IV sesja Sejmu – 17 posiedzenie z 18 marca 1987 r.
Dyskusja nad informacją Rządu o kierunkach i zadaniach polityki zagranicznej PRL oraz o sytuacji międzynarodowej.
PRZEMÓWIENIA SEJMOWE
Poseł Ryszard Bender
Panie Marszałku! Wysoki Sejmie! Wysłuchaliśmy relacji pana Ministra Orzechowskiego o polityce zagranicznej Rządu. Obaj jako historycy, znamy dokumenty, sprzed kilkudziesięciu nawet lat, które stanowiły, że Polska nie istnieje, nie ma polskiej polityki zagranicznej.
Dziś w odmiennej sytuacji chodzi o to, ażeby politykę zagraniczną kształtować możliwie optymalnie w interesie niepodległego narodu. Zgadzam się więc z panem Ministrem, że otwartego układu terytorialnego w Europie zaakceptować nie możemy. Byłby to koń trojański dla nas, zagrożenie dla naszej obecności na ziemiach piastowskich.
W expose pana Ministra usłyszeliśmy wiele ważkich stwierdzeń. Inne wymagałyby może dłuższej refleksji, ale czas wystąpień posłów jest ograniczony, pora już przedobiednia. Zwrócę więc uwagę tylko na niektóre przejawy naszej polityki zagranicznej w bieżącym roku.
Niezwykle ważna była w styczniu historyczna wizyta pana Przewodniczącego Rady Państwa gen. Wojciecha Jaruzelskiego w Watykanie. Następnie dokonujący się dosłownie na naszych oczach zwrot na lepsze w stosunkach polsko-amerykańskich. Cieszy to, sądzę, wszystkich, rozsądnie patrzących na świat za oceanem i u nas w Polsce. Abstrahuję od dotychczasowych międzyrządowych zadrażnień. Jeden z przedmówców powiedział – dajmy spokój przeszłości, patrzmy w przyszłość. I słusznie. Wystarczająco, jeszcze do niedawna, rozszczepiał na czynniki pierwsze, w swych wystąpieniach telewizyjnych, polsko-amerykańskie zadrażnienia rzecznik prasowy Rządu. Dorze, że zmniejszył impet. I pan Minister odetchnie i telewidzowie będą mniej zirytowani. Sympatia bowiem wcale niemałych kręgów społeczeństwa polskiego do Stanów Zjednoczonych, z racji chociażby dziejowych, jest duża. Wystarczy wymienić z jednej strony Tadeusza Kościuszkę, Kazimierza Pułaskiego, z drugiej Prezydenta Woodrow Wilsona. Myślę, czas biegnie, o podstawach tego zjawiska. W niektórych przejawach wydaje mi się ta sympatia jest analogiczna do naszych romantycznych XIX-wiecznych afektów żywionych względem Napoleona I, „Napoleonka” czy Napoleona III. Taka jest rzeczywistość.
Wizyta sprzed ostatnich dni, pana przewodniczącego sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych Józefa Czyrka w Stanach Zjednoczonych może i powinna stanowić przełom w stosunkach między obu krajami, bliskimi sobie chociażby przez fakt zamieszkiwania tam paru milionów Polaków. Należy wierzyć, że zabliźni ona wcześniejsze urazy i rozwinie nici wzajemnej sympatii i pomocy ekonomicznej również. Przyniesie to Polsce tylko korzyść. Wyjazd do Stanów Zjednoczonych pana sekretarza Czyrka świadczy dobrze o polskiej polityce zagranicznej, wskazuje, że potrafi stawać się realistyczna, zgodna z odczuciami społecznymi.
Wysoka Izbo! Świat, jego polityka zagraniczna i wewnętrzna w poszczególnych krajach jest obecnie w niebywałym ruchu, zmienia się, dostrzegamy to wszyscy. Dziś ciepły wiosenny wiatr czujemy, że wieje również od Wschodu. I sprawa niebagatelna. W Polsce przez wielu przyjmowany jest z uznaniem, nadzieją. Każde prawie wystąpienie publiczne pana sekretarza Gorbaczowa budzi zainteresowanie i jakże często akceptację. Polacy w lot pojęli, że „głasnost” to nadzieja na wyjście z szablonów życia społecznego i ekonomicznego dla wielu społeczeństw, nie tylko radzieckiego. Wystarczy wsłuchać się w rozmowy prowadzone w kolejkach sklepowych, w pociągach, w przedziałach zarówno II, jak i I klasy.
W ubiegłym miesiącu usłyszeliśmy stwierdzenie pana Przewodniczącego Rady Państwa, gen. Wojciecha Jaruzelskiego, że „…popieramy wszystko to, co czyni Michaił Gorbaczow, którego energia, odwaga, dalekowzroczność zasługują na naszą szczerą polską sympatię”. Dobrze byłoby słyszeć podobne enuncjacje częściej, także z ust innych eminentnych postaci naszego życia publicznego. Rozpraszałyby one pesymistyczne niekiedy mniemania, że wolimy tkwić we własnym sosie – „byle polska wieś spokojna”.
Jak ważne to są wszystko sprawy, świadczy najlepiej fakt, iż Prymas Polski ksiądz kardynał Józef Glemp skierował na moskiewskie forum pokojowe w połowie lutego, gdzie pana Gorbaczowa oklaskiwał prof. Sacharow (kiedy w Polsce będziemy świadkami podobnych wydarzeń?), dwóch swoich przedstawicieli, wśród nich z mojego uniwersytetu znalazł się ks. Joachim Kądziela, dziekan wydziału nauk społecznych KUL.
