VII sesja Sejmu – 37 posiedzenie z 19 września 1988 r.
Łączna dyskusja nad sprawozdaniem komisji Nadzwyczajnej oraz wystąpieniem Prezesa Rady Ministrów
PRZEMÓWIENIA SEJMOWE
Poseł Ryszard Bender
Panie Marszałku! Wysoki Sejmie! Kryzys, głęboki kryzys nie tylko i nie tyle polityczny, co gospodarczy wbrew zaprzeczeniom rzecznika Rządu, od lat ogarnia kraj. Nie cofa się on, lecz potęguje z każdym rokiem, miesiącem, dniem. Pauperyzacja społeczeństwa, jego najniższych warstw dosięga szczytu, ludzie nie kupują masła, chociaż jest dostępne, gdyż wielu nie stać na zakup, a margaryny brakuje. Nie ma w sklepach cukru, dostawy 20 kg o 6 rano lub więcej, ale raz w tygodniu, a sacharyna, znana z czasów wojny, nieosiągalna. Sery są w sklepach rzadkością, o mięsie, wędlinach nie wspominam.
Czyż maże być gorzej – słyszy się w kolejkach, autobusach. Padają odpowiedzi, których pesymizm przeraża. Może być i będzie gorzej, gdyż niebawem i chleba nie będzie w codziennej sprzedaży.
Oby to się nigdy nie sprawdziło. Zaopatrzenie ludności w artykuły codziennego spożycia musi ulec radykalnej poprawie, i to szybko, od tego jest Rząd i planowa, jak głosiła propaganda, podobno najlepsza, najefektywniejsza na świecie gospodarka. Dajmy jednak spokój propagandzie, zerwijmy z nią, mówmy i postępujmy w gospodarce normalnie, przywracając prawa rynku nawet kosztem tzw. socjalistycznego planowania, którego skutki w gospodarce boleśnie odczuwamy.
W grudniu ubiegłego roku czytałem z tej trybuny Manifest PKWN, głoszący równość trzech sektorów gospodarczych: państwowego, prywatnego i rzeczywiście, a nie formalnie tylko spółdzielczego. Bez równouprawnienia tych dwóch ostatnich sektorów artykułów powszechnego użytku nadal będzie brakować, gdyż dla sektora państwowego, w całym świecie zresztą, najważniejszy jest przemysł ciężki. Przywróćcie wreszcie, panowie z większości rządowej, mechanizmy rynkowe w gospodarce. Manifest PKWN, tradycje NEP, „pierestrojka” w ZSRR daje ku temu okazję. Tam, w Związku Radzieckim rynek podobno ożywia się w stopniu już większym niż u nas. Nie opóźnijmy się.
Panie Premierze, łudził się Pan i pańscy ministrowie, że z dna ekonomicznego, w jakim się znaleźliśmy wskutek nieudolnej polityki kolejnych rządów, uda nam się wydobyć przez administracyjne dyrektywy i ekonomiczne teoretyzowanie. W reformę, także jej II etap, nikt dziś już nie wierzy. Nie uwierzyłby także w III, gdyby Pan Premier go ogłosił. Inflacja słów równa się dziś inflacji złotego, towarzyszy bowiem kolejnym etapom reformy. Model sprawowania władzy, a nie tylko Rząd, ulec winien poważnej zmianie.
Wysoka Izbo! Indolencja Rządu głównie w sferze spraw ekonomicznych legła u podstaw niepokojów społecznych, które ogarnęły kraj w bieżącym roku już dwukrotnie i oby po raz ostatni. Objęły one obok problemów gospodarczych, warunków bytowych ludności, także polityczne. Społeczeństwo w większości nie wierzy już w możliwość efektywnych zmian gospodarczych bez radykalnej reformy rynkowej, wyjścia kraju z ubóstwa, bez zmian politycznych.
