II sesja Sejmu – 8 posiedzenie z 31 marca 1977 r.
Łączna dyskusja nad informacją Rządu oraz projektem ustawy o dalszym zwiększeniu emerytur i rent.
PRZEMÓWIENIA SEJMOWE
Poseł Bender Ryszard
Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Komparatystyka, porównawcze ujmowanie problemów, jest metodą bardzo owocną dla analizy wielu zjawisk, ale jakże ją zastosować do dzisiejszych naszych obrad dotyczących polityki socjalnej, tak z rozmachem prowadzonej w naszym kraju. Polityka socjalna zapoczątkowana w Polsce po grudniu 1970 roku pod względem intensywności nie ma sobie równej w powojennych dziejach naszego kraju. Milowymi krokami nadrabia zaległości. Podejmuje inicjatywy, których nie ośmielały się ruszyć poprzednie ekipy rządzące. Poprzestawały one zazwyczaj na tym co przed pół wiekiem zainicjowano w tym zakresie. Szukam analogii historycznej. Śmiało chyba rzec można, bez przesady, że od przełomu lat 1918/1919, od czasu PPS-owsko Wyzwoleniowego rządu Jędrzeja Moraczewskiego, dopiero po grudniu 1970 roku Edward Gierek z nowym Biurem Politycznym pchnął lawinę wielorakich rozwiązań palących problemów socjalnych. Nastąpiło m.in. ubezpieczenie rzemieślników – bliskich klasie robotniczej swoją znojną pracą, taką, jak ich – zwiększono urlopy macierzyńskie dla kobiet, umożliwiono szybsze przechodzenie na emeryturę niewiastom i mężczyznom o długim stażu pracy, objęto bezpłatną opieką lekarską indywidualnych rolników i ich rodziny. W przygotowaniu jest, jak się dowiedzieliśmy dzisiaj z informacji Prezesa Rady Ministrów, akt prawny dotyczący zapewnienia indywidualnym rolnikom emerytur. Należy sobie życzyć jedynie, ażeby Rząd jak najszybciej odpowiedni projekt ustawy skierował do laski marszałkowskiej.
Wysoka Izbo! Przejdę do projektu ustawy najbardziej związanej z programem socjalnym, zaprezentowanym w wystąpieniu pana Premiera, do projektu ustawy o dalszym zwiększaniu emerytur i rent. Od siebie i w imieniu kolegów z Koła Poselskiego „Znak” stwierdzić pragnę, iż generalnie nań patrząc, jest to dobry, omówię może mało dosadnie – bardzo dobry projekt. Stanowi on znaczny krok naprzód w dotychczasowym ustawodawstwie.
Sukcesywnie, jak wiemy z materiałów nam przedstawionych, w ciągu czterech lat, od bieżącego roku począwszy po rok 1981, podwyżką objętych zostanie 2,6 mln świadczeń przyznanych do końca 1974 r. I to nie tylko z systemu powszechnego zaopatrzenia emerytalnego, ale i z innych systemów: spółdzielczego, agencyjnego, rzemieślniczego itd.
Na rok 1981 najniższą kwotę emerytury projekt ustala na 2000 zł, chociaż jeszcze na VIII Kongresie Związków Zawodowych wydawało się, że poza emeryturę w wysokości 1800 zł w 1980 r. nie uda się wyjść.
Wzrastają stawki procentowego naliczania emerytury od zarobku w części do 2000 zł o 10%, a w pozostałych o 5%, przy rentach zaś rodzinnych ten procentowy wzrost jest jeszcze większy.
Znacznie podwyższana została, bo do 24 tys. zł rocznie, a w szczególnych wypadkach, jak z materiałów nam doręczonych wiemy, będzie jeszcze mogła być wyższa, górna granica zarobków nie powodująca zawieszenia emerytury. Bardzo ważne to postanowienie. Bezsprzecznie pomagamy tym emerytom, pomagamy w ten sposób jednak i sobie. To też warto podnieść. Potencjał ich wiedzy, ich talentu, doświadczenia nadal stoi dla nas otworem. Nie wolno z tego potencjału nic uronić, mimo ze ludzie ci przeszli na emeryturę.
