25 posiedzenie Senatu w dniu 30 października 1992 r.

PRZEMÓWIENIA SENACKIE

Senator Ryszard Bender:

Panie Marszałku!

Chciałbym się z Wysoką Izbą podzielić kilkoma refleksjami dotyczącymi – jak to się potocznie mówi – sprawy emerytur tak zwanych „mundurowych”.

Nie chcę przytaczać treści listów czy wypowiedzi telefonicznych, które docierają zapewne nie tylko do mnie, które mówią, że jak to może być, żeby w wolnej Trzeciej Rzeczypospolitej – która wyrosła z walki z poprzednim systemem narzuconym nam przez Kreml – ludzie, którzy ten system podtrzymywali, mieli specjalne emerytury. Natomiast ich ofiary albo ci zwykli ludzie, którzy pracowali normalnie, niejednokrotnie mieli emerytury obniżone; niedawno przecież zastanawialiśmy się tutaj nad obniżeniem rewaloryzacji emerytur. Ludzie rozdzierają szaty, niejednokrotnie pytają przez telefon czy w listach: jak wy, zwłaszcza w Senacie, możecie dopuścić do takiego postawienia problemu na głowie?!

Sądzę jednak, że należałoby przede wszystkim uściślić sprawę. Padały tutaj głosy, że chodzi o odebranie emerytur osobom „mundurowym”. Nie chodzi o odebranie, lecz o to, żeby mieli oni takie same emerytury, jak wszyscy obywatele. A jeśli nawet nieco wyższe – co przecież wynika z propozycji – to żeby nie mieli ich ci wszyscy, którzy od 1944 r. gorliwie służyli w systemie represji, jakim naród polski został poddany. Mowa była o służbie bezpieczeństwa, Urzędzie Bezpieczeństwa Publicznego, natomiast informacja wojskowa tak jakoś się nam prześlizgnęła, a przecież również istniała; niejednokrotnie była jeszcze gorsza, jeszcze bardziej dotkliwie uderzająca w naród i w wartości mu najbliższe.

Dalej, Milicja Obywatelska, bardzo dobrze, że pan senator Kępa ten problem podniósł… Przecież to były siły represji! To ci ludzie „łapali” nas, gdy nie chcieliśmy zgodzić się z likwidacją harcerstwa. Ci, którzy współdziałali w likwidowaniu, są dzisiaj nieraz na bardzo wysokich pozycjach w kraju! Trudno.

Ci właśnie szeregowi, a nie wysocy funkcjonariusze wyłapywali na mieście nas, gimnazjalistów, jak jakieś zwierzęta leśne i pakowali do piwnic Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego. W Lublinie, naprzeciw biblioteki KUL, przy ulicy Chopina 8, była kaźnia służby bezpieczeństwa. Wieczorem nie można było przechodzić tamtędy chodnikiem, ale nikt o tym nie wiedział. To strażnik, a nie wysoki funkcjonariusz, przepędzał, a nawet niejednokrotnie kopał tego, kto szedł chodnikiem nie wiedząc, że przechodzi obok budynku „specjalnego znaczenia”.

Chcielibyśmy rozgrzeszyć wszystko, co działo się po 1956 r. Ale któż, jeśli nie tamte służby bezpieczeństwa represjonowały nas za to, że występowaliśmy na wiecach 1956 r., a nawet za to, że byliśmy za zmianami, które później się dokonały. Tak – stwierdzano – ale po co to robiliście, to wszystko przecież było na niby, będziemy szli w należytym kierunku!

Zapominamy o opozycji roku 1956, o „polskim październiku”, o prześladowaniach.

KBW to przecież była organizacja represji. Oni szli świat, szli w kraj, na wieś polską. Szczególnie właśnie wieś była poddana represjom. Szukano podziemia, łapano nawet dzieciaki, wsadzano do piwnic Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego, gdzie ich rozstrzeliwano. Opowiadałem o tym, są świadkowie. Są księża, których – o cynizmie! – dopuszczano do spowiadania tych rozstrzeliwanych na podwórzu chłopaków! A gdy nie pomagało rozstrzeliwanie, dobijano ich drągami! Nie robili tego wysocy funkcjonariusze, bo ci siedzieli w gmachu Ministerstwa Spraw Wewnętrznych w Warszawie. To tamci łapali dzieci, wywozili je do kopalń, w których niszczyły one swoje zdrowie i życie. Warto byłoby zwrócić na to uwagę i specjalne emerytury dać właśnie tym dzieciakom, których później represjonowano w karnych kopalnianych kompaniach, w głębi ziemi!

