V sesja Sejmu – 28 posiedzenie z 28 grudnia 1988 r.
Łączna dyskusja nad projektami: budżetu i planów finansowych na 1988 r.; uchwały dot. cen urzędowych oraz sprawozdaniem Komisji Rolnictwa, Leśnictwa i Gospodarki Żywnościowej.

PRZEMÓWIENIA SEJMOWE

Poseł Ryszard Bender

Panie Marszałku! Wysoki Sejmie! Jesteśmy już po referendum, uchwaliliśmy 5 grudnia br. blisko 300 mld zł deficytu w budżecie naszego państwa, święta przeszły spokojnie. Nie cieszmy się nadmiernie, cały nowy rok przed nami, a z nim trudności ekonomiczne, które społeczeństwa nie ominą. Co z tego wyniknie? Bóg raczy wiedzieć. Obyśmy znów nie znaleźli się na krawędzi dziejowej, tego Polsce i światu nie potrzeba.

Tak, to prawda, z wirażu politycznego z grubsza wyszliśmy. Zasługa to narodu realnie patrzącego na rzeczywistość, Kościoła polskiego, gen. Jaruzelskiego i Rządu. Podjęto szereg działań takich m.in., jak uwolnienie więźniów politycznych, co umożliwiło zmianę atmosfery politycznej w kraju. Dziś, mimo cenzury, mówi się i pisze w Polsce śmielej niż gdzie indziej.

Wysoka Izbo! Z gospodarką naszą nadal jest źle. Jej braki, jej nieefektywność rodzi biedę, przyczynia się do pauperyzacji społeczeństwa i państwa. Jesteśmy zadłużonym, jednym z najuboższych państw w Europie, z pieniądzem jakże słabym. Mówił o tym dzisiaj z całą otwartością pan prezes Baka. I to wszystko ma miejsce po 44 latach oddziaływania najwyższej ekonomii, nie kapitalistycznej. Fakt ten przyćmiewa wyżej podniesione osiągnięcia pozaekonomiczne.

Przedłożony nam dzisiaj budżet przewiduje wydatki państwa wyższe od dochodów. Do czego to zaprowadzi? Do ponownej korekty ustawy budżetowej pod koniec przyszłego roku. Czy to przejdzie? Pamiętamy 5 grudnia br. Sejm zaledwie większością 13 głosów zatwierdził uchwałę o tegorocznym deficycie. Niech Rząd weźmie to pod uwagę.

Poszczególne pozycje budżetu państwa budzą niepokój. Wydatki na naukę, szkolnictwo wyższe i całą kulturę mają wynieść w 1988 r. 303.797 mln zł. Natomiast na administrację, wymiar sprawiedliwości, prokuraturę, bezpieczeństwo publiczne wydamy już więcej 374.827 mln zł, a dotacje dla przedsiębiorstw pochłoną 664.089 mln zł. Te ostatnie wydatki będą ponad dwukrotnie wyższe od planowanych na naukę, uniwersytety, całą kulturę polską.

Panie Premierze! Tempo zmniejszania dotacji nie może zmaleć mimo całokształtu spraw związanych z referendum. Wbrew temu co Pan powiedział w Sejmie 5 grudnia, ograniczanie dotacji trzeba przyspieszyć, nie zmniejszać. Pańskich ministrów głowa w tym, jak to zrobić. Niech część np. pieniędzy dawanych przedsiębiorstwom przekażą oni robotnikom, a pracować ci wówczas będą z wydajnością przejawianą w firmach polonijnych i za granicą.

Wysoki Sejmie! Społeczeństwo polskie wielokrotnie, niekiedy gwałtownie, dawało wyraz temu, że pragnie reform gospodarczych. Chce ono jednak wiedzieć, jakie będą to reformy i jak będą one realizowane. Przeciąganie reform w czasie podważa ich efektywność, czyni je mało realnymi.

Słyszałem zdania: niechże Rząd, przeprowadzając reformę, skupi się na jednym, dwu niedomaganiach i rozwiąże je do końca, np. sprawę mieszkań, tragiczny problem lekarstw. Wielu ludzi nie wierzy w realność obecnej reformy, w rychłą poprawę sytuacji ekonomicznej w kraju.

Ma miejsce emigracja, przeważnie ludzi młodych – zarobkowa, nie polityczna, która martwi, ale zrozumieć ją trzeba. Część ludzi pamięta, że i w przeszłości podejmowano wielce obiecujące reformy i nic z nich nie wyszło. Fakty są potrzebne.

Niedostatki, braki w zaopatrzeniu, jak były bowiem tak i są. Nie, nie zawsze one występowały w takim nasileniu. Zaraz po straszliwych zniszczeniach, w kilka lat po wojnie, w latach 1947-1948 artykułów powszechnego użytku nie było w nadmiarze, ale nie brakowało jak dziś. Dlaczego? Bo jeszcze wtedy sektor państwowy nie uzyskał monopolu, nie zdominował całkowicie rolnego przemysłu, nie wyniszczył rzemiosła, nie usunął na margines życia gospodarczego prywatnego handlu. Pamiętano wtedy, że Manifest PKWN, trzymam go w ręku, zapewniał równoprawną egzystencję w państwie trzem równorzędnym sektorom gospodarczym: państwowemu, spółdzielczemu i prywatnemu. Manifest przywracał własność zrabowaną przez Niemców „chłopom, kupcom, rzemieślnikom, drobnym i średnim przemysłowcom, instytucjom i Kościołowi”. Wyraźnie w Manifeście napisano: „inicjatywa prywatna wzmagająca tętno życia gospodarczego również znajdzie poparcie państwa”.