Szczególną chwałę obecnemu projektowi przynosi uhonorowanie ponad 0,5-milionowej rzeszy najstarszych wiekiem emerytów i rencistów. Po raz pierwszy w dziejach naszego kraju przejawiamy taką troskę o tych sędziwych ludzi. Ci spośród nich, którzy osiągnęli lub osiągną po wejściu w życie ustawy 80 lat uzyskają od razu najwyższe świadczenia przewidziane dla innych w 1981 roku. Otrzymają oni ponadto nowe świadczenia przysługujące obecnie inwalidom I grupy, mianowicie 500-złotowy dodatek. I to bez obowiązującej dotąd, trudnej niekiedy przy ich wieku i krępującej – jak to trafnie zauważyła sprawozdawczyni poseł Irena Sroczyńska z Komisji Pracy i Spraw Socjalnych – procedury orzekania o inwalidztwie. Dla wielu taka procedura była krępująca. Z kolei osoby 75-letnie podwyżkę emerytur i rent uzyskają w dwóch etapach w bieżącym roku i w 1979 r. Tu chciałbym chwilkę się zatrzymać. Też ważne to postanowienie, że w dwóch etapach otrzymają oni emerytury. Zauważyć jednak trzeba, iż z tzw. tablicy wymieralności wynika, że właśnie tuż po osiągnięciu 75 lat życia zwiększa się gwałtownie umieralność. Czy więc w przyszłych aktach prawnych nie obniżyć wieku sędziwego do 75 lat i tym osobom, które ten wiek osiągnęły nie przyznać dodatkowych świadczeń socjalnych? Warto to chyba w przyszłych projektach rządowych rozważyć.
Wysoka Izbo! W przedrozbiorowej Rzeczypospolitej Polskiej panis bene merentium – ten chleb dobrze zasłużonych – otrzymywali dobrze urodzeni w postaci starostw niegrodowych. Dziś starostw nie ma, podobnie jak wójtostw, chociaż cieszą ucho brzmieniem starodawnym sołtysi i wojewodowie, niedawno do języka codziennego z powrotem wprowadzeni. Inne zresztą obecnie czasy, inne prawa, inne obyczaje. Nie starostw wymaga pełen zasług dla kraju wiek sędziwy i trud pracy podjętej nierzadko jeszcze w latach zaborów, a kontynuowany w Polsce odrodzonej i za władzy ludowej. Nagrodą słuszną dla tych ludzi – uprzywilejowany w dobrym słowa znaczeniu – system emerytalny, który dzisiaj uchwalamy.
Przysłowie mówi, że nie ma rzeczy doskonałej pod słońcem. Tak więc i w omawianym projekcie ustawy – Rząd chyba nie odbierze tego z nadmierną krytyką – jawią się pewne braki. Zastanówmy się więc nad paru kwestiami, np. robotników, byłych chłopów, którzy późno zaczęli pracę zawodową; może im zabraknąć tych kilku lat potrzebnych do stażu pracy, przy którym przysługuje emerytura. Czy będą jej pozbawieni, czy nie? Czy nie warto w przyszłym projekcie – jeżeli to jest już uwzględnione, to dobrze – nad tym się zastanowić?