Zarząd polityczny, wychowawczy… Jakież represje?! Przecież tutaj są złagodzenia! Jakie represje zarzuci się indywidualnie tym „politrukom”?! Tak samo później, po 1950 r., Główny Zarząd Polityczny Ludowego Wojska Polskiego… To indoktrynowanie nienawiścią do własnej historii, do przeszłości narodu, do walki o jego niezależność od wschodniego sąsiada! Jak to się udowodni, jeśli z góry nie powie się, że tam pracowali ludzie, którzy, rozumiemy, muszą żyć?! Niech mają wszystkie przywileje, jakie ma każdy obywatel, ale nie nadzwyczajne!

Mówiono tutaj o spłaszczeniu emerytur, że ono w ogóle nie powinno mieć miejsca! Ale, jeśli podstawa wymiaru emerytury jest w ogólnych zasadach spłaszczana, to nie można służbom specjalnym tego spłaszczenia łagodzić i dawać nie tylko 250%, ale nawet 300% podstawy! Nie może być szczególnego, ze specjalnymi dodatkami, traktowania „wyjątkowo” zasłużonych. Niech mają takie same uprawnienia, co wszyscy obywatele! Nie może być przywilejów branżowych; przecież są likwidowane, jak wspominał senator Mazurek.

Nie odbieramy im emerytur, chodzi o to, żeby nie przewyższały one w sposób gorszący emerytur, które otrzymują wszyscy obywatele.

Pracownicy MSW nie mają obecnie pewności, jaki będzie ich los. Jak to nie mają pewności? Przecież przepisy dadzą im przynajmniej te wszystkie prawa, które ma każdy obywatel! A więc mają pewność! A, że nie mają pewności, że będą wynagrodzeni extra ordinem, to już inna sprawa!

Są przepisy niewykonalne – mówił pan minister Milczanowski. Może dla pana. Panie Ministrze! Powinien pan wiedzieć, rządy się zmieniają, ministrowie też, ale prawo trwa! Należy wierzyć, że pański następca potrafi być bardziej racjonalny, bardziej liczący się z przeszłością narodu i odpowiedzialny za jego dzieje!

W związku z tym uważam, że trzeba i należy, że musimy poprzeć stanowisko komisji Senatu, z uwzględnieniem poprawek wniesionych przez panów senatorów Kępę i Mazurka.
Ja bym nawet odwrócił sytuację. Wiem, że z tego niewiele wyjdzie… Szkoda, że nie ustawiono systemu prawnego w ten sposób: wszyscy przedstawiciele tych różnych służb, nie będę ich wymieniał, bo to nawet trudno przez gardło przechodzi, wszyscy otrzymywaliby takie same emerytury, jak każdy obywatel. Byłaby natomiast możliwość podwyższenia tym – oby okazali się nader liczni, w co wątpię – którzy w służbach wykazali przyzwoitość, charakter, którzy nie upadlali siebie i narodu. Im trzeba byłoby przyznać wyższe emerytury! I to by naród zrozumiał!

Być może należałoby zwrócić uwagę na hasło, które, jak sądzę, znajduje w tej Izbie zwolenników, hasło Wielkiej Rewolucji Francuskiej: „Liberte, Fraternite, Egalite”. Mówimy o wolności, o braterstwie, a zapominamy o równości. A to też jest ważne! (Oklaski)

(…)

Senator Krzysztof Kozłowski:

Chciałem się tylko dowiedzieć, w jaki sposób poszczególni, kolejni już, mówcy wyobrażają sobie system emerytalny dla wojska i policji? Jeżeli mówimy tak: odbieramy im…

(Senator Ryszard Bender: Nie odbieramy, wyrównujemy.)

… No dobrze, ale na jakiej podstawie prawnej?! W jaki sposób?!

(Senator Ryszard Bender: Na podstawie prawa naturalnego.)

Mamy traktować ich jako urzędników? Przepraszam bardzo, jakie podstawy prawne gwarantowałyby tym ludziom tak zwane „normalne” emerytury?

(Senator Ryszard Bender: Prawo naturalne, poczucie uczciwości.)

Przepraszam bardzo, ale to jest niepoważne stawianie sprawy.

(Poruszenie na sali)

Wicemarszałek Józef Ślisz:

Czy jest ad vocem?

Senator Ryszard Jarzembowski:

Tak, ad vocem.

Chciałem zapytać pana senatora Bendera, który dał do zrozumienia, że był represjonowany, mówiąc „byliśmy łapani przez milicję”, zapytać, jak to się działo, skoro był posłem na Sejm PRL dwóch kadencji? Czyżby nie chronił pana immunitet?

(Senator Walerian Piotrowski: Panie Marszałku, ja w kwestii formalnej…)

Senator Ryszard Bender:

…tak proszę pana, to był rok 1949, kiedy za nierozwiązanie harcerstwa łapano nas, jak zające, na ulicy Nowogrodzkiej do urzędu bezpieczeństwa. Wtedy, proszę pana, nie myślałem, że ten immunitet będzie kiedyś mógł mnie chronić.