Wysoki Sejmie! Polacy, my wszyscy, jesteśmy społeczeństwem, które potrafi akceptować to wszystko, co wzniosłe, co postępowe, co rzeczywiście służy pokojowi, niezależnie od tego, czy pojawia się ze Wschodu, z Zachodu czy z innego kierunku. Wielką szansą dla nas była i jest polityka zagraniczna NRD, państwa, które granice na Odrze i Nysie uznało bez najmniejszych zastrzeżeń. Spaja to dobrosąsiedzkie stosunki, sprzyja pokojowi w Europie i na świecie. Nie służy temu natomiast pojawianie się w NRD, coraz częstsze, prac historycznych gloryfikujących postaci, które sprusaczały Niemcy, które występowały przeciw prawu Polski do niepodległego bytu. Autorzy tych prac o Fryderyku II, o Bismarcku, nie pomagają dalszemu zbliżaniu naszych narodów. Nie sądzę, żeby dla nich, jak niegdyś w XIX wieku dla Heinricha Treitschkego, idealna Europa to była Europa dwóch stolic, Berlina i Petersburga, bez Warszawy. Co z tego wynikło, pokazała już I wojna światowa. A II tez coś dopowiedziała.
Wysoka Izbo! Jakże inne treści, także historyczne, zawarł w swym tekście pan Leonid Poczywałow, a zamieściła ten tekst „Literaturnaja Gazieta” w numerze 6 z bieżącego roku. Ileż tam zrozumienia dla naszych dziejów, dla naszej tradycji warunkującej współczesność. I żal bierze, że ingerował jakiś su¬percenzor, chyba bardziej wpływowy niż pan prezes Głównego Urzędu Kontroli Publikacji i Widowisk, któremu pragnę podziękować za przesłaną mi odpowiedź, niestety, nieprzekonywającą, związaną z poprzednim moim przemówieniem. Jak bowiem inaczej wytłu¬maczyć fakt, że w prasie codziennej pojawił się tylko wywiad tego radzieckiego dziennika¬rza z ks. Prymasem Glempem, a jego wpro¬wadzenie do tej rozmowy z Prymasem Polski musiało czekać na publikację kilka dni.
Świat staje na głowie – powiedział mi taksówkarz warszawski. Tym razem Pryma¬sa puszczają, Sowieta zatrzymują. Jaka to logika – dodał – przymrużając filuternie oko.
Panie Marszałku! Wiem, że z woli Prezy¬dium Sejmu mogę mówić kilka minut, a nie kilkanaście. O ile Pan Marszałek pozwoli, po¬ruszę jeszcze inne tematy, które będą przed¬miotem naszych obrad, a nie chcę drugi raz cisnąć się do dyskusji, choć na takie drugie wystąpienie regulamin pozwala.
Dobrze stało się, uważam, że przeniesiono z dzisiejszych obrad ze wszechmiar słuszny – to prawda – projekt ustawy o uprawnieniach kombatantów. Nie był on dopracowany. Pragnę zwrócić uwagę, że delegacja dla Rady Ministrów jest tam bardzo szeroka. Oby z czasem Trybunał Konstytucyjny nie negował rozporządzeń rządowych, wynikających z tej delegacji, tak jak to uczynił ostatnio – i słusznie – w sprawie przyjęć na studia me¬dyczne.
Za nieprzekonywające muszę uznać uza¬sadnienia dotyczące rządowego projektu zmia¬ny ustawy o ORMO. Z ochotniczej tworzy się de facto struktura niebywale sformalizowana, z prawem dla członków używania m.in. aerozo¬lowych środków obezwładniających. Tak więc nie tylko zawodowi stróże porządku, ale i nie¬którzy z nas, cywilów, będą ustawowo mieli prawo obezwładniania innych. Rozumiem, że w sytuacjach specjalnych, ale oni będą arbi¬trami. Obok równych obywateli pojawią się równiejsi, silniejsi zarazem. Czy to kiedyś, przy masowym zjawisku, jak bumerang nie obróci nie przeciw inicjatorom tej innowacji?
Wysoki Sejmie! Już bliska jest wizyta w naszym kraju Ojca Świętego Jana Pawła II. Wiążemy z nią wszyscy, rządzeni i rządzący – sądzę – też, nadzieje, że służyć ona będzie pogłębieniu zgody narodowej, prawdziwemu bożemu ładowi w naszej ojczyźnie. W tym czasie powinny wygasnąć ogniska zapalne, te przynajmniej, którym przy wzajemnej dobrej woli możemy zapobiec. Dziś jeszcze nic nie wskazuje na to, że pragnienie mieszkańców dzielnicy Czechów w Lublinie ziści się przed wizytą papieską. Pragną oni kościoła w wy¬modlonym przez siebie miejscu. Tam, gdzie przed laty wznieśli krzyż, przy ul. Karola Li¬pińskiego. Lokalne władze urbanistyczne i inne z uporem godnym lepszej sprawy wyzna¬czają lokalizację przy innych ulicach – Kom¬pozytorów, Radzyńskiej, byle nie tam, gdzie postawiono krzyż. Mieszkańcy Czechowa 4 lu¬tego 1987 r. zwrócili się w tej sprawie do pana Bolesława Manowca ze Stronnictwa De¬mokratycznego, partii współrządzącej w kra¬ju. Wiem, że pan poseł Manowiec skierował w tej sprawie pismo do pana prof. Adama Ło¬patki – Ministra – Kierownika Urzędu ds. Wyznań w Warszawie. Proszę gorąco pana Mi¬nistra o przychylne stanowisko, a jeśli nie jest to nietaktem, apeluję do władz naczel¬nych Stronnictwa Demokratycznego o wspar¬cie wysiłków członka ich Klubu Poselskiego. O dobrą sprawę idzie, o wygaszanie napięć, o zgodę narodową, o godne powitanie przybywa¬jącego do Polski Jana Pawła II. Dziękuję. (Oklaski)