Chciałbym zwrócić uwagę również na problem emerytur socjalnych. Chodzi o osoby, które by w jakiś sposób nie uzyskały praw do emerytury. To są nieliczne wypadki, ale są. Komuś zabraknie parę lat pracy, ktoś inny miał wypadek losowy. Dam skrajny przykład – sklepikarz bankrutuje (to u nas nie grozi, sklepikarz nie zbankrutuje), ale jeżeli taka sytuacja będzie miała miejsce, czy ma iść po opiekę socjalną do pomocy społecznej, czy byłyby przewidziane emerytury socjalne? Tutaj, w tym wypadku, brzmienie też nie jest bez znaczenia. Nie ruszamy dotychczas w ustawie kategorii inwalidztwa, ich liczby. Są trzy kategorie inwalidztwa – czy nie pomyśleć o czterech lub pięciu? Może byłoby wówczas łatwiej właściwie ustawić sprawę. Nie przeprowadza się nowych charakterystyk inwalidztwa. Wczoraj mówiono mi o takim wypadku, że dyrygent, który był w terenowych wyjazdach ze swoją orkiestrą, na skutek przeciągów (w które niektórzy nie wierzą, a jednak one w grę wchodzą) – stracił słuch. Poza tym to człowiek zdrowy, silny. Dostał jednak trzecią kategorię inwalidztwa. Przecież w jego zawodzie to jest pierwsza kategoria inwalidztwa. Zastanowić się nad tym warto, czy nie należałoby tych spraw jeszcze raz przemyśleć. W projekcie, nad którym debatujemy, inwalidzi, którzy doznali wypadku przy pracy lub ulegli chorobie zawodowej w okresie od 1 stycznia 1968 r. do 31 grudnia 1975 r. będą od maja 1977 r. mieli nieco korzystniejsze renty i uprawnienia do pobierania połowy renty obok emerytury (w przypadku odpowiedniej wysługi lat). Jednak art. 16 ust. 1 projektu ustawy przewiduje, iż osoby, którym podwyższono renty w myśl art. 2, nie mogą po dniu wejścia w życie ustawy dochodzić od zakładów pracy roszczeń z tytułu uszczerbku zdrowia, będącego następstwem tego wypadku lub tej choroby.
Z takiego ujęcia może wynikać, iż począwszy od 1 maja 1977 r. wspomniani poszkodowani będą pozbawieni tzw. zadośćuczynienia za doznaną krzywdę (w wysokości 30 – 50 tys. zł). Wydaje się, że to nie może i nie powinno leżeć w intencjach ustawodawcy. Poza tym zakład pracy, który nie dba o odpowiednie warunki bezpieczeństwa swoich pracowników, powinien w razie wypadku świadczyć na rzecz tego pracownika. Nie może on być premiowany zdjęciem z niego świadczeń na rzecz pokrzywdzonego. Nie wszystko poza tym należy przerzucać na państwo. Nie musi ono, a nawet nie powinno odpowiadać za niedbalstwo podstawowych ogniw gospodarczych.
Budzi również zastrzeżenia projektowana w art. 2 ust. 1 zasada zachowania dla tych poszkodowanych, inwalidów, jedynie dotychczasowej podstawy wymiaru renty, podczas gdy ustawa ma na celu, w generalnym odczuciu, aktualizację rent w sensie dostosowywania ich do panujących warunków ekonomicznych. Należy pamiętać też, że renta, nawet najwyższa, nie wyrówna świadczeń uzyskiwanych w latach zatrudnienia. Odpadają chociażby korzyści wynikające często ze wzrostu wydajności pracy. Nie mówię już o godzinach nadliczbowych, premiach itp.
Dodatkowa kwestia związana z problemem, nad którym debatujemy: renciści i emeryci szybko też zaczynają odczuwać gorsze warunki mieszkaniowe. Pan Premier mówił, jak to nasze budownictwo wzrasta skokowo, niemniej trudności obiektywne są wyraźne, a w przypadku rencistów szczególnie się uwypuklają. Mieszkania są u nas dwupokoleniowe. Gdy zjawia się trzecie pokolenie, dziadkowie emeryci – często oni sami to proponują – otrzymują z reguły najmniejszą powierzchnię mieszkaniową, mimo iż całą niegdyś nabyli. Ileż konfliktów i waśni to wywołuje. Obok więc finansowych problemów rewaloryzacji emerytur i rent, pomyśleć należałoby o pozostałej materialnej stronie związanej z tym problemem. Czy nie udałoby się zwiększyć pewnej liczby mieszkań, tych małych, przeznaczonych dla emerytów M-1 czy M-1 1/2, i przyznać je sposobem dożywotnim emerytom i rencistom?
Domów starców czy, jak zgrabnie się mówi, domów złotego wieku nadal u nas niewiele, a w nich ciasnota i warunki nierzadko złe. Należy przełamać tę barierę jeszcze jedną, niestety, w budownictwie i wyjść naprzeciw 75-, 80- latkom. Kiedy czynimy krok jeden w ustawie emerytalnej – warto byłoby pomyśleć o drugim.