I cóż z tego pozostało? Nawet słów się nie pamięta. Kto dziś zorientuje się czy kupuje w sklepie państwowym czy spółdzielczym. „Inicjatywę prywatną”, jej surogat współczesny dostrzeżemy, wchodząc do sutereny lub drewnianego kiosku po warzywa, których w PRL, dzięki tym po macoszemu traktowanym sklepikom, nie brakuje.

Panie Premierze! Deficyt budżetowy byłby mniejszy lub nie istniałby w ogóle, gdyby wzrosły wpływy z gospodarki prywatnej. Ale ten ostatni wyraz Pańskim ministrom, proszę wybaczyć, w ogóle nie chce przejść przez usta.

Zamiast gospodarka prywatna w rządowych dokumentach czytamy nie uspołeczniona. Tworzy się świat iluzji zamiast realnego. Rząd stara się leczyć gospodarkę usprawnieniami administracyjnymi, które nie przynoszą efektów dla budżetu państwa. Dzisiejsza debata to wykazuje. Jest to leczenie objawów – nie przyczyn. Trzeba zmienić system własności, przywrócić trójsektorową własność z państwową, ale też z rzeczywiście spółdzielczą i gospodarką prywatną włącznie.

Powróćcie panowie marksiści do źródeł! Nie trzymajcie się kurczowo późniejszych deformacji. Przyniesie to korzyści ekonomiczne i zyska aprobatę społeczną, urealni gospodarkę.

Obywatele Posłowie! Mówiłem w tej Izbie 28 stycznia, że w NRD istnieją 2 283 masarnie, zatrudniające 17.634 osoby. Dodam, że w NRD co drugą bułkę wypieka prywatny piekarz, 12% w handlu detalicznym to obroty handlu prywatnego, 70% napraw sprzętu domowego dokonują prywatni rzemieślnicy, a roboty remontowo-budowlane prawie w całości przeprowadzają firmy prywatne. Przysparzają one dochodu państwu, nie deficytu. A socjalizmu w NRD to wszystko nie zachwiało.

Wiemy też, że w Związku Radzieckim otwarto szerokie pole dla inicjatyw prywatnych. Podobnie dzieje się w Chinach. Czy nie zostajemy w tyle? Nie odczuwam nadmiaru informacji prasowych, radiowych, telewizyjnych w tej materii.

Panie Marszałku! Nie należy łączyć całej nadziei społeczeństwa na wyjście z kryzysu ekonomicznego z Sejmem, bo to dalekie od ścisłości. Nie można mówić, Panie Marszałku Malinowski, że „o dalszych losach reformy zadecydujecie Wy – Obywatele Posłowie”. Nie, zadecyduje o tym Rząd. O dalszych losach reformy przesądzi zaradność Rządu bądź jego nieudolność. My posłowie możemy ułatwić Rządowi zadanie wyłącznie przez dobre ustawy, które szczegółowo rozwinie Rząd i będzie za to odpowiedzialny. Dobre ustawy to nie ustalanie przez Sejm cen urzędowych na płatki jęczmienne, mąkę kukurydzianą, zeszyty 16- i 32-kartkowe, obuwie domowe, niemowlęce i poniemowlęce, tetrę pieluszkową. A i tego się od nas żąda i za chwilę mamy się w tej sprawie wypowiedzieć. Któryż parlament w Europie podejmuje uchwały w tak szczegółowych kwestiach? Sejm może pochwalić Rząd za udaną politykę cen lub zganić za błędną. Nie powinien natomiast zgodzić się na przerzucanie przez Rząd odpowiedzialności za obowiązujące ceny, także urzędowe, na parlament. Ta materia należy do Rządu.

Wysoka Izbo! Oburza mnie wystąpienie prasowe pana Franciszka Stępniaka dyrektora departamentu w Ministerstwie Finansów. Zapowiedział on, że podwyżek cen nie będzie ani w grudniu, ani w styczniu przyszłego roku. Wolno mu to stwierdzić, wiadomość niejednego ucieszy. Argumentacja budzi jednak sprzeciw. Pan dyrektor sugeruje, że czas i wysokość podwyżek cen zależą od Sejmu, od uchwalenia budżetu, co się przeciąga. Załóżmy, że uchwalenie budżetu przesunie się w czasie dalej niż pan dyrektor przewiduje. To co? Czy ceny pozostaną do lata te same? Należy jasno powiedzieć, w jakiej mierze Rząd powiąże ruch cen z budżetem – to jego sprawa. Czy podniesie ceny już teraz, czy dopiero po uchwaleniu budżetu i o ile podrożeją poszczególne artykuły, to zależy wyłącznie od Rządu, od jego wyczucia chwili i konieczności ekonomicznych. Posłowie mogą wysunąć sugestie, Rząd może je wziąć pod uwagę, lub pominąć po głębszym rozważeniu. Decyzja co do czasu ogłoszenia podwyżki cen, jej zakresu i wysokości zależy od Rządu i tylko od Rządu, nie od Sejmu.

Nie wykluczam, posłowie z czasem może pochwalą decyzję Rządu w sprawie cen bądź odniosą się do niej krytycznie. Ułatwi to Rządowi uzyskanie absolutorium lub utrudni. Taka jest normalna praktyka parlamentarna na świecie.

Z Sejmu nie można czynić „kozła ofiarnego”, na którego zrzuca się odpowiedzialność za niepowodzenia polityki ekonomicznej w kraju. Takie próby dostrzegam. Sejm uchwala ustawy, ich szczegółowe wykonanie – lepsze lub gorsze, należy do Rządu. Nie zapominajmy o tym. (Oklaski)