanie wyłączone ze spisu alkoholi, na pewno dojdzie do tego, że i w szkolnych sklepikach będzie dostępne. Nastąpiło już ogromne rozpicie dorosłego pokolenia. Około 11 litrów alkoholu wypija rocznie statystyczny Polak. Ma w pełni słuszność pan senator Kuczyński, gdy mówi, iż Hitler z premedytacją chciał, żeby nastąpiło rozpicie polskiego narodu, chociaż nie przypuszczał, że będzie ono aż tak wielkie! Chciał tego dokonać dlatego, że pragnął zniszczenia narodu polskiego. Przez pakt Ribbentrop-Mołotow dał nam komunizm i dzisiaj w zaświatach może się cieszyć, że komunizm minął, ale rozpicie narodu polskiego będzie postępowało.
Mówimy, że samorząd może być deską ratunku. Tak się nie stanie, gdy on będzie decydował, nie zaś resort, nie urzędy. One są daleko, a więc trudniej o koterie i koncesje. Pan senator Pusz twierdził, że będzie to świadczyło o władczej pozycji samorządu, ale boję się, że będzie to pozycja aż nazbyt władcza. Szukając pieniędzy, przy dzisiejszej biedzie, samorząd będzie z łatwością wydawał pozwolenia na zwiększenie liczby punktów sprzedaży alkoholu. Dojdzie do tego, że stanie się, jak w Polsce przedrozbiorowej, w której karczmy były co krok, kilkanaście bądź kilkadziesiąt na jednej ulicy czy w jednej wsi. To samo, nie daj Boże, może się przydarzyć u nas i teraz.
Pan senator Stępień tłumaczy, że lepiej będzie, jeśli zaistnieje kontrola samorządu. Wydaje mi się to iluzoryczne. Bieda, pęd za pieniędzmi rozluźni kontrolę. Już teraz dochodzą nas głosy, w jak rozmaity sposób ściąga się i rozszerza podatki, na przykład rosną podatki za psy. Niektórzy mówią, że niedługo i trzymanie kota w domu będzie obłożone podatkiem. Podobno w którymś samorządzie lokalnym pojawił się i taki pomysł.
W poprawce do propozycji Komisji Inicjatyw i Prac Ustawodawczych jest mowa, żeby w pobliżu szkół, urzędów i kościołów nie było punktów sprzedaży alkoholu. I słusznie. Ale co to znaczy „w pobliżu”? Przecież można powiedzieć, że naprzeciw wąskiej dróżki wiejskiej już nie jest „w pobliżu”, bo po drugiej stronie. Uważam, że trzeba wyraźnie określić to „pobliże”. Proponuję poprawkę – paniom i panom senatorom przekazałem – żeby wyraźnie powiedzieć: „Nie wydaje się zezwolenia na prowadzenie sprzedany napojów alkoholowych w odległości mniejszej niż 100 metrów od szkół i innych placówek oświatowo-wychowawczych, opiekuńczych, obiektów kultu religijnego, obiektów wojskowych itd.”
Proszę pań i panów senatorów, wolałbym, żeby moja poprawka nie była rozpatrywana. Stanie się tak tylko wtedy, jeśli nasza izba przychyli się do wniosku senackiej komisji zdrowia i odrzuci przedstawioną nam nowelizację ustawy dotyczącej wychowania w trzeźwości społeczeństwa. Dlatego, iż ta ustawa wcale, wbrew nazwie, nie zmierza ku trzeźwości. Zmierza ona de facto ku zwiększeniu alkoholizmu w Polsce, a to jest niebezpieczne dla narodu. (Oklaski).