Skoro mówimy o domach dla ludzi wiekowych, to nie zapominajmy o atmosferze w nich panującej, bo przy ciasnocie ta atmosfera wymaga ogromnego poświęcenia od osób opiekujących się staruszkami, a nie administracyjnego odfajkowania codziennych czynności. Tutaj chciałbym zwrócić uwagę na kościół. Jego wyspecjalizowane zgromadzenia zakonne i dziś służą swymi siłami w wielu domach dla beznadziejnie chorych. Czy nie rozszerzyć samarytańskiej pracy chociażby zakonnic na owe domy złotego wieku, jeśli ich praca ozłocić może rzeczywiście wiek sędziwy wielu emerytom czy rencistom?
Czy nie zwiększyć możliwości tym zakonnicom, które mają przygotowanie zawodowe, pielęgniarskie i w innych umiejętnościach związanych ze szpitalnictwem? Czy nie zwiększyć ich udziału w opiece nad chorymi w szpitalach? . Bo tam nie tylko brak jest łóżek, ale dziś alarmują nas, że również brak jest obsługi pielęgniarskiej. To również wysuwam pod rozwagę.
Wysoki Sejmie! Wydaje mi się, że w odniesieniu do całej ustawy ważne będzie w przyszłości dostosowanie jej postanowień do zmieniającej się stale sytuacji ekonomicznej i pieniężnej ludności.
Należało będzie w drodze przewidzianych przepisów wykonawczych dokonywać periodycznie rewaloryzacji emerytur i rent stosownie do ogólnego wzrostu płac, kosztów utrzymania i cen, zwłaszcza artykułów powszechnego użytku.
Obok stałej troski o okresową rewaloryzację emerytur i rent, jeszcze jeden moment i to niebagatelny wiąże się z omawianą ustawą. Poważnie łagodzi ona – to prawda – tzw. stary portfel rent, dokuczliwy, żeby nie powiedzieć krzywdzący dotąd dla wielu. Bogu dzięki, że doczekaliśmy chwili, w której państwo nasze stać na odejście od tego portfela. Problem jednak w tym, żeby nie wytworzył się nowy stary portfel. Podwyżki bowiem emerytur i rent przewidziane są w 4 etapach na 4 lata do 1981 r. A potem? Nadzieja w tym, co usłyszeliśmy w expose rządowym o dalszej długofalowej polityce socjalnej. Należy liczyć też, że dojdzie z czasem do kodyfikacji ubezpieczeń. Należy również sądzić, że podejdzie ona do sprawy emerytur i rent w sposób dynamiczny, powiąże je z naturalnym ruchem płac, cen i kosztów utrzymania.
Obywatele Posłowie! Zdajemy sobie sprawę, że realizacja uchwalanej obecnie ustawy emerytalnej będzie wymagała wielkich nakładów finansowych ze strony państwa. Wysiłek Rządu w tym zakresie doceniamy. Należy sądzić, że sami zainteresowani, jak też ogół społeczeństwa zdaje sobie sprawę, że rozwój ustawodawstwa socjalnego zależeć będzie od wyników pracy ludności naszego kraju. Fundusz ubezpieczeń społecznych wzrastać może naturalnie tylko wraz ze wzrostem dochodu narodowego. Ten zaś wiąże się organicznie z dobrą pracą wszystkich tych, którzy przejdą z czasem na emeryturę. Wiele jednak zależy i od tych, co Rzecząpospolitą władają – od Rządu. Właściwa organizacja pracy w całokształcie życia gospodarczego podległego Rządowi wiele może dokonać.
Podwyżka emerytur i rent już w części tylko bieżącego roku pochłonie – jak słyszeliśmy w tej Izbie – dodatkowo 5 mld zł, a w latach następnych, w każdym roku wymagać będzie 18 mld zł. Wzrośnie więc dość raptownie siła nabywcza ludności i to najmniej dotychczas zarabiającej. Te pieniądze tej grupy ludności – jak można przewidywać – przeznaczone zostaną na artykuły podstawowe, masowej konsumpcji, także żywnościowe. Stąd apel znowu do Rządu, do ministerstw, od których zależy właściwe nasycenie rynku, o wytworzenie przez podległe im przedsiębiorstwa artykułów, na które skierowany zostanie strumień pieniędzy uzyskany z podwyżek emerytur i rent. Apel jednocześnie o taką politykę rolną, która zapewniając całemu rolnictwu, również rolnictwu indywidualnemu stabilność i pomoc, zachęci rolników do wszechstronnej produkcji rolnej i właściwej hodowli.
W związku ze wzrostem siły nabywczej ludności, dzięki nowemu systemowi emerytalnemu, nie może dojść do najmniejszego zachwiania równowagi rynkowej. Musimy systematycznie wychodzić z trudności ekonomicznych, które ujawnił czerwiec ubiegłego roku i bolesne wydarzenia tamtych dni. Spraw tych – jak powiedział w czasie debaty grudniowej wiceprzewodniczący naszego Koła Poselskiego „Znak” Janusz Zabłocki – „nie możemy wymazać z naszej świadomości. Musimy – cytuję nadal – nade wszystko umieć z nich wyciągnąć pozytywne wnioski dla przyszłości”.
W ustawie, nad którą debatujemy, przy jej jakże licznych pozytywach, jedna kwestia budzi wyraźny niedosyt. Mam na myśli dodatek rodzinny na żonę emeryta wychowującą dzieci.
Podwyższenie tego dodatku ze 120 do 200 zł – ¬proszę wybaczyć koleżanki i koledzy posłowie – to wygląda trochę żartobliwie. Nie chciałbym interpelować Pana Ministra Rudolfa o sekret stanu, ale tak przypuszczam, że koncepcję tej części ustaw musieli układać kawalerowie, bezdzietni albo wdowcy, inaczej trudno sobie wytłumaczyć tę podwyżkę zaledwie 80-złotową.
Dzisiaj, gdy na szczęście odchodzimy już powoli w kraju od szkodliwych narodowo teorii neomaltuzjańskich, gdy coraz więcej głosów wraz z kościołem domaga się uznania za istotę ludzką poczętego życia i z nadzieją czeka na zmianę przepisów prawnych eliminujących lekkomyślne jakże często przerywanie ciąży, matce należałaby zapewnić nie tylko symboliczną, ale i efektywną pomoc materialną. W moim wewnętrznym przekonaniu pomoc ta powinna nastąpić nawet kosztem mniej hojnego szafowania innymi świadczeniami socjalnymi. Albo dać spokój tym 200 złotym. Zresztą należałoby się zastanowić, czy w niektórych wypadkach nie zrezygnować w ogóle z dodatków. Trzeba zauważyć, że emerytura emeryturze nierówna. Przy wysokiej emeryturze (a są i takie, i to dobrze) żona nie musi otrzymywać dodatku, i tak przerwie pracę, by wychować dzieci. Przy niskiej emeryturze dodatek dla żony wychowującej dzieci jest konieczny, i to spory dodatek. Inaczej „kraść” ona będzie czas domowy na pracę zarobkową.
Skoro jesteśmy już przy problemie niewieścim, trzeba podnieść sprawę podstawy wymiaru renty dla kobiet. Trzeba jak najszybciej uwzględnić przy wymiarze renty również czas wychowywania dzieci, który opóźnił przystąpienie matki do pracy zawodowej. Jeżeli wychowywała ona dzieci i przystąpiła do pracy po okresie kilkuletnim, nie będzie miała prawa do emerytury. Dlaczego? Czy wychowując dzieci nie pracowała? Pracowała. Wszyscy zdajemy sobie z tego sprawę. Trzeba to jednak ująć w przepisach prawnych. Należałaby również uwzględnić większe niż dotąd przerwy, jako liczące się do emerytury, większe niż 3-letnie. Niejednokrotnie może 5-, 6-, 10-letnie.
Wysoka Izbo! Już ostatnia sprawa związana nie tyle z ustawą, co z całą polityką socjalną doby pogrudniowej, z której z pewnością możemy być dumni. Idzie mi o powszechność zupełną naszych świadczeń socjalnych. Powszechność, która nawet wzięta pod światło, pod szkło powiększające, nie wykaże rysy. Taką powszechność osiągniemy, gdy uda nam się zapewnić również duchowieństwu korzystanie z ogólnej pomocy lekarskiej na tych samych zasadach co pozostali obywatele. Duchowni, siostry zakonne – to chyba jedna z ostatnich grup nie objętych jeszcze przez powszechną służbę zdrowia. Czy muszą oni pozostać poza tą służbą zdrowia? Jakiż to kąsek smakowity, taka rzeczywistość, gdyby pozostała w przyszłości, dla tych, którzy pragnęliby ją tendencyjnie interpretować.
Należałoby też włączyć duchowieństwo do powszechnego systemu ubezpieczeń emerytalnych. W szczególności idzie o osoby duchowne zatrudnione w instytucjach duchownych. Instytucje zaś duchowne, ubezpieczające te osoby, powinny opłacać stawki ubezpieczeniowe te same, co i inne instytucje społeczne. To są również instytucje społeczne, również prowadzące społeczną działalność. Dochodzą nas wieści, że są prowadzone negocjacje na ten temat. Wraz z kolegami posłami z naszego Koła „Znak” cieszylibyśmy się bardzo, gdyby owocnie zostały sfinalizowane. Oczywiście, uczynić to wszystko można, przyznać wspomniane świadczenia dla duchowieństwa, tylko w ścisłym kontakcie, w ścisłej zgodności z władzami duchownymi, z hierarchią kościelną, a nie jakimiś bocznymi torami poprzez organizacje, których cele główne są inne niż ta problematyka.
Z tego samego pnia narodowego jesteśmy ciosani i kapłani, i my, świeccy Polacy. O zasługach duchowieństwa i kościoła polskiego dla narodu wczoraj i dziś nie będę mówił, byłoby to truizmem, to jest ewidentne. Nie powinno więc duchowieństwo pozostawać poza obrębem naszych socjalnych osiągnięć w Polsce Ludowej. Szerokie „pole dla owocnego współdziałania kościoła z państwem w realizacji ważnych celów narodowych” – o czym mówił w dniu 3 września ubiegłego roku Edward Gierek – może stawać się jeszcze szersze.
Wysoki Sejmie! Poruszyłem problemów szereg. Zdaję sobie sprawę, że niektóre z nich załatwi dopiero przyszła kodyfikacja prawa o ubezpieczeniach, która przypuszczalnie powinna uwieńczyć naszą śmiałą politykę socjalną. Przekonany jestem jednak, że dużo zdziałać mogą wyważone należycie przepisy wykonawcze do uchwalonej przez nas ustawy, wydane przez Rząd czy też odpowiednie jego resorty. Niemało też zależy zawsze jak wiemy od właściwej interpretacji. Przychodzi mi w tej chwili na myśl wydarzenie z przeszłości, dotyczące spraw dawnych. W swoim Liceum Krzemienieckim Tadeusz Czacki zaznajamiał kiedyś Hugona Kołłątaja z organizacją uczelni. Wskazał statut. Natomiast ks. Hugo ciągle był z tego statutu niezadowolony: za mały, nie porusza wszystkich spraw. A gdzie gracje, gracjaliści? Tak kiedyś nazywano emerytów. Tadeusz Czacki upierał się, że wszystko w statucie jest. Zniecierpliwiony ks. Hugo wołał: Tadeuszu, proszę mi w takim razie powiedzieć, gdzie to wszystko jest, gdzie ci gracjaliści? Są, czytaj ostatni wyraz, jak brzmi: „itd.” To owo właśnie „itd.” wiele – wydaje mi się – może znaczyć przy interpretacji naszych aktów prawnych.
Czymże zakończyć można to wszystko, co wyżej zostało powiedziane? Chyba rekapitulacją. Stwierdzeniem, iż należytą uchwalamy ustawę emerytalną. W niejednym nadrabia ona ponad półwiekowe opóźnienia. Pewne mankamenty dadzą się załatwić w drodze wykonawczej lub chociażby poprzez wspomniane wyżej „itd.” Tadeusza Czackiego. W przyszłości – przez kodyfikację.
W imieniu Koła Poselskiego „Znak” wnoszę więc o uchwalenie przedłożonego Sejmowi projektu ustawy o dalszym zwiększeniu emerytur i rent, a także o zaakceptowanie polityki socjalnej przedstawionej w expose Prezesa Rady Ministrów. (Oklaski)