Nie, w tej chwili nie chodzi o zmianę systemu władzy w Polsce, tak jak socjaliści brytyjscy nie myślą o zamianie monarchii na republikę. Romantyzm potrafimy dziś łączyć z realizmem politycznym. Chodzi o to, ażeby władza, dysponując wojskiem, milicją, przemysłem ciężkim, skoro nie potrafi z różnych względów, nawet tzw. obiektywnych, zapewnić dostatku materialnego państwu i obywatelom, zgodziła się na współrządy z innymi kręgami politycznymi i umożliwiła opozycji przedstawienie alternatywnego programu gospodarczego. A może będzie on nadawał się do realizacji i podreperuje, wesprze gospodarczo kraj?
Znowu żebyśmy się nie spóźnili z inicjatywami. Chodzi o to, żebyśmy zamiast efektywnego życia politycznego z oficjalną opozycją, biorącą odpowiedzialność za sprawy kraju, nie zadowolili się surogatem. Oprócz stowarzyszeń, obok „Solidarności”, która powinna jak najszybciej odzyskać należne jej miejsce w ruchu związkowym i działać oficjalnie, potrzebne są nie tylko istniejące, ale też nowe partie polityczne, zwłaszcza te o bogatej tradycji w Polsce przed 70 laty, odrodzonej. Mam na myśli w szczególności stronnictwa narodowo- i chrześcijańsko-demokratyczne.
Bez normalnego układu sił politycznych w kraju, efektywnego kompromisu politycznego w Polsce nie osiągniemy. A po cóż nam kompromis rachityczny? Chyba po to, by powrócić do zgubnego status quo ante. Nie zapominajmy również o młodzieży, zwłaszcza młodzieży akademickiej. Ona jest zbulwersowana, jest często nastawiona na „nie”. Należy ją pozyskać dla konstruktywnego współdziałania z krajem, z narodem, z państwem. Ma ona prawo do swojego NZS. Popieram stanowisko rektora Grzegorza Sałkowskiego, iż zarejestrowany NZS wypracuje również program pozytywny. Nie zarejestrowany prezentuje z konieczności program negatywny.
Wysoki Sejmie! Stół okrągły ma mieć miejsce w połowie przyszłego miesiąca. To dobrze, jest to owoc spotkania pana generała Czesława Kiszczaka z przewodniczącym „Solidarności” Lechem Wałęsą, a także ich współrozmówców biskupa Jerzego Dąbrowskiego i zastępcy członka Biura Politycznego Stanisława Cioska.
W wypowiedzi dla „Życia Warszawy” drukowanej 8 bm. wyraziłem sugestię, by stół stał się permanentny. Dodaję – w zawężonym, a nie coraz bardziej rozszerzanym składzie. Wiadomą jest rzeczą, że jeśli chcemy jakąś inicjatywę położyć, należy rozszerzać grono debatujących. Nie liczna Rada Porozumienia powinna wyłonić się z okrągłego stołu, ale Komitet Naprawy Gospodarki i Skarbu, jak w 1923 roku, przed reformą Władysława Grabskiego. Złożony obecnie z kilku – maksymalnie 10-15 osób, 1-2 najwyżej profesorów, reszta praktycy, menadżerowie, rekrutujący się po połowie (Oklaski) z kręgów władzy i opozycji. Komitet w aktualnej sytuacji powinien uzyskać nadzwyczajne pełnomocnictwa, a nowy gabinet rządowy je wykonywać. Obecny, dobrze, że ustępuje, nie potrafił on swych, może i poprawnych niekiedy koncepcji ekonomicznych, aplikować w życie codzienne kraju, podnieść poziomu życia obywateli i zamożności państwa.
Podtrzymuję też, to co powiedziałem przed kilku dniami w Paryżu w wywiadzie dla dziennika katolickiego „La Croix”: strajki wybuchną ponownie, ze zdwojoną siłą, gdy nie dojdzie do kompromisu politycznego i gdy ten nie zapewni zdrowej gospodarki rynkowej, wolnej od politycznej supremacji z obu stron. Obym był złym prorokiem, cieszyłbym się. Nowych strajków ugasić nie będzie łatwo. Na ich czele stają ludzie – jak wiemy – młodzi, niecierpliwi, mniej skłonni do ich zaniechania bez całkowitej realizacji postulatów, nie zawsze realnych.
Ekonomika nasza nie może podlegać ideologii. Zakładami pracy powinni kierować fachowcy, a nie ludzie polityki, desygnowani przez tę czy inną partię. Dyspozycyjność polityczna nie może decydować o kierowniczych stanowiskach, w szczególności w przemyśle, handlu, rolnictwie. Inaczej nie wyjdziemy z trzęsawiska gospodarczego, będącego także następstwem dominacji przez prawie cały powojenny okres, przez 40 lat, ideologii nad ekonomią.
Z drugiej strony związki zawodowe liczne, jak przed wojną, powiedzmy – klasowe, chadeckie, endeckie, solidarnościowe, jakie by nie były, niech politykę uprawiają w partiach, z którymi są czy będą związane, a nie w zakładach pracy. Tam sprawy produkcji i zarobków powinny je interesować, nie polityka.
Taką sytuację, wbrew obawom ułatwi, a nie utrudni pluralizm związkowy, który wcześniej czy później nastąpi, gdyż stanowi on istotę, naturę ruchu związkowego. Tak jest w całym świecie.
Sprawa ostatnia, Wysoka Izbo! Pozycja naszego państwa, w tym, to smutne, i narodu, w oczach wielu, zwłaszcza młodego pokolenia uległa pomniejszeniu. Cieszą się wrogowie Polski. Tradycyjny polski patriotyzm, który pokolenia w niewoli napawał dumą, w obozach koncentracyjnych i łagrach dodawał sił, by trwać i powrócić do ojczyzny – obniżył się. Jakże bowiem inaczej można ocenić fakt emigracji, porzucania kraju przez tysiące młodych wykształconych ludzi, urodzonych i wychowanych w Polsce Ludowej. Czy to wyłącznie ich wina i środowiska rodzinnego? Nie, także a nawet przede wszystkim państwa, kolejnych rządów, ubogich struktur społecznych i gospodarczych. Nie potrafiono i nadal nie potrafimy zapewnić młodzieży realizacji jej aspiracji, pozycji w życiu publicznym, mieszkań, godziwych warunków egzystencji.
Radzi są z tego obcy, widząc jak Polska wyzbywa się młodego, wykształconego, rzutkiego pokolenia, które oni wchłoną i zasymilują. Przerwać ten proces może jedynie zmiana sytuacji ekonomicznej i społeczno-politycznej w kraju, która da nadzieję młodym, że w ojczyźnie swojej znajdą optymalne warunki dla własnego rozwoju i efektywny wpływ na kształtowanie współczesnego oblicza Polski.
Panie Przewodniczący Rady Państwa! Jako historyk wiem, ile Polska straciła, jako czynny w życiu politycznym domyślam się ile zyskałaby, gdyby w XIX wieku przed powstaniem styczniowym Andrzej hrabia Zamoyski zgodził się przejechać wspólnie powozem z margrabią Aleksandrem Wielopolskim – Krakowskim Przedmieściem.
O ileż byłaby inna sytuacja w Polsce odrodzonej, międzywojennej, gdyby zamiast zwrotów: „szlachetny socjalista” i „kochany panie Romanie”, ci dwaj wielcy mężowie stanu – Józef Piłsudski i Roman Dmowski podali sobie ręce i wystąpili publicznie, zamiast boczyć się.
„Polska zyska dziś wiele i w przyszłości, gdy Pan, Panie Generale wraz z pierwszym w naszych dziejach laureatem Pokojowej Nagrody Nobla wystąpicie wspólnie w sprawach dotyczących najżywotniejszych interesów Polski – kompromisu politycznego i społeczno-gospodarczych przeobrażeń w kraju. (Poruszenie na sali)
O to samo apeluję do Lecha Wałęsy. Podejmijcie jeszcze raz próbę. Poderwać możecie Panowie, jak nikt dotąd, naród do wielkich czynów. Rzeczpospolita Polska wzrośnie wówczas w siłę i znaczenie, zajmie należną pozycję w rodzinie narodów Europy. Zadziwią się obcy, radością i nadzieją – nie wątpię – napełnią się serca Polaków. (Oklaski)