(…)

Senator Ryszard Bender:

Wysoki Senacie! Sprawa jest tak podniosła, że muszę zabrać głos z trybuny. Krzyż to nie jest zwykły symbol tylko dla chrześcijan, to symbol narodu polskiego. Muzułmanie walczący w bojach po polskiej stronie również odnosili zwycięstwa pod krzyżem. Godło państwowe miało krzyż, który, o ironio, nie został przywrócony w Trzeciej Rzeczypospolitej. To symbol chrześcijan, to symbol polskiego narodu.

Chcę powiedzieć, że krzyże wiszą w wielu parlamentach, nawet w tych powstałych w wolnych wyborach w krajach byłego bloku sowieckiego. Nikt nie ma o to pretensji, choć jeśli weźmiemy pod uwagę powyższy przykład, są tam i muzułmanie, którzy rozumieją taką sytuację.

Tyle w odpowiedzi senatorowi Wendemu. Niejeden z nas był pewnie w kongresie Stanów Zjednoczonych. Wiecie państwo, że każdą sesję otwiera nie tylko symbol krzyża, ale i modlitwa kapelanów trzech wyznań, którzy są w tym państwie na etacie kongresu.

Czy my, Polacy, ze względu na tysiącletnią tradycję chrześcijańską będziemy dążyli do tego, aby akt ogromnej odwagi senatora Czarnockiego „spalił na panewce”? Czy chodzi o to, żeby miejsce krzyża było rzeczywiście, jak sugeruje senator Wende, gdzieś w kąciku, a nie na tym eksponowanym miejscu. Nie wiem, ale wątpię, żeby wielu z nas uznało to za właściwe. (Oklaski)

Wicemarszałek Andrzej Czapski:

Dziękuję bardzo.

(Senator Edward Wende: Panie Marszałku, bardzo przepraszam. ponieważ zostałem wywo¬łany po nazwisku… )

Panie Senatorze, pan pozwoli… ja byłem wywołany wcześniej i chciałem odpowiedzieć, ale proszę bardzo.

Senator Edward Wende:

Przepraszam Panie Marszałku, ale chciałbym odpowiedzieć senatorowi Benderowi, że symbolem narodu i państwa jest orzeł biały z koroną i flaga biało-czerwona. Krzyż, niezależnie od tego czy walczyli pod nim muzułmanie, czy członkowie innych wyznań niechrześcijańskich, pozostawał i pozostaje symbolem wiar chrześcijańskich. Nie ma absolutnie żadnego znaczenia, czy ludzie innych wyznań walczyli pod tym symbolem.

Natomiast chcę powiedzieć, Senatorze Bender, że to miejsce nie nadaje się również ze względów technicznych. Kurtyna jest ruchoma i przy pierwszej próbie jej odsunięcia krzyż po prostu spadnie, a kurtyna się zniszczy. Trzeba więc znaleźć miejsce, w którym nie będzie on narażony na tak drastyczne zdarzenie, jak upadek na ziemię.

(Senator Ryszard Bender: Chciałem powiedzieć, że tak mówiono i robiono w dawnych czasach.)

Że krzyże spadały?

Wicemarszałek Andrzej Czapski:

Dziękuję bardzo…

(Senator Edward Wende: To jest godne potępienia, Panie Senatorze.)

Proszę nie kontynuować dyskusji między sobą, Panowie Senatorowie.

(Senator Józef Ślisz: Panie Marszałku, jeszcze jedna kwestia. Chciałbym przypomnieć, że regulamin nie zezwala na dyskusję nad oświadczeniem i proszę bardzo o zastosowanie się do tego.)

(Senator Edward Wende: To nie jest oświadczenie, a fakt, który zaistniał w Senacie.)

Dziękuję za zwrócenie mi uwagi.

(Rozmowy na sali)

(Senator Jerzy Madej: Panie Marszałku! Wysoki Senacie! Nie znajduję w regulaminie punktu, który nie zezwala, jak nazwał to łagodnie senator Wende, na samowolę senatorów w podejmowaniu takiej decyzji. Dziękuję bardzo.)

Jako prowadzący to posiedzenie uzurpuję sobie prawo do wypowiedzenia kilku zdań, pomimo że pan marszałek wezwał mnie do zamknięcia dyskusji. Część prezydium nie była poinformowana o tym fakcie. Chciałbym przynajmniej w swoim imieniu powiedzieć, że krzyż, jako ważny symbol, nie zasługuje na zawieszanie go w tajnych okolicznościach. To po prostu syndrom pewnych zachowań z okresu komunizmu, gdy potajemnie wieszaliśmy krzyże w odpowiednich miejscach.

(Senator Ryszard Bender: Jawnie nie można; jawnie nie można, trzeba tajnie.)

(Senator Edward Wende: Brawo!)